Reklama

Ks. Daniel Galus zawieszony. "Na spotkaniach z nim ludzie tracą świadomość"

- Obsesja na punkcie szatana stanowi niezwykle istotny element mszy i nabożeństw prowadzonych przez ks. Daniela Galusa. To może być bardzo szkodliwe dla psychiki ludzi. Wywoływać panikę, stany lękowe, różne nerwice. Jest wiele ofiar tych niebezpiecznych praktyk religijnych, włącznie z często niepotrzebnymi egzorcyzmami - mówi w rozmowie z Interią ks. prof. Andrzej Kobyliński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Metropolita częstochowski arcybiskup Wacław Depo nałożył na ks. Galusa suspensę (zawieszenie - przyp. red.), ale nie tłumaczy, jakie są tego konkretne powody.

Paulina Sowa, Interia: Ks. Daniel Galus to taki nasz polski Bashobora?

Ks. prof. Andrzej Kobyliński: - Świetne porównanie. Zdecydowanie tak. To bardzo podobny rodzaj religijności, wręcz identyczny. Oczywiście oddziaływanie ks. Daniela Galusa jest na mniejszą skalę, ale jeśli chcemy poddać głębszej ocenie ich religijność, to jest wręcz identyczna. Można ją nazwać współczesną formą religijności synkretycznej, w której są wymieszane ze sobą różne elementy tradycyjnej religijności katolickiej z treściami szamańskimi i zielonoświątkowymi. Wiele elementów pochodzi przede wszystkim z tradycyjnych religii afrykańskich, gdy chodzi o rozumienie diabła, złych duchów, egzorcyzmów, chorób, uzdrowień, cudów.

Reklama

Skąd taki rodzaj religijności wziął się w Polsce?

- Początek zmian przypada na lata 90. XX wieku, natomiast prawdziwa eksplozja to są okolice roku 2007. Dlaczego? Ponieważ wielu ewangelizatorów z Afryki, Azji i Ameryki Południowej zaczęło wówczas przyjeżdżać do Polski. Najbardziej znane postaci to Gloria Polo z Kolumbii, James Manjackal i Jose Maniparambil z Indii, Maria Vadia z USA, John Bashobora z Ugandy, Myrna Nazzour z Syrii, włoscy duchowni Antonello Cadeddu i Enrico Porcu, którzy obecnie pracują w Brazylii itd. Nagle zaczęto robić ogromne spotkania z nimi na stadionach i w halach sportowych. W ten sposób zmieniono w dużym stopniu religijność kilku milionów Polaków.

Ks. Galus zawieszony. "Swoje poglądy głosi od kilkunastu lat"

Arcybiskup Wacław Depo w swoim liście do wiernych pisze o "postawie nieposłuszeństwa" ks. Galusa. Co kryje się za tymi słowami?

- Nie rozumiem tego stwierdzenia. Nie znam wewnętrznych relacji w archidiecezji częstochowskiej. Opieram się tylko na informacjach, które są dostępne w internecie i przyznam szczerze, że śledząc działalność ks. Galusa od kilkunastu lat, obecnego sporu kompletnie nie rozumiem. Ks. Galus jest posłuszny swojemu sumieniu. Jest wierny swoim przekonaniom, nie zmienił swoich poglądów w ostatnim czasie. To, co głosi obecnie, głosił kilkanaście lat temu.

Czyli co konkretnie?  

- W jego nauczaniu jest wiele tradycyjnych, niebudzących żadnych wątpliwości prawd wiary katolickiej, ale do tego są też dodane elementy niezgodne z doktryną Kościoła katolickiego. Ks. Galus rozprzestrzenia tę nową religijność od kilkunastu lat i czynił to zawsze przy pełnej akceptacji władz kościelnych, oddziałując bezpośrednio na kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a pośrednio na kilkaset tysięcy wiernych w Polsce i na świecie. To nie jest problem tylko częstochowski, ale ogólnopolski, a nawet międzynarodowy.

Skoro jego działalność trwa tak długo, to dlaczego archidiecezja wcześniej nie reagowała?

- Spór formalno-prawny rozpoczął się niedawno, natomiast wcześniej przez kilkanaście lat była pełna akceptacja i wspieranie tego rodzaju religijności. W wielu tamtejszych świątyniach często gościł ks. John Bashobora. W 2016 roku w Częstochowie miał też miejsce egzorcyzm nad Polską. W archidiecezji częstochowskiej powstała Wspólnota "Mamre". Takich przykładów mógłbym wskazać o wiele więcej. Wszystko to opiera się na nowym, synkretycznym rodzaju religijności, który nazywam katolicyzmem uzielonoświątkowionym. To dziś ogromna fala, która zdobywa świat. Chodzi właśnie o te wszystkie nowe elementy, które w XXI wieku są typowe dla ogromnej fali chrześcijaństwa zielonoświątkowego. Niebawem liczba tych chrześcijan osiągnie miliard.

Czy to może być niebezpieczne?

- Zdecydowanie tak. Te nowe formy religijne mogą być szkodliwe dla zdrowia psychicznego wiernych, szczególnie nieletnich.

Pierwszy przykład to patologiczne straszenie diabłem i wmawianie ludziom, że złe duchy są wszędzie, że zdominowały nasze życie i każdego dnia musimy się z ich mocy uwalniać. Z tym łączy się tzw. spowiedź furtkowa, której celem jest określanie przedmiotów czy zachowań, poprzez które złe duchy rzekomo wchodzą do życia naszych rodzin. Pandemoniczna wizja świata, swego rodzaju obsesja na punkcie szatana, stanowi niezwykle istotny element mszy świętych, nabożeństw prowadzonych przez ks. Daniela Galusa. To może być bardzo szkodliwe dla psychiki ludzi, wywoływać panikę, stany lękowe, różne nerwice. Jest wiele ofiar tych niebezpiecznych praktyk religijnych, włącznie z często niepotrzebnymi egzorcyzmami.

Drugi przykład to wprowadzanie ludzi w odmienne stany świadomości. Nazywane jest to spoczynkiem w duchu, hipnozą magnetyczną, autosugestią, transem, upadkiem itp. Podczas wielu spotkań religijnych prowadzonych przez ks. Daniela Galusa ludzie padają na podłogę, tracą świadomość całkowicie lub częściowo. To zjawisko jest w Polsce wszechobecne, ja z tym walczę od 15 lat, ale niestety, jest pełna akceptacja władz kościelnych, psychologów, lekarzy, polityków, dyrekcji szkół dla tych szaleństw religijnych. One są szczególnie naganne, jeśli np. robi się to podczas rekolekcji wielkopostnych w szkołach publicznych.

"Nie może być zgody na szaleństwa religijne"

W kontekście ks. Galusa mówi się też o uzdrowieniach. Jest w tym choć ziarno prawdy?

- Oczywiście. Problem dotyczy charakteru tych uzdrowień. Czy są to zjawiska naturalne, wytłumaczalne naukowo? A może są to prawdziwe cuda jako zjawiska nadnaturalne? Czy uzdrowienia są trwałe, a może tylko przejściowe? Gdy chodzi o subiektywne przeżycia religijne ludzi, trzeba zawsze zachować dużą ostrożność, ponieważ trudno nam z zewnątrz osądzać to, co ktoś przeżywa w swoim sercu i umyśle. Każdy przypadek trzeba oceniać indywidualnie, żeby kogoś nie skrzywdzić i nie postawić fałszywej diagnozy. Życie człowieka jest wielką tajemnicą i zdarza się, że zgodnie z diagnozą medyczną ktoś powinien umrzeć, a nagle jego stan się poprawia. Takich historii "nie z tej ziemi" jest co niemiara, często są to niewytłumaczalne zjawiska. Nie może być w tym jednak zgody na szaleństwa, które są szkodliwe. Jest cała kategoria ludzi bezbronnych, którzy powinni być szczególnie chronieni przed wpływem niebezpiecznych uzdrowicieli, hipnotyzerów czy szamanów.

Ludzie wierzą, że ks. Galus ma większą moc niż inni duchowni?

- Tak sądzą jego gorący zwolennicy. Ale takich księży jak on mamy w Polsce kilka tysięcy. Należy pytać nie o to, czemu ludzie lgną do ks. Galusa, ale o to, co się stało z religijnością w Polsce na przestrzeni ostatnich 20 lat. Przyczyny masowej popularności takiej religijności są oczywiście złożone.

Pierwszy czynnik to niezwykła skuteczność promocji tych nowych religijnych eventów. Od 2007 roku ogromna część mediów w naszym kraju promowała spotkania z ks. Bashoborą jako cudotwórcą, twierdząc, że on wskrzesił z martwych 40 osób. To było kompletne szaleństwo, w które uwierzyła duża część mieszkańców Polski. Nie ma się co dziwić tym ludziom, którzy uwierzyli w te nonsensy, jeśli się z każdej strony słyszy, że do kraju przyjeżdża ktoś, kto wskrzesza zmarłych, a my jesteśmy chorzy i potrzebujemy pomocy, to jak nie iść na takie spotkanie? W ostatnim czasie przestało być jednak o nim głośno. Czyżby władze kościelne nie akceptowały już ks. Bashobory? A może ktoś się czegoś przestraszył? Dlaczego nie ma go na Stadionie Narodowym w Warszawie? Jeśli miał rację w tym, czego wcześniej nauczał, to powinien wrócić czym prędzej i dalej ewangelizować całą Polskę.

Drugi czynnik to niezwykle niski poziom intelektualny naszej religijności. Wystarczy przypomnieć wcześniejsze lata, spotkania z Clivem Harrisem, w których uczestniczyły w świątyniach katolickich w naszym kraju miliony wiernych, a on był przecież szarlatanem.

Trzeci czynnik to zwycięstwo pragmatyzmu w Kościele katolickim wśród duchownych: dobre jest to, co zapewnia obecność ludzi w kościołach. Prawie nikogo nie interesują kwestie doktrynalne, główne kryterium dotyczy sukcesu duszpasterskiego. To jest dobre, co może zagwarantować większą liczbę ludzi w kościołach.

Nałożona na ks. Galusa suspensa oznacza koniec jego działalności?

- Raczej nie. Arcybiskup Wacław Depo twierdzi, że nałożone kary kościelne są ku nawróceniu i zmianie postawy ks. Daniela Galusa. Nie rozumiem, dlaczego ten spór jest prezentowany w domenie publicznej jako dyscyplinarny: kwestionowanie zależności służbowej i niepodporządkowanie się władzom kościelnym. Uważam, że to jest sprawa zupełnie marginalna, ponieważ zagadnieniem centralnym jest spór doktrynalny. Chodzi o doktrynę, a nie o relacje służbowe. Jakie herezje głosi od kilkunastu lat ks. Galus? Na czym polega jego uzielonoświątkowiona religijność katolicka? Jest pilna potrzeba, żeby wyjaśnić kilkuset tysiącom ludziom w Polsce i na świecie, co jest w nauczaniu ks. Daniela Galusa niewłaściwe. Ludzie, którzy przez kilkanaście lat w dobrej wierze go słuchali wiedząc, że ma pełną akceptację władz kościelnych, mogą się dzisiaj poczuć oszukani. Przecież ks. Galus nie zmienił swoich poglądów, on dalej głosi to samo, co kilkanaście lat temu. Dzisiaj obowiązkiem moralnym władz kościelnych jest rzetelne wyjaśnienie poważnych elementów doktrynalnych tego bolesnego i gorszącego zjawiska.

Ksiądz profesor też czeka na te wyjaśnienia?

- Dla mnie jest jasne od kilkunastu lat w jakich obszarach ks. Daniel Galus głosi poglądy fałszywe i szkodliwe, w jakich sprawach pobłądził. Ale będę go częściowo bronił, ponieważ on w pewnym sensie jest ofiarą nowej religijności synkretycznej, jak kilka milionów ludzi w Polsce. W dobrej wierze przyjął tę nową religijność katolicko-zielonoświątkową, więc subiektywnie jest wierny sobie i słucha swojego sumienia. Jest głęboko przekonany, że to on ma rację, że Bóg jest po jego stronie. To jest pytanie do władz Kościoła katolickiego, dlaczego od prawie dwudziestu lat jest zielone światło dla różnych szaleństw religijnych, które ośmieszają religię, ponieważ zastępują racjonalną religijność magią i zabobonem.

Polska podzieli los Francji. "Wychodzą rzeczy absolutnie przerażające"

Jaka decyzja względem niego powinna zapaść?

- Kary kościelne nie są dobrym rozwiązaniem. Decyzje administracyjne niczego nie zmienią, ponieważ mamy ks. Galusa i kilkaset tysięcy jego zwolenników, którzy są absolutnie przekonani, że ich rozumienie religii jest właściwe. Pytanie, czego my w Polsce chcemy? Czy będziemy pozwalać na to, by taki obłęd religijny rozlewał się dalej po kraju? Skala osób skrzywdzonych tym szaleństwem jest coraz większa.

Zacznie być o nich wreszcie głośno?

- Najbliższych kilkanaście lat w Polsce to będzie wysyp przypadków różnego rodzaju nadużyć religijnych. Myślę o osobach, którym np. niepotrzebnie wmówiono opętanie, które mają nerwicę na tle religijnym lub stany lękowe, które wprowadzano w odmienne stany świadomości itp. Ofiary nadużyć religijnych powoli będą zyskiwać świadomość, że zostały skrzywdzone w Kościele. Polska podzieli los Francji, gdzie od 2014 roku działa komisja narodowa do spraw psychomanipulacji religijnej w Kościele katolickim. Chodzi głównie o nadużycia we wspólnotach charyzmatycznych. To, co wychodzi z badań komisji jest absolutne przerażające. Wszystko wskazuje na to, że Polska pójdzie tą drogą. W najbliższych dniach zostanie opublikowany na ten temat mój obszerny artykuł naukowy pt. "Problem psychomanipulacji religijnej w kontekście globalnej pentekostalizacji chrześcijaństwa".

Ks. Tomáš Halík pisał, że czeka nas "czas pustych kościołów". Do tego to wszystko prowadzi?

- Oczywiście jest wiele różnych przyczyn galopującej ateizacji i sekularyzacji, szczególnie wśród dzieci i młodzieży. W Polsce jednym z czynników przyspieszającym ten proces jest ośmieszanie religii katolickiej przez magiczne, szamańskie i zabobonne formy religijności. Już dzisiaj dla części mieszkańców naszego kraju religijność promowana m.in. przez ks. Bashoborę czy ks. Galusa jest nie do przyjęcia. Sprawia, że wielu ludzi nie chce mieć nic wspólnego z takim Kościołem.

Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: paulina.sowa@firma.interia.pl

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama