Reklama

Lekarze alarmują: Łykamy antybiotyki jak cukierki

Pacjenci domagają się przepisania antybiotyków przy każdej infekcji, nie zdając sobie sprawy, że leki te nie działają na wirusy. - Próby wyjaśnienia przeznaczenia antybiotykoterapii dorosłemu pacjentowi niejednokrotnie kończą się awanturą - mówi Interii prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, konsultant krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej. Lekarze nie są bez winy. - W medycynie panuje klientelizm. Skoro pacjent chce antybiotyk, to go dostaje - wskazuje dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych. Skutki mogą być opłakane, bo nieracjonalne stosowanie takiego leczenia sprawia, że przestaje ono działać. Już teraz w całej UE, Islandii i Norwegii, z powodu zakażeń drobnoustrojami opornymi na antybiotyki umiera każdego roku tyle osób, ile mieści się na 13 statkach wycieczkowych.

Oporność na środki przeciwdrobnoustrojowe to jedno z największych wyzwań i zagrożeń dla zdrowia ludzi. Według nowych danych opublikowanych przez Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) w całej Unii Europejskiej, Islandii i Norwegii z powodu zakażeń wywołanych drobnoustrojami opornymi na antybiotyki umiera każdego roku ponad 35 tys. osób. 

Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że w 2050 roku na całym świecie z powodu chorób wywołanych przez bakterie oporne na antybiotyki może umrzeć nawet 10 milionów osób.

Reklama

Tylko połowa Europejczyków wie, kiedy antybiotyk działa

Antybiotyki przyjmujemy często niewłaściwie. Badanie Eurobarometr wykazało niepokojący brak wiedzy na temat ich stosowania. Tylko połowa respondentów wie, że antybiotyki nie są skuteczne w walce z wirusami, 39 proc. błędnie uważa, że zabijają wirusy, a 11 proc. nie ma wiedzy na ten temat. Co więcej, jedynie trzech na 10 Europejczyków ma świadomość, że bezpodstawne stosowanie takiego leczenia powoduje, że staje się ono nieskuteczne.

Polska jest krajem, w którym antybiotyków przyjmuje się bardzo dużo. Jak wynika z raportu OECD, w krajach UE/EOG średnio zużywa się 16,4 dobowych dawek (DDD) antybiotyków na tysiąc mieszkańców dziennie, w Polsce - 22 dawki.

- Pacjenci łykają antybiotyki jak cukierki - mówi Interii dr hab. Agnieszka Mastalerz-Migas, prof. Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i konsultant krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej. - Nie wiedzą, że 90 proc. infekcji to te wirusowe, na które antybiotyk nie działa - dodaje.

- Niestety pacjenci uważają, że antybiotykoterapia to jedyne skuteczne leczenie na wszystko. Są oczywiście w błędzie - wskazuje dr n. med. Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych i rzecznik prasowy Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

Pacjenci naciskają na przepisanie antybiotyku

Ponad połowa przypisywanych w Polsce antybiotyków nie ma uzasadnienia, a najczęstsze przyczyny stosowania zbędnej farmakoterapii to: kaszel (90 proc.), przeziębienie (75 proc.), ból gardła (60 proc.) oraz zapalenie zatok (60 proc.).

Według prof. Agnieszki Mastalerz-Migas niemal co drugi pacjent pojawiający się w gabinecie lekarskim z infekcją dróg oddechowych prosi o przepisanie antybiotyku. Wierząc, że przy takim leczeniu objawy miną szybciej. Konsultant krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej wyjaśnia: - Jeśli pacjent zaczyna przyjmować antybiotyk w trzecim dniu infekcji, to faktycznie poczuje się lepiej. Nie wie jednak, że bez niego jego stan również ulegnie poprawie. Taka infekcja trwa standardowo siedem, osiem dni i zazwyczaj przechodzi sama.

Podkreśla, że o zastosowaniu antybiotyku powinien decydować wyłącznie lekarz, kierując się oceną stanu pacjenta, badaniem fizykalnym i obowiązującymi wytycznymi. Powinny być przy tym spełnione kryteria infekcji bakteryjnej. Podkreślmy to raz jeszcze - antybiotyki na infekcje wirusowe nie działają.

- Pacjenci przychodzą po dwóch-trzech dniach leczenia infekcji powszechnie dostępnymi lekami bez recepty i domagają się antybiotyku, bo objawy nie przechodzą. W takim przypadku podanie antybiotyku nie jest uzasadnione. Temperatura, bóle kostno-stawowe czy mięśni mogą ustępować powoli - wskazuje dr Michał Sutkowski.

Wina po obu stronach lekarskiego biurka

- Powinniśmy wiele rzeczy zrobić, aby tych antybiotyków nie stosować w nadmiarze. Do tego służą m.in. testy CRP dla dzieci do szóstego roku życia czy strep-test dostępne w gabinecie POZ - wskazuje dr Michał Sutkowski. Mówi też, że można ponadto wykonać test combo, jeśli jest dostępny, lub osobno na grypę, COVID-19 czy RSV. Tych infekcji antybiotykiem się nie leczy.

Dzięki testom CRP lekarz może przeciwdziałać naciskom rodziców małych pacjentów domagających się antybiotyku. - Jeśli CPR jest niskie, istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo infekcji bakteryjnej. Lekarz ma wówczas argument w rozmowie z rodzicem i może mu wyjaśnić, że antybiotyk nie jest potrzebny - wskazuje prof. Agnieszka Mastalerz-Migas.

Trudniej jest w przypadku pacjentów dorosłych. - Próby wyjaśnienia przeznaczenia antybiotykoterapii dorosłemu pacjentowi niejednokrotnie kończą się awanturą - mówi prof. Mastalerz-Migas. Przez to, jak zauważa ekspertka medycyny rodzinnej, lekarze często odpuszczają. I przepisują antybiotyk.

Dr Michał Sutkowski dodaje: - Popełniamy błędy po obu stronach lekarskiego biurka. Potrzebna jest asertywność lekarza, a niestety nie każdy tak postępuje. W medycynie panuje klientelizm. Są to zachowania lekarzy, które mają sprzyjać dobrym relacjom z pacjentami. Zatem skoro pacjent chce antybiotyk, to go dostanie. Wówczas lekarz pozostaje w oczach pacjenta dobrym specjalistą.

Poważne konsekwencje

Pacjenci nie myślą o konsekwencjach. - Nie mają świadomości, że antybiotyk to broń obosieczna - mówi prof. Agnieszka Mastalerz-Migas. I wyjaśnia: - W przewodzie pokarmowym żyje kilka kilogramów dobrych bakterii potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Przyjmowany w trakcie choroby antybiotyk niszczy też naturalną mikroflorę jelit. Po tygodniowej antybiotykoterapii ta flora jelitowa odbudowuje się nawet przez kilka miesięcy.

Najpoważniejszym powikłaniem związanym ze stosowaniem antybiotyków jest tak zwane rzekomobłoniaste zapalenie jelit wywołane przez bakterię Clostridium. To ostra choroba biegunkowa, która wymaga leczenia szpitalnego. - Miałam kilku pacjentów, którzy z nią się mierzyli. Niestety, w dwóch przypadkach doszło do zgonu - mówi prof. Mastalerz-Migas.

To właśnie nieracjonalne przyjmowanie antybiotyków przyspiesza powstanie antybiotykooporności. - Bakterie potrafią wytworzyć takie mechanizmy, które w konsekwencji będą chroniły je przez antybiotykami. Bronią się na różne sposoby, niszczą je, nie wpuszczają do komórki bądź usuwają z wnętrza komórki - wskazuje dr Michał Sutkowski.

Prof. Agnieszka Mastalerz-Migas dodaje: - Jeśli pacjent nieracjonalnie przyjmował antybiotyki, może dojść do tego, że kiedy faktycznie będzie go potrzebował, on nie będzie skutecznie działał

Edukacja i zmiana przepisów

Jak wskazują eksperci, podstawą do poprawy sytuacji są kampanie edukacyjne skierowane nie tylko do społeczeństwa, ale i do lekarzy.

Prof. Agnieszka Mastalerz-Migas uważa, że należy zastanowić się również nad zmianą przepisów. - Wystawienie recepty na antybiotyk podczas teleporady nie powinno być możliwe. Tu jest ogromne pole do nadużyć. Pacjenta przed wdrożeniem takiego leczenia należy każdorazowo zbadać - wskazuje.

Dr Michał Sutkowski na koniec apeluje: - Zastanówmy się, co my najlepszego robimy z naszym zdrowiem.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: antybiotyki

Reklama

Reklama

Reklama