Kryteria spełnia co piąty Polak. Problem wpływa na całe życie, "rozsypałam się"
Przez lata słyszeli, że są ambitni, niezastąpieni i dowiozą wszystko. Dopiero gdy zaczęły rozpadać się relacje, a ciało odmówiło posłuszeństwa, zrozumieli, że sukces zawodowy stał się uzależnieniem. Według różnych badań pracoholizm dotyka od około 11 proc. do nawet 20 proc. pracujących Polaków.

- Im trudniej działo się prywatnie, tym więcej projektów brałem na siebie - mówi Bartek Kubiak. Przez lata praca była dla niego mechanizmem radzenia sobie z problemami. Zaczęło się dziesięć lat temu, chociaż przez większość tego czasu nie widział w swoim zachowaniu nic niepokojącego.
- Wręcz przeciwnie. Ponadnormatywna aktywność zawodowa była nagradzana, podziwiana i społecznie wzmacniana. Miałem głębokie przekonanie, że sukces wynika z ciężkiej pracy - przyznaje.
Nagradzane uzależnienie
Praca funkcjonowała jak uzależnienie. - Dokładnie ten sam schemat, co u alkoholika, kiedy musi wziąć butelkę do ręki. Tylko że pracoholizm jest wciąż niestety nagradzany - mówi. Dopiero kryzys w relacjach rodzinnych stał się momentem przełomowym.
- Żona jasno i wyraźnie postawiła granicę, że to już dalej tak być nie może. W takim momencie są dwa wyjścia. Można dalej brnąć w ten sam schemat albo zatrzymać się i spróbować zrozumieć, co naprawdę stoi za kompulsywną potrzebą pracy - opowiada.
Bartek zdecydował się na drugą drogę. - Zacząłem zgłębiać mechanizmy biologiczne. Zdobywana wiedza pomagała mi stopniowo rozkładać wszystko na czynniki pierwsze i zbudować siebie na nowo - zapewnia. Chociaż była to wymagająca droga, zaprowadziła go w miejsce, w którym czuje się dobrze.
- Wgrałem sobie do głowy, że pracuję lekko, przyjemnie, mając czas dla rodziny. Odnalazłem nową rolę, wiedzą, którą zdobyłem w zakresie neurobiologii dzielę się z ludźmi w mediach społecznościowych - opowiada.
Najważniejsza w drodze do zdrowia, jak zaznacza, jest samoświadomość. - Dopóki człowiek sam nie zauważy problemu, żaden komunikat z zewnątrz nie będzie skuteczny - dodaje.
"Niewiele czułam"
Z zewnątrz wszystko wyglądało imponująco. Była odbierana jako świetna specjalistka, niezawodna, sprawcza. Ta osoba, do której dzwoni się w kryzysie.
- W pracy słyszałam, że skoro coś jest niemożliwe, to właśnie ja sobie z tym poradzę. Awansowałam, dostawałam najtrudniejsze zadania, często wykonywałam też obowiązki kolegów i koleżanek. W oczach innych byłam symbolem profesjonalizmu. W swoich kimś nieustannie niewystarczającym - mówi Marta.
Miała trzydzieści lat i budziła się zestresowana. - Jakbym codziennie musiała udowadniać światu, że zasługuję, żeby w ogóle być widzianą jako wartościowa osoba - przyznaje.
Dziś, z perspektywy czasu wie, że jej pracoholizm zaczął się od pustki i braku kontaktu ze sobą. - Praca dawała ulgę, bo skutecznie zagłuszała wszystko inne. W tym kołowrotku było mi dobrze, bo on pozwalał tam nie zaglądać. Niewiele czułam - opowiada.
Tymczasem każdy kolejny projekt, każdy telefon, każdy mail jeszcze bardziej utrzymywały ją w mechanizmie pracoholizmu. A jego cena była wysoka.
- Mój partner coraz częściej zostawał sam, organizm również wysyłał sygnały alarmowe. Zaczęłam chorować, żyć w permanentnym napięciu. Ale mimo sukcesów i uznania nie opuszczało mnie poczucie niekompetencji - mówi.
Moment przełomowy przyszedł nagle, chociaż zbierało się na niego długo. - Jeden niepochlebny komentarz od kolegi sprawił, że psychicznie się rozsypałam. Poszłam do lekarza po leki uspokajające. Trafiłam jednak na lekarkę, która zamiast recepty bardzo łagodnie i trafnie zaproponowała wizytę u psychiatry - wyjaśnia Marta.
To był początek procesu zdrowienia Marty. - Na wizytę u psychiatry trzeba było czekać, dlatego zapisałam się na terapię. W pracy poszłam na urlop - opowiada. Po czasie wróciła, z zupełnie innym podejściem.
- Punktualnie wychodziłam z biura. Nie zabierałam laptopa do domu. Nie odbierałam każdego telefonu natychmiast. Na początku towarzyszyło mi poczucie winy i wrażenie, że robię coś niewłaściwego. Ludzie patrzyli zdziwieni, że wychodzę o czasie. Sama zastanawiałam się, czy mam do tego prawo - wspomina.
Najbardziej zaskoczyło ją jednak to, co wydarzyło się później. - Świat się nie zawalił. Nikt nie przestał mnie potrzebować. Przeciwnie, kiedy przestałam być dostępna zawsze i dla wszystkich, zaczęłam czuć większy szacunek ze strony innych. A przede wszystkim po raz pierwszy od dawna zaczęłam lubić samą siebie. I do dzisiaj jestem blisko siebie i swoich potrzeb - dodaje.
Jak objawia się pracoholizm?
Z centrum badań Profilaktyki Społecznej wynika, że co piąty Polak spełnia kryteria pracoholizmu. - Pracoholizm bardzo długo był społecznie nagradzany. Skala zjawiska może być tak duża, bo żyjemy w kulturze produktywności, w której odpoczynek bywa utożsamiany z lenistwem, a sukces zawodowy staje się głównym źródłem samooceny - wyjaśnia psycholożka i psychoterapeutka Monika Machnicka.
Dostępność, responsywność i zaangażowanie są szczególnie doceniane. - Osoba, która ciągle zostaje po godzinach, odbiera maile w nocy i nie bierze urlopu, często słyszy, że jest ambitna, odpowiedzialna. Problem pojawia się wtedy, gdy praca przestaje być wyborem, a staje się przymusem regulacji emocji i poczucia własnej wartości - zauważa ekspertka.
Pracoholizm nie polega jedynie na tym, że człowiek, dużo pracuje. - Kluczowe jest to, że nie potrafi przestać - wyjaśnia psychoterapeutka. Praca staje w centrum życia. Nawet podczas wolnego czasu myśli o obowiązkach.
- Odczuwa napięcie, gdy nie jest produktywny, ma trudność z regeneracją i zaniedbuje inne obszary życia. Pojawia się też poczucie winy podczas odpoczynku, kompulsywne sprawdzanie telefonu czy maili oraz trudności w byciu tu i teraz w relacji. Mózg nie dostaje przestrzeni na regenerację nawet jeśli formalnie kończymy pracę - wymienia.
U źródeł pracoholizmu, jak tłumaczy Monika Machnicka, leży lęk. - Przed byciem niewystarczającym, przed odrzuceniem, utratą kontroli czy poczuciem bezwartościowości. Dla wielu osób staje się sposobem na regulowanie emocji i chwilowe podnoszenie samooceny.
Ulga działa krótkoterminowo, więc potrzeba pracy pojawia się coraz częściej. Zdrowa praca daje satysfakcję i rozwój. Pracoholizm odbiera wolność wyboru - precyzuje.
Anna Korytowska













