Reklama

Reklama

Kto może wystąpić o zgodę na podsłuch? SN zbada sprawę

Czy w procesie karnym można wykorzystać materiały z podsłuchu, skoro o zgodę na to wystąpił do sądu nie komendant główny policji, ale jego zastępca - takie pytanie prawne rozpatrzy Sąd Najwyższy. Sądy uznają już takie materiały za uzyskane nielegalnie.

Pytanie prawne zadał Sąd Apelacyjny w Wrocławiu, który rozpatrywał apelację oskarżonych w sprawie narkotykowej, skazanych w sądzie I instancji na kary więzienia. Badając apelacje w sprawie, SA nabrał wątpliwości, czy materiały z policyjnego podsłuchu, które były podstawą wyroku, mogły w ogóle być wykorzystane jako dowody w postępowaniu karnym, skoro o zgodę na taką formę kontroli operacyjnej wystąpił do odpowiedniego sądu zastępca komendanta głównego policji.

W swym pytaniu z sierpnia br. trzech sędziów SA napisało, że takie działania operacyjne służb, jak podsłuch, praktycznie pozostają w kolizji z prawem obywatela do prywatności, konstytucyjnej wolności komunikowana się oraz zasadą sądowej ochrony praw jednostki. Jednym z mechanizmów gwarancyjnych w tym zakresie jest zapis ustawy o policji, iż  wniosek do sądu o zarządzenie kontroli operacyjnej pochodzi od "określonych, kwalifikowanych podmiotów", w tym komendanta głównego policji, składany po uzyskaniu zgody prokuratora generalnego - podkreślono.

Reklama

SA przywołał wyrok tego samego sądu z kwietnia 2014 r., w którym prawomocnie uniewinniono innego oskarżonego w sprawie narkotykowej, gdyż za nielegalne uznano dowody w postaci jego podsłuchów, gdyż o zgodę na nie wystąpił właśnie zastępca szefa KGP, według sądu -  sprzecznie z wymogami prawa (a brak było innych dowodów winy oskarżonego).

SA wyraził wtedy pogląd "negujący możliwość wykorzystania w procesie materiałów uzyskanych w toku kontroli operacyjnej, zainicjowanej wnioskiem zastępcy komendanta głównego policji". SA uznał bowiem, że ścisłe przestrzeganie gwarancyjnych reguł wyznaczonych przez ustawodawcę co do czynności operacyjnych wyklucza możliwość stosowania wykładni rozszerzającej zakres osób uprawnionych do występowania o zarządzenie kontroli operacyjnej. Dlatego SA uznał wówczas, że skoro o zgodę wystąpił zastępca komendanta głównego, to dowody zgromadzone w ten sposób "nie mogły zostać skutecznie wprowadzone do procesu sądowego i stanowić podstawy ustaleń".

W pytaniu prawnym do SN dodano, że "jak się wydaje, tożsame stanowisko jest wyrażane w piśmiennictwie". Powołano się na wywody Dariusza Drajewicza w piśmie "Prokuratura i Prawo", gdzie napisano, że nie może być uznany za legalny materiał zebrany podczas kontroli operacyjnej, wykraczającej poza odpowiedni artykuł ustawy o policji.

Jednocześnie SA przyznał, że "możliwa jest odmienna niż wyżej zacytowana ocena skutków procesowych, jakie wiążą się z wadliwością  związaną z podpisaniem wniosku nie przez komendanta głównego policji, lecz jego upoważnionego zastępcę". Przemawiałby za tym m.in. fakt, że uzyskany tą drogą materiał byłby nielegalny na równi z sytuacją, gdy byłby on zdobyty w ogóle bez zgody sądu; wobec osoby nie objętej taką zgodą lub też w przypadku przestępstwa w ogóle nie objętego możliwością podsłuchu - czyli sytuacji "całkowicie skrajnych z punktu widzenia naruszenia dóbr chronionych konstytucyjnie".

SA podkreślił, że z tej perspektywy, ewentualna wadliwość działań zastępcy szefa KGP odbiega od tych skrajności, bo taki wniosek "pochodzi materialnie od uprawnionego podmiotu, a jedynie jest podpisany przez osobę zastępującą go" - co nie prowadzi do naruszenia ochrony praw konstytucyjnych. Według SA zgodnie z takim rozumieniem, wniosek od zastępcy KGP nie niweczy ani też nie osłabia gwarancyjnego charakteru kwalifikowanego podmiotu uprawnionego do wniosku - gdyż pochodzi nie od jakiegokolwiek policjanta, ale od osoby spełniającej wymogi konieczne do powołania na stanowisko wiceszefa KGP, która może wykonywać wszystkie uprawnienia komendanta głównego. Podkreślono też, że na mocy ustawy, w razie zwolnienia szefa KGP ze stanowiska, szef MSW powierza pełnienie obowiązków komendanta głównego jednemu z jego zastępców.

Z tych wszystkich powodów SA uznał, że zagadnienie "nastręcza poważnych trudności interpretacyjnych, jest różnie interpretowane w praktyce, a jego wykładnia może prowadzić do zasadniczo rozbieżnych wyników". "W tej sytuacji jedynie zajęcie stanowiska przez SN zapobiec może sytuacji rozbieżnej oceny wskazanego zagadnienia" - dodano, podkreślając że często podsłuchy są jedynymi dowodami obciążającymi oskarżonych.

Zapewnienie jednolitości orzecznictwa sądów jest jednym z ustawowych zadań SN. Uchwała trzech sędziów SN wiąże sąd, który zadał pytanie prawne; inne sądy mogą ją brać pod uwagę, choć nie muszą. Stanowisko SN niewyrażone w formie uchwały jest tylko jednym z poglądów prawnych. Dopiero wpisanie danej uchwały SN do księgi zasad prawnych wiąże wszystkie składy SN co do konkretnego zagadnienia.

Reklama

Reklama

Reklama