Reklama

Reklama

"Łańcuch życia" w Sopocie. Szukano sześcioletniego chłopca

Ponad 50 osób utworzyło w Sopocie "łańcuch życia". Ludzie trzymali się pod ręce i maszerowali w wodach Zatoki Gdańskiej, by odnaleźć i uratować sześcioletniego chłopca.

Ratownicy otrzymali zgłoszenie o sześcioletnim Hubercie, który mógł zaginąć podczas kąpieli, w niedzielę, 19 sierpnia, ok. godz. 13.00. 

Na antenie Radia Gdańsk Maciej Dziubich, prezes Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Sopocie, mówił o okolicznościach akcji.

- Ratownicy utworzyli tzw. łańcuch życia, prosząc o pomoc ludzi z plaży. W łańcuchu w Sopocie było około 50 osób. To bardzo usprawniło akcję poszukiwawczą. Po godzinie przeszukiwania dna chłopca nie odnaleziono. Uznaliśmy, że musiał zaginąć na brzegu - wyjaśnił.

Reklama

Sprawa została przekazana policji. Chłopca znaleziono dwie godziny później. Nic mu się nie stało. 

Prezes WOPR w Sopocie tłumaczył także w Radiu Gdańsk, jaką funkcję spełnia tzw. łańcuch życia.

- "Łańcuch życia" tworzymy w momencie, kiedy poszukujemy kogoś w wodzie. Zamiast wpuszczać do wody kilku czy nawet dziesięciu i więcej ratowników, możemy poprosić ludzi z plaży o pomoc. Zazwyczaj są to dorośli mężczyźni, którzy łapiąc się za ramiona, pod ręce, wchodzą do wody i drepczą z jednego obszaru poszukiwania na drugi i z powrotem. Większe jest prawdopodobieństwo tego, że osobę będącą pod wodą znajdzie 50 osób, niż trzy czy sześć osób, chociaż ci ostatni są ratownikami - wyjaśnił.

Ratownik przestrzegał także, by zawsze pilnować dzieci na plaży i nie dopuszczać do sytuacji, w których tracimy je z oczu. 

- Trzeba być zawsze przy dziecku. Jeżeli bawi się na piasku, jesteśmy obok niego, jeżeli bawi się na brzegu i wchodzi po kolanka do wody z wiaderkiem, my wchodzimy z nim. Jeżeli wchodzimy głębiej, rodzic jest zawsze od strony morza, bo jeżeli dziecko się przewróci, czy fala będzie chciała je zabrać, to ono wpadnie nam w ręce. Niestety zdarza się, że rodzice dopiero, kiedy dziecko wywróci się w wodzie, wstają z koca i zaczynają biec między parawanami - mówił.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy