Reklama

Reklama

Kurski usunięty z TVP. Jego polityczna kariera może dopiero nabrać rozpędu

Jeśli ktoś uważa, że odwołanie Jacka Kurskiego z funkcji prezesa TVP to koniec jego polityczno-medialnej kariery, puka pod zły adres. Kurski, choć próbowano się go pozbyć wielokrotnie, ostatecznie zawsze wracał. Tak może być i tym razem, choć już nie do Telewizji Polskiej, ale wprost do rządu. Najciekawsze jest jednak nie tyle jego nowe stanowisko, ale pytanie: dlaczego teraz?

Polityczne plotki stworzone są dla dni takich jak te. Najgorętsza głosi, że pozbycie się Jacka Kurskiego z TVP to jedynie przystawka do dania głównego, czyli wejścia bezpośrednio do rządu w randze wicepremiera i ministra kultury. Ze stanowiskiem miałby się - rzekomo - pożegnać prof. Piotr Gliński, który udałby się na zasłużoną emeryturę. Inna mówi, że choć raz się nie udało, w końcu prezydent Andrzej Duda dopiął swego i wymusił wizerunkowe "przeczołganie" Kurskiego, w zamian za poparcie zmian w ordynacji wyborczej.

W zależności od tego, które ze stronnictw w Zjednoczonej Pracy zapytać, słyszy się na przemian: "Kurski od dawna szukał miejsca w rządzie i dymisja nie jest dla niego zaskoczeniem" oraz "'Kura' o niczym nie wiedział, to był dla niego szok". Jedni mówią: "Przelicytował. Grał za bardzo na Błaszczaka, a za mało na Morawieckiego", inni: "To tylko pozory. Będzie dalej rządził przez swoich ludzi, Woronicza nie odda bez walki".

Reklama

"Ktoś wyrwał się przed szereg"

Bez względu komu uwierzymy, jedno nie ulega wątpliwości. Nawet jeśli cała operacja została skomponowana na Nowogrodzkiej, ktoś ewidentnie wyrwał się przed szereg. Wielu z moich rozmówców wskazuje na Krzysztofa Czabańskiego. Przewodniczący Rady Mediów Narodowych oraz inicjator głosowania przekładającego się na odwołanie prezesa - miał z Kurskim na pieńku nie od dziś. Ale nie on jeden. Za zmianami kadrowymi głosowali wszyscy członkowie tego ciała, łącznie z posłami PiS Joanną Lichocką i Piotrem Babinetzem.

Nie przez przypadek Czabański na gorąco komentując decyzję Rady, nie dziękując poprzedniemu, od razu pochwalił nowego prezesa. Powiedział, iż "jest pewien, że prezes Mateusz Matyszkowicz wzmocni ofertę merytoryczną TVP". Czy oznacza to, że media publiczne z pisowskiego jastrzębia zamienią się w gołąbka pokoju? Nic nie wskazuje na to, żeby rok przed wyborami kierunek ideowy TVP uległ większej zmianie.

W dużej mierze potwierdzeniem teorii mówiącej o pośpiechu w egzekucji zmian na szczycie TVP jest sam twitterowy komentarz Kurskiego. "Potwierdzam, że w wyniku decyzji mojego środowiska politycznego, w porozumieniu ze mną, przestałem być prezesem TVP. Wiem, że przede mną kolejne wyzwania. Telewizja, której oddałem 7 ostatnich lat, jest dziś u szczytu potęgi, wspaniała jak nigdy. Z serca dziękuję widzom i ludziom TVP - stwierdził. Ktoś, kto odchodzi na swoich zasadach nie musi - ratując się przed falą spekulacji - podkreślać własnej roli w całym procesie.

"Jacek Kurski urządził sobie dwór w mediach publicznych"

Zwłaszcza, że analogicznie zachował się Radosław Fogiel. "Zmiana na stanowisku prezesa TVP nie oznacza oczywiście negatywnej oceny dotychczasowej pracy. Już niedługo przed Jackiem Kurskim nowe zadania" - przekonywał w mediach społecznościowych wicerzecznik Prawa i Sprawiedliwości.

Być może w tej ambiwalencji kryje się klucz do rozszyfrowania przyczyn zmian, które wychodzą daleko poza ramówkę mediów rządowych. Bo chyba można je tak nazywać oficjalnie, skoro politycy partii rządzącej oraz sam były prezes nie starają się nawet udawać, że Woronicza zrobili siedzibę kolejnego ministerstwa? Jak zatem połączyć chaotyczną komunikację dymisji Kurskiego z pojawiającymi się spekulacjami o "zaplanowanej operacji" i "wskoczeniu na fotel wicepremiera"?

Wydaje mi się, że jak wiele zjawisk w polityce wyższego szczebla, i to jest sumą licznych, często sprzecznych interesów, które na koniec dnia wyglądają jak obraz Jacksona Pollocka. Kurski przez lata narobił sobie rzesze wrogów - od Kancelarii Premiera po Pałac Prezydencki. Jego bizantyjski styl autopromocji, wchodzenie w walki frakcyjne w Zjednoczonej Prawicy oraz budowa własnego zaplecza - w końcu przepełniły czarę goryczy. - Kurski przegrzał. Czy pan wie, że za każdym razem jak cytowano jego tweety w "Wiadomościach", musiały być pokazane w tle ze zdjęciem profilowym z obecną żoną? On sobie urządził dwór w mediach publicznych. To się musiało kiedyś skończyć - słyszę od jednego z polityków dobrze zaznajomionego ze sprawą.

Kaczyński nie zostawi Kurskiego na lodzie

Jarosław Kaczyński wie jednak, że ludzi tak lojalnych i bezwzględnych - nawet, jeżeli są kłopotliwi - nie zostawia się bez stanowiska, bo z sojuszników zamieniają się w nieprzyjaciół. Jacek Kurski już raz wszedł przecież na tę ścieżkę.

Być może do przetasowań personalnych miało dojść później, ale gdy informacja o zielonym świetle na zmiany na szczycie TVP dotarła do zbyt wielu uszu, do głosu doszedł czynnik ludzki - każdy chciał coś na tym ugrać, od nowego portalu orlenowskiej grupy Polska Press, która o dymisji napisała jako pierwsza, po Pałac Prezydencki i Radę Mediów Narodowych.

Ostatecznie rozczarują się jednak ci, która z dzisiejszego dnia wyciągną wniosek o odstawieniu Jacka Kurskiego na drugi plan. To się nie wydarzy. Nie ze względu na polityczną lojalność, ale prostą kalkulację zysków i strat. W tym równaniu Kurski nie powiedział ostatniego słowa.

Marcin Makowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy