Reklama

Reklama

Krajewski: Dla Czechów to wstydliwa sprawa, ale "pacta sunt servanda"

- Nie chodzi o wywoływanie dodatkowych napięć, a zakończenie sprawy, która już 60 lat temu powinna być załatwiona. W żadnym wypadku nie można tego wiązać z reparacjami - mówi Interii poseł PiS Jarosław Krajewski, który domaga się od strony czeskiej zwrotu Polsce 368 hektarów ziemi. - Dla Czechów to sprawa wstydliwa, ale "pacta sunt servanda", a taka umowa została przez Czechy zatwierdzona - dodaje.

Łukasz Szpyrka, Interia: Rozpoczyna pan "operację Dunaj"?

Jarosław Krajewski, poseł PiS: - W żadnym wypadku. Dług terytorialny nie jest kwestią, która miałaby wywołać napięcie na linii Warszawa-Praga. Z prostego powodu - sprawa nie jest kwestionowana przez Republikę Czeską. Zwrot 368 hektarów gruntów musi nastąpić i wiedzą o tym oba państwa. Pozostaje kwestia fundamentalna - kiedy?

To fundamentalne pytanie: dlaczego właśnie teraz podnosicie tę kwestię?

- To nie tak. Pierwszą interpelację złożyłem jeszcze w 2020 roku. Sam temat nie został natomiast uregulowany przez ostatnie 60 lat. Pamiętajmy, że w 1959 roku weszła w życie umowa między rządem PRL a rządem Czechosłowacji, która zobowiązywała ten drugi kraj do zwrotu na naszą rzecz określonej powierzchni gruntów. Do tej pory do tego nie doszło, a naszym obowiązkiem jest doprowadzenie sprawy do końca - by w naszym terytorium były ziemie, które Polsce się należą.

Reklama

O jakim konkretnie terenie mówimy?

- Należy nam się dokładnie 368,44 hektarów ziemi.

To wiem, ale które ziemie mogą zostać przekazane Polsce?

- W 2014 roku strona czeska przygotowała wykaz gruntów o powierzchni 437 hektarów, przekraczającej faktyczny dług. Wykaz został zatwierdzony przez czeską Radę Ministrów, ale ostatecznie się z tego wycofali. Czesi wskazywali później, że wykaz zawierał również nieruchomości o nieuregulowanym stanie prawnym. Od tego czasu po stronie naszych sąsiadów niewiele się działo. Ewidentnie piłka jest po stronie czeskiej, a dobrosąsiedzkie relacje między naszymi państwami powinny skłonić rząd w Pradze, by nie unikał tematu, który przecież nie jest podważany przez żadną ze stron. To kwestia techniczna - sporządzenia wykazu gruntów i umowy międzynarodowej, która z punktu widzenia prawnego usankcjonuje przekazanie 368 hektarów na rzecz Polski.

W 2015 roku mieszkańcy przygranicznej gminy Chrastava mieli sprzeciwiać się przekazaniu ziem, choć chodziło głównie o lasy. Nie obawia się pan powtórki?

- To wewnętrzne sprawy czeskie. Uważam, że to ich sprawa, ustaleń wewnętrznych i prawdopodobnie powrotu do propozycji z 2014 roku. Zakładam, że dzięki dobrej woli wrócą do tych rozwiązań. Chciałbym, byśmy wszyscy doprowadzili do sytuacji, że sprawa zostanie pozytywnie zakończona i ostatecznie zamknięta.

Jaki jest klimat do rozmów? Pamiętamy przecież niedawny spór o Turów, który ochłodził relacje polsko-czeskie.

- Do tej pory współpraca między naszymi krajami układała się bardzo dobrze, poza wspomnianym incydentem związanym z kopalnią węgla brunatnego Turów. Na poziomie UE i Sojuszu Północnoatlantyckiego prezentujemy bardzo podobny punkt widzenia. Kwestia długu terytorialnego pozostaje zatem otwarta, ale powinna zostać niezwłocznie zakończona. Zresztą, polski rząd od 2016 roku intensyfikuje działania na rzecz uregulowania tej kwestii, ale z drugiej strony Republika Czeska prezentuje serię uników i próbuje odwlekać tę sprawę. Strona czeska, do której należy przedstawienie wykazu gruntów, ostatecznie takiego dokumentu naszemu rządowi nie przedstawiła.

We wtorek premier Mateusz Morawiecki spotkał się z Petrem Fialą w Karpaczu. Poruszono ten temat?

- Nie mam takich informacji, to pewnie pytanie do samego premiera.

Minister spraw zagranicznych wyleciał z kolei w czwartek do Pragi. Będzie domagał się zwrotu tych ziem?

- Myślę, że przedstawiciele rządu przy każdej okazji poruszają ten temat, bo to sprawa, która jest szczególnie istotna w relacjach między naszymi państwami. Dla Czechów to sprawa wstydliwa, ale "pacta sunt servanda", a taka umowa została przez Czechy zatwierdzona. To nic wielkiego, by się z niej wywiązać. Mam nadzieję, że nie będziemy czekać kolejnych 60 lat.

"Czas w jakim znalazła się Europa i świat w efekcie wojny Rosji z Ukrainą nie jest dobry do tego, by zajmować się kontrowersyjnymi sprawami z sąsiadami" - powiedział "Rzeczpospolitej" europoseł PO Jan Olbrycht, były prezydent Cieszyna. Pan uważa, że to najlepszy moment na tego typu rozmowy?

- Zwracam uwagę, że przez kilkadziesiąt lat żyjemy w pewnym zawieszeniu. Nie ma najlepszego momentu do tego, by poruszać kwestie trudne, ale uważam, że to obowiązek każdego polskiego parlamentarzysty, w tym eurodeputowanych. Na sprawę trzeba patrzeć z polskiego punktu widzenia i naszego interesu narodowego. Musimy doprowadzić do wypełnienia umowy przez stronę czeską i przekazania tych gruntów na rzecz naszego kraju. Dla mnie to sprawa elementarnego podejścia do skuteczności w polityce. Polscy politycy muszą dążyć do sfinalizowania tej umowy, żeby móc uznać ten temat za zamknięty. Tłumaczenie, że to nie jest dobry czas na dotrzymywanie umów, jest absurdalne. Jeszcze raz to podkreślę, że nikt do tej pory nie podważał przecież kwestii potrzeby uregulowania długu terytorialnego ze strony Republiki Czeskiej na rzecz naszego kraju. Politycy PO o tym zapominają, a powinni w takich jaskrawych przypadkach stawać mocno po stronie naszego interesu narodowego, ramię w ramię z nami jako posłami Prawa i Sprawiedliwości. Takie tematy powinny nas łączyć, a jednolity sygnał ze strony polskich polityków tylko mógłby pomóc sprawie.

Nie obawia się pan nagłówków w amerykańskich czy brytyjskich mediach? Wojna na Ukrainie, a Polacy domagają się reparacji od Niemiec i zwrotu ziem od Czechów.

- Roszczenia wobec Niemiec to zupełnie inna sprawa. W tym przypadku mamy do czynienia z długiem terytorialnym, który Czesi akceptują. Nikt tego długu nie podważa, a pozostaje jedynie sprawa techniczna wyznaczenia konkretnych gruntów i przekazania ich Polsce. Nie chodzi o wywoływanie dodatkowych napięć, a zakończenie sprawy, która już 60 lat temu powinna być załatwiona. W żadnym wypadku nie można tego wiązać z reparacjami.

W jakim czasie można tę sprawę załatwić?

- Piłka jest po stronie czeskiej. Sprawa wymaga wielu rozmów dyplomatycznych, na poziomie premiera i szefa MSZ. Zdaję sobie sprawę, że dużo zależy od strony czeskiej. Czy będą chcieli budować dobre relacje? Czy wolą kontynuować tę wstydliwą dla nich sprawę? Do tej pory po prostu nie wywiązali się z obowiązującej umowy.

Kilkanaście lat temu Czesi zaproponowali rekompensatę finansową za te ziemie, a rząd odrzucił tę propozycję. Jakie to były kwoty?

- Nie dysponuję taką informacją, ale w mojej opinii nie powinniśmy rozmawiać o żadnych rekompensatach finansowych. Najlepszym rozwiązaniem jest przekazanie Polsce 368 hektarów. Umów należy dotrzymywać.

Można się spodziewać powołania np. parlamentarnego zespołu, który zajmie się tą kwestią, czy wystarczą działania na poziomie rządowym?

- Nie wykluczam takich działań. Oczywiście jest to kwestia współpracy parlamentarzystów z Radą Ministrów. Liczę przede wszystkim na to, że nie rozwiązania pośrednie, ale bezpośrednie rozmowy na poziomie rządowym przybliżą nas do szybkiego rozwiązania problemu, a dług zostanie uregulowany. Warto pamiętać, że nasza granica z Czechami to prawie 800 km, dlatego zwrot 368 hektarów nie powinien stanowić większego kłopotu. Tutaj po prostu potrzeba tylko i aż dobrej woli rządu w Pradze do zakończenia sprawy.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy