Reklama

Reklama

Kosiniak-Kamysz: Możliwe, że wiosną Morawiecki będzie chciał, by doszło do zmiany premiera

- Możliwe, że wiosną sytuacja będzie dla PiS-u tak fatalna, że Mateusz Morawiecki sam będzie oczekiwał zmiany na stanowisku premiera - mówi Interii Władysław Kosiniak-Kamysz. Lider Polskiego Stronnictwa Ludowego ocenia też, że w Sejmie nie ma wystarczającej większości do przegłosowania konstruktywnego wotum nieufności. - Na razie możliwości matematyczne nie dają gwarancji sukcesu - przyznaje polityk.

Magdalena Pernet, Interia: - Czy Mateusz Morawiecki utrzyma się na stanowisku premiera do wyborów, czy jednak obóz rządzący zmieni szefa Rady Ministrów?

Władysław Kosiniak-Kamysz, lider PSL: - Mateusz Morawiecki jest jednym z posłów, a to gwarantuje mu bezpieczeństwo. Każda tak poważna zmiana, jak zmiana premiera, wymaga stabilnej większości. Premier i jego najbliżsi współpracownicy to dziesięć, być może nawet piętnaście głosów, więc on sam musiałby się na tę zmianę zgodzić. Możliwe jednak, że wiosną sytuacja będzie dla PiS-u tak fatalna, że on sam będzie tej zmiany oczekiwał. Na dziś, moim zdaniem, premier Morawiecki wytrwa na tym stanowisku do końca kadencji.

Reklama

A inne dymisje? Dymisja Michała Dworczyka, Konrada Szymańskiego. Spodziewa się pan kolejnych takich zmian?

- To jest cena, którą trzeba było zapłacić za pozostanie na stanowisku premiera Morawieckiego, który poświęcił w ten sposób swoich współpracowników, chociaż też nie do końca, Michał Dworczyk cały czas jest ministrem konstytucyjnym w Kancelarii Premiera. Teraz ta sytuacja się raczej uspokaja, ale na pewno praca samego premiera będzie trudniejsza.

To czy Mateusz Morawiecki pozostanie premierem stanęło pod znakiem zapytania w związku z konfliktem między nim a Jackiem Sasinem. Spór dotyczył węgla i odpowiedzialności za kryzys węglowy. Konflikt zakończony, kryzys zażegnany? Polacy ogrzewający swoje domy węglem nie zmarzną tej zimy?

- Ta sytuacja pokazuje, że nie ma ani koordynacji działań, ani planu ratunkowego, wszystko jest robione chaotycznie. Jedna ustawa jest przyjmowana, a potem nie wchodzi w życie. Naprędce formułowana jest druga ustawa, która jest ułomna, po czym powstaje trzecia i czwarta. To jest brak kompetencji do rządzenia i brak programu na rządzenie. To wygląda bardzo źle. Przez to wśród obywateli nie ma poczucia bezpieczeństwa. Nawet, jeśli komuś udało się już kupić węgiel, to nadal pozostaje wściekłość na rządzących, że nie przygotowali nas na tę zimę, że nie zabezpieczyli nas energetycznie.

Aby tej wściekłości zaradzić Szymon Hołownia, zaproponował, by zmienić rządzących teraz, zanim odbędą się wybory. Lider Polski 2050 zaproponował złożenie wniosku o konstruktywne wotum nieufności. Pan jest za czy przeciw?

- Jeżeli nie ma środków na inwestycje, bo oni nie chcą wziąć pieniędzy z KPO, jeżeli nie ma pomysłu na zatrzymanie inflacji i drożyzny, jeżeli są argumenty, żeby odwołać władzę, a są, bo wystarczy wskazać żerowanie na nieszczęściu Polaków i podnoszenie cen energii, bo przecież to spółki państwowe podniosły marże z 10 do 70 procent - to są merytoryczne argumenty za konstruktywnym wotum nieufności. Ale, gdy patrzę na matematykę sali sejmowej, to ja nie mam dzisiaj pewności, czy znalazłaby się potrzebna większość, do przegłosowania tego wniosku. W ostatnich miesiącach rząd raczej uzyskał stabilną większość. Przesłanki merytoryczne do wniosku są, potrzeba społeczna jak najbardziej jest. Na razie możliwości matematyczne nie dają jednak gwarancji sukcesu.

"Na razie", czyli jednak w obozie władzy są osoby, które możliwe, że kiedyś zagłosowałyby za konstruktywnym wotum nieufności razem z opozycją?

- Zawsze, gdy ktoś chce naprawić swoje błędy, to ma na to szansę, ale ja dzisiaj nie odczuwam w PiS-ie takiego ruchu.

Czyli taki wniosek prawdopodobnie w ogóle się nie pojawi, a w zasadzie na pewno nie zostałby przegłosowany.

- Ale opozycja powinna być zawsze na to gotowa. Może dojść do sytuacji, w której trzeba będzie podejmować decyzje z godziny na godzinę, z dnia na dzień i musimy być na to gotowi. Rozważania na temat takiego wotum nieufności właśnie z tego wynikają, z gotowości do brania odpowiedzialności, do przejścia przez ten kryzys i przygotowania wyborów, a nie z samej możliwości składania wniosku.

A jak wygląda gotowość PSL-u przed wyborami? Jakie macie plany na kampanię?

- Po pierwsze, dla wyborców PiS-u, wyborców centro-prawicowych, musi być alternatywa. My jesteśmy tym pomostem, formacją, która szanuje wartości i tradycję chrześcijańską, szanuje naszą kulturę, to z czego wyrastamy. Wyborcy, którzy głosowali na PiS, ale którzy nie zgadzają się z tym, co teraz robi władza, mają na kogo głosować. To jest moim zdaniem nasza - mówiąc górnolotnie - dziejowa rola, żeby wahadło, które jest dzisiaj odchylone bardzo mocno w prawo, nie zostało po wygranych wyborach odchylone za bardzo w lewo i nie dojdzie do rewolucji światopoglądowej. My jesteśmy formacją, która może dać dwóm milionom wyborców, którzy w ubiegłych wyborach głosowali na PiS, gwarancję, że tak nie będzie. Możemy dać tę gwarancję wyborcom, którzy nie mają skrajnie prawicowych poglądów, ale poglądy umiarkowane, centrowe, dla których ważne są wartości chrześcijańskie.

- Nie wolno też obrażać wyborców PiS-u. Nie wolno mieć pretensji do kogoś, kto głosował na PiS, bo obywatel ma prawo dokonać swojego wyboru. A jeżeli ktoś został wprowadzony w błąd, a myślę że wielu zostało przez PiS oszukanych, to należy dać im szansę i stworzyć dla nich alternatywę. W podejściu do wyborców, którzy mogą przechylić szalę zwycięstwa, bardzo ważny jest szacunek dla wyborców PiS-u.

- Jeżeli chodzi o strategię wyborczą, to nie będę wszystkiego zdradzał, bo konkurencja nie śpi.

Ale jakie propozycje dla wyborców ma PSL konkretnie? Co zrobicie po wyborach, jeśli wygracie?

- My mamy projekty ustaw, które nie muszą być gotowe po wyborach, bo są gotowe już dzisiaj: dobrowolny ZUS dla jednoosobowych firm, ochrona polskiego rolnictwa, odblokowanie rozwoju energii odnawialnej. To są ustawy do przyjęcia natychmiast po przejęciu władzy. Mamy plan dotyczący kwestii, które wymagają błyskawicznych działań, mamy projekty ustaw, które zahamują inflację: likwidacja podatku Belki, emisja obligacji i oczywiście sprawa fundamentalna, czyli uzyskanie środków z Unii Europejskiej. Do tego już jesteśmy przygotowani.

Do wielu spraw będzie potrzebna też współpraca z prezydentem, którym do 2025 roku będzie Andrzej Duda. Taka współpraca jest możliwa?

- To jest odpowiedzialność zarówno prezydenta, jak i nasza. Dwie strony muszą chcieć tej współpracy. Organy konstytucyjne, niezależnie od sympatii politycznych, na mocy konstytucji są zobowiązane do współdziałania na rzecz dobra Rzeczypospolitej. My się z tego zobowiązania wywiążemy i wierzę, że pan prezydent także. Nie jestem jego zwolennikiem, nie jesteśmy formacją, która go popiera, ale wygrał wybory, jest prezydentem. Miarą odpowiedzialności za państwo jest współpraca nawet z tymi, z którymi nie podziela się wszystkich poglądów.

A kto obok prezydenta miałby pełnić inną ważną funkcję - premiera?

- Chciałbym, żeby premier był z PSL, to jest naturalne, ale to wyborcy zdecydują i nie należy wyprzedzać ich głosu. Stawiamy na nasz program, na naszą listę, która mam nadzieję będzie szersza niż tylko Koalicja Polska i do wyborów pójdziemy ze swoim kandydatem na premiera.

Widziałby pan w tej roli siebie?

- To trudne obsadzać siebie i od tego zaczynać, ale to naturalne w naszym systemie politycznym, że jeżeli ktoś zostaje liderem formacji, to ta formacja mówi: to jest osoba, na którą stawiamy do przewodzenia naszej formacji, ale też do brania odpowiedzialności za rządzenie. Wtedy wszystko jest poukładane. Niedobrze, gdy szef formacji chowa się za czyimiś plecami. Z tym mamy do czynienia teraz i widzimy, że to się nie sprawdza, bo premier dowiaduje się o dymisji swoich ministrów od szefa partii. Nie wyobrażam sobie takiego funkcjonowania. To jest naturalne, że szef partii jest też jej reprezentantem do pełnienia najbardziej odpowiedzialnych i najważniejszych funkcji w państwie.

A które ugrupowania widziałby pan na tej szerszej liście, o której pan wspomniał?

- Nie chcę nikogo wskazywać, to jest decyzja każdego środowiska, do jakiego bloku chce należeć. Ja przedstawiam konkretną propozycję od kilku miesięcy: dwa bloki partii demokratycznych, które dają szanse na zwycięstwo i skuteczne rządzenie. Mamy ten wariant przebadany i sprawdzony. Jeśli opozycja pójdzie do wyborów rozdrobniona, powstanie sześć czy siedem bloków, to szanse, że wygramy spadają. Jeśli będzie jedna lista, to także nie ma gwarancji na rządzenie. Jeśli będą dwie listy, to ta gwarancja jest.

W waszym bloku byłoby miejsce dla AgroUnii?

- Wrogiem polskiego rolnictwa są ci, którzy dzisiaj rządzą. To za ich rządów zlikwidowano ponad 120 tysięcy gospodarstw i to za ich rządów podstawowe dopłaty dla rolników zostaną obniżone ze 190 do 118 euro. To oni zlikwidowali dyplomację gospodarczą, przez co doszło do utraty części rynków, na które sprzedawaliśmy nasze produkty i nie mam na myśli Wschodu. To jest wróg, a AgroUnia i wszystkie związki zawodowe, które stoją po stronie rolnictwa, które między innymi sprzeciwiają się "piątce Kaczyńskiego", która miała zlikwidować polskie rolnictwo - to nasi sojusznicy. To ci, z którymi możemy i chcemy współpracować. Zresztą, już to udowodniliśmy, gdy wspólnie z AgroUnią m.in. apelowaliśmy do rządu w sprawie nawozów. Michał Kołodziejczak to partner, z którym warto zabiegać o polską wieś.

Czy wojna w Ukrainie ma szansę zakończyć się przed kolejnymi wyborami w Polsce? Jak dalej będzie kształtowała się rola Polski, jeżeli tak się nie stanie?

- Wszystkie analizy wskazują, że ten konflikt może trwać wiele lat. Może mieć różne fazy, bardziej dynamiczne, bardziej spokojne, ale niestety może trwać długo. Kolejny rząd też będzie się mierzył z wyzwaniami związanymi z tą wojną, chociażby takimi jak pomoc militarna, wsparcie humanitarne i wszystkie kwestie związane z ponadmilionową rzeszą uchodźców zarejestrowanych w Polsce. Wyzwań wciąż będzie bardzo dużo. Jestem bardzo krytyczny wobec rządzących, ale w tej sprawie współpracowaliśmy i będziemy współpracować w przyszłości. Chodzi też o kwestię podtrzymania kontraktów zbrojeniowych. Im silniejsze w przyszłym rządzie będzie PSL, tym większa pewność podtrzymania umów i zakupów dla wojska, które są teraz uzgadniane i dokonywane. My będziemy tego pilnować, my to zagwarantujemy, a to nas różni od innych formacji będących w opozycji, bo tam pojawia się wniosek może nie o zerwanie, ale na pewno o odejście od części kontraktów. Ja uważam, że powinniśmy podtrzymać i kontynuować te kontrakty, żeby Polska była bezpieczna.

- Tak samo jak jako jedyni w opozycji głosowaliśmy za zaporą na granicy polsko-białoruskiej, tak i dzisiaj, jako jedyni mówimy o tym, że podtrzymamy kontrakty zbrojeniowe. Teraz nasze głosowanie w sprawie zapory się potwierdza, Finowie budują takie same zapory na granicy fińsko-rosyjskiej. Wtedy byliśmy odsądzani od czci i wiary, a dzisiaj inne kraje europejskie robią dokładnie to samo. To wszystko pokazuje, że warto postawić na naszą formację, ponieważ to my sprawimy, że w tym newralgicznym czasie, ktoś będzie kontynuował sprawy związane z bezpieczeństwem narodowym. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy