Reklama

Reklama

Konrad Szymański: KE wykazała się nadwrażliwością na sprawy polskie

Komisja Europejska wykazała się dość daleko idącą nadwrażliwością na sprawy polskie - ocenił w piątek wiceszef MSZ Konrad Szymański. Zaznaczył, że zmiany o podobnym charakterze, jak w Polsce, dot. m.in. TK, miały miejsce w innych krajach UE i KE nie reagowała.

Wiceszef MSZ przedstawił posłom z sejmowej komisji ds. UE informację na temat stanu dialogu między Polską a Unią Europejską w sprawie wybranych aspektów polityki wewnętrznej Polski.

W środę Komisja Europejska postanowiła rozpocząć wobec Polski procedurę ochrony państwa prawa, aby wyjaśnić wątpliwości dotyczące reformy Trybunału Konstytucyjnego. Decyzja ta nie zapadła w głosowaniu, ale została podjęta w drodze konsensusu, po długiej dyskusji. Pierwsza faza procedury polega na dialogu i wymianie informacji z polskim rządem. Procedura ta została zastosowana po raz pierwszy.

Reklama

Szymański na początku posiedzenia komisji przedstawił posłom harmonogram wymiany korespondencji między KE a polskim rządem. Chodzi m.in. o listy wiceprzewodniczącego KE Fransa Timmermansa. Wspomniał też o rozmowie telefonicznej premier Beaty Szydło z szefem KE Jeanem-Claude'em Junckerem.

Odpowiadając na pytanie wiceprzewodniczącej komisji Agnieszki Pomaski (PO) dotyczące braku aktywności szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego w relacjach z KE, Szymański podkreślił, że on sam, jak również Aleksander Stępkowski (wiceszef MSZ ds. prawnych i traktatowych) jako wiceministrowie spraw zagranicznych działają w imieniu ministra Waszczykowskiego.

"Nie ma powodu, aby polski minister spraw zagranicznych milczał"

Pomaska oceniła też, że zamiast środków dyplomatycznych szef MSZ udziela kontrowersyjnych wywiadów, m.in. dla niemieckiej bulwarówki "Bild". Według Szymańskiego niepochlebną opinią o KE jest sąd, że "działa ona na podstawie opinii w niemieckiej gazecie".

- Mam nadzieję, że naczelna instytucja UE nie podejmuje działań - dość daleko idących, przynajmniej jeśli chodzi o stronę werbalną - na podstawie takiej czy innej opinii. (...) Nie ma powodu, aby polski minister spraw zagranicznych milczał, gdy wszyscy po kolei - politycy Luksemburga, Niemiec, Holandii korzystają ze swobody wypowiedzi i swobody opinii w sprawach wewnętrznych jednego z krajów członkowskich w stopniu do tej pory niespotykanym - powiedział Szymański.

Według niego "swobodne używanie języka przez osoby bardzo eksponowane i które zajmują bardzo formalne stanowiska w systemie UE przynosi efekty uboczne". - Podzielam przekonanie, że powinniśmy wyhamowywać ten język, ponieważ skutki uboczne już dawno są bardziej poważne niż cała ta sprawa, która jest sprawą, w moim przekonaniu, dość łatwą - podkreślił wiceszef MSZ.

Ocenił przy tym, że "KE wykazała się dość daleko idącą nadwrażliwością na sprawy polskie po tym, jak nowa większość parlamentarna stworzyła rząd". - Zmiany o podobnym charakterze, w podobnych obszarach miały miejsce i w Polsce i w innych krajach członkowskich dziesiątki razy - powiedział. Jak zaznaczył, "najbardziej jaskrawym przykładem jest przyjęcie przez poprzedni parlament ustawy o TK, która w oczywisty sposób otwierała drogę do przyspieszonego trybu wyboru sędziów do TK, co więcej w trybie niezgodnym z zaleceniami Rady Europy".

- Wtedy KE, ta sama, była absolutnie głucha, nie reagowała. Jestem w stanie się z tym pogodzić. W porządku - nie reaguje, bo nie widzi swojej roli w tym procesie, ale dlaczego nagle widzi tak bardzo intensywną swoją rolę w tym procesie? - pytał Szymański. Według niego "uprawnione jest pytanie, dlaczego wtedy KE milczała, a dzisiaj zachowuje się bardzo skrupulatnie".

"Wydarzenia wokół TK doprowadziły do osłabienia wizerunku Polski"

Wiceszef MSZ podkreślił, że sprawa TK "jest klinczem, z którego trzeba wyjść, używając jak najmniej kosztownych środków". Według niego ostatnie spotkanie prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego z prezydentem Andrzejem Dudą to krok w tym kierunku, podobnie jak dopuszczenie do orzekania dwóch sędziów wybranych w grudniu przez obecny Sejm oraz orzeczenie TK o tym, że nie może on orzekać w sprawie uchwał Sejmu.

- To również przedstawimy instytucjom europejskim, pokazując, że w Polsce dialog polityczny, instytucje życia demokratycznego działają na tyle dobrze, że potrafią przynieść postęp, jeżeli chodzi o wyjście z tego, co nazwałbym klinczem - podkreślił Szymański.

Poseł PO Mariusz Witczak nie zgodził się jednak z oceną wiceszefa MSZ, że wymienione przez niego wydarzenia są dowodem na "wychodzenie z klinczu dotyczącego TK". Inny poseł Platformy Tomasz Nowak ocenił z kolei, że wydarzenia wokół TK doprowadziły do osłabienia wizerunku Polski. Jak mówił, ten kryzys wizerunkowy ma dwie przyczyny. Pierwsza to "ustawy, które były w skandaliczny sposób procedowane w Sejmie i zostało to dostrzeżone za granicą".

Drugim problemem, zdaniem posła PO, jest "skandalicznie agresywna" odpowiedź ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry na list Timmermansa, która nie była odpowiedzią merytoryczną, ale atakiem ad personam i "histeryczną reakcją na konkretne pytania" zadane przez wiceszefa KE.

Według Szymańskiego odpowiedź ta była "symetryczna". - Niektóre wypowiedzi, które słyszeliśmy z zagranicy przekraczały proporcje tego sporu i reakcja była po prostu symetryczna - ocenił. Zapewnił, że wszystkie listy wysłane przez MSZ "nie były to zaczepki natury retorycznej, satyrycznej czy karykaturalnej". - To była masa faktów, która miała komisarzom przybliżyć kontekst tego, co się dzieje w Polsce - podkreślił.

Jak zaznaczył, w tym "nadmiernie rozbuchanym" sporze ważne jest "trzymanie jakichś proporcji, które jednocześnie nie przekreślają wolności wypowiedzi, sporu czy też prawa opozycji do tego, żeby powiedzieć, że wszystko, co robi rząd jest do bani". -Niektórzy, nie wszyscy, tę proporcję przekroczyli i mamy wspólny problem, w jaki sposób za wizerunek Polski za granicą odpowiadać - ocenił Szymański.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy