Reklama

Reklama

Kopacz: Za granicą Macierewicza nie traktują poważnie

- To coś makabrycznego, to co opowiada minister obrony narodowej Antoni Macierewicz. Mamy to szczęście, że za granicą jego wypowiedzi i jego osoba nie są traktowane poważnie. Inaczej mielibyśmy z tego powodu bardzo duże kłopoty - powiedziała w TVN24 w rozmowie z Moniką Olejnik Ewa Kopacz. Była premier odniosła się także w "Kropce nad i" do zarzutu o inwigilację dziennikarzy oraz ultimatum postawionego Polsce przez KE.

W "Kropce nad i" Ewa Kopacz odniosła się przede wszystkim do ubiegłotygodniowego posiedzenia Sejmu, na którym ministrowie przedstawili wyniki audytu rządów PO-PSL. Antoni Macierewicz podczas swojego wystąpienia w Sejmie krytykował stan polskiej armii.

- Według Antoniego Macierewicza za rządów PO nie było armii, a większość żołnierzy, to ci dotknięci korupcją. Jak się go posłucha, to wychodzi, że byli tylko i wyłącznie jacyś ruscy agenci. To coś makabrycznego, to co opowiada minister obrony narodowej. (...) On obniża naszą wiarygodność w obszarze obronności - mówiła była premier.

Reklama

- Pod jednym jestem w stanie się podpisać, pod postulatem jednego z ministrów. Tym ministrem był oczywiście minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, który mówił, że niewątpliwie trzeba zwiększyć nakłady na psychiatrię. Ja po wysłuchaniu pana ministra Macierewicza w pełni się pod tym postulatem podpisuję. Nie można takich rzeczy opowiadać - podkreśliła w "Kropce nad i" Ewa Kopacz.

- To mówi człowiek, którego skrzętnie ukrywano w kampanii wyborczej. (...) Gdyby on z tymi swoimi odkryciami wystąpił podczas kampanii wyborczej jeżdżąc po Polsce i opowiadał to ludziom, to Polacy by się przerazili - dodała Kopacz.

Inwigilacja dziennikarzy

Była premier odniosła się także do zarzutu ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego o inwigilowanie dziennikarzy.

- Wtedy, kiedy po raz pierwszy tego rodzaju informacja zafunkcjonowała w przestrzeni publicznej, a było to wtedy, kiedy byłam premierem, to pierwszą rzecz jaką zrobiłam, to poprosiłam ministra sprawiedliwości, szefa MSW, jak również mojego koordynatora służb specjalnych, żeby przedstawili mi pełny raport, czy rzeczywiście są zakładane nielegalne podsłuchy - mówiła była premier. - Usłyszałam od nich negatywną odpowiedź - powiedziała w TVN24 Kopacz.

Ultimatum KE

Była premier nawiązała także do ultimatum, jakie Komisja Europejska postawiła Polsce. 23 maja, czyli w najbliższy poniedziałek, KE wyda opinię na temat praworządności w Polsce, jeśli do tego czasu polskie władze nie podejmą działań zmierzających do usunięcia zastrzeżeń dotyczących Trybunału Konstytucyjnego. W związku z zapowiedzią KE opozycja (Platforma Obywatelska, Nowoczesną i PSL) przełożyła na wtorek na godz. 14.00 wczorajsze spotkanie w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. 

- Zmieniły się niewątpliwie okoliczności - mówiła Kopacz. - To opozycja dowiedziała się o tym, co zamierza Komisja Europejska w stosunku do PiS, do rządzących. Ale nie jestem pewna, czy rządzący nie wiedzieli o tym zdecydowanie wcześniej - dodała była premier.

- Opozycja zachowała się bardzo czujnie. Jeśli o tym, że KE ma taki zamiar wysłania do Polski kolejnego raportu, był wiadomy rządowi, to był wiadomy również Jarosławowi Kaczyńskiemu. Skoro ta wiedza była w posiadaniu Jarosława Kaczyńskiego, to stąd nagle zaproszenie klubów opozycyjnych, żeby znowu mieć argument: "no proszę drogiej Komisji, przecież ja tu z nimi rozmawiam" - argumentowała była premier. - Nie wiem, jak teraz będzie tłumaczył rząd PiS, że nie wykonano zaleceń Komisji Weneckiej. Nie wiem, jak oni będą to próbowali przedstawić, oczywiście manipulując tym, co się dzieje w Polsce - dodała Kopacz.

Audyt rządów PO-PSL. Tak wyglądało burzliwe posiedzenie Sejmu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje