Reklama

Reklama

Konflikt w Nowej Lewicy dobiegł końca. "To cisza przed burzą"

Włodzimierz Czarzasty mówił w piątek w Łodzi, że "kończy się trudny proces konsolidacji partii służący jedności lewicy i temu, by klub parlamentarny nadal funkcjonował tak dobrze, jak obecnie". Z kolei Sebastian Wierzbicki ocenia, że odwieszenie Treli i Pawliczak, a wcześniej także innych polityków, to "cisza przed burzą". - Konflikt jest - twierdzi. Ostatecznie dla formacji próbą będzie kongres zjednoczeniowy, który ma się odbyć 9 października w warszawskiej Hali Expo.

Konflikt w Nowej Lewicy, który osiągnął apogeum w minione wakacje, dobiegł końca - deklarują oficjalnie strony sporu. Wciąż zawieszeni "puczyści" uważają, że to cisza przed burzą. Niektórzy z nich mogą podjąć kroki prawne.

Wspólna konferencja

- Anulowaniem zawieszenia Karoliny Pawliczak i mnie dobrnęliśmy do końca konfliktu w Nowej Lewicy - ocenił wiceprzewodniczący partii Tomasz Trela, który był jednym z ośmiu zawieszonych w lipcu przez przewodniczącego partii Włodzimierza Czarzastego członków zarządu. "Puczyści", jak się o nich mówi, domagali się stworzenia w ramach zjednoczonej partii więcej niż tylko dwóch frakcji z członków dawnego SLD i dawnej Wiosny Roberta Biedronia, co zdaniem zwolenników zjednoczenia mogłoby doprowadzić do rozpadu formacji.

Reklama

W czwartek zarząd odwiesił Trelę i Pawliczak, a w piątek w Łodzi Trela wystąpił z Czarzastym na wspólnej konferencji prasowej, gdzie mówił m.in.: "Nie ma żadnych warunków kapitulacji. Jest po prostu mądrość, która raz przychodzi raz szybciej, raz wolniej, ale powinna przychodzić do wszystkich stron. To są rzeczy, które powinny pokazywać jak z sytuacji konfliktowych mądre partie wychodzą". Z kolei Czarzasty mówił w piątek w Łodzi, że "kończy się trudny proces konsolidacji partii służący jedności lewicy i temu, by klub parlamentarny nadal funkcjonował tak dobrze, jak obecnie".

"Włodku, to naprawdę nie są dobre metody"

Jednak dwa miesiące temu sytuacja nie wyglądała tak optymistycznie. Trela, najbardziej rozpoznawalny z "puczystów", zarzucał Czarzastemu, że siadał do stołu z premierem Mateuszem Morawieckim, aby rozmawiać o poparciu europejskiego Funduszu Odbudowy.

Kiedy razem z grupą polityków został zawieszony, Trela apelował do Czarzastego: "Włodku, to naprawdę nie są dobre metody. To są słabe metody, tak się nie rozmawia z partią. Nie idź drogą Kaczyńskiego, to się źle skończy dla Lewicy i to się źle skończy dla ciebie, bo ludzie chcą dzisiaj budować Lewicę".

Członek zarządu NL, sekretarz klubu Lewicy Dariusz Wieczorek deklaruje, że sprawy z zawieszonymi politykami zostały już zakończone. - Konflikt został zażegnamy. Myślę, że wszyscy wyciągnęliśmy z tego wnioski - powiedział. Według niego sprawy tych, "którzy jeszcze budzą wątpliwości, idą do sądu".

Chodzi m.in. o trójkę zawieszonych członków zarządu: byłego posła Wincentego Elsnera, dotychczasowego szefa warszawskich struktur Sebastiana Wierzbickiego i lubuskiego lidera Nowej Lewicy, posła Bogusława Wontora.

"Cisza przed burzą"

Wontor, najbardziej znany z całej trójki, nie spotyka się z władzami partii, tłumacząc to m.in. chorobą. Jak mówił w kuluarach poseł jego formacji, zamierza on wejść z ugrupowaniem w spór sądowy. Niestety nie chciał porozmawiać na temat swojej przyszłości.

Z kolei Wierzbicki ocenia, że odwieszenie Treli i Pawliczak, a wcześniej także innych polityków, to "cisza przed burzą". - Wszyscy są teraz bardziej ostrożni, mniej o pewnych rzeczach się mówi, w mniejszym gronie, natomiast konflikt jest - powiedział.

Przyznał też, że dotąd nie otrzymał decyzji o zawieszeniu, a do sądu partyjnego nie trafił wniosek o ukaranie go. - Czarzasty odwiesza tych, co do których jest przekonany, że nie nie będą mu się sprzeciwiać - ocenia warszawski działacz.

Kontaktu z władzami w Warszawie, ale też u siebie w regionie we Wrocławiu, nie ma trzeci z wciąż zawieszonych Wincenty Elsner; sytuację w Nowej Lewicy obserwuje poprzez doniesienia medialne. - Bardzo bym sobie życzył, żeby moją sprawą zajął się sąd partyjny - powiedział polityk i dodaje, że wtedy mógłby porozmawiać na temat wszystkich wątpliwości, które jego ugrupowanie kieruje wobec niego.

Próba dla formacji

Zakończyła się natomiast sprawa z posłem Andrzejem Rozenkiem, który nie dość, że wspierał "puczystów", to w momencie, gdy ci przestali Czarzastego krytykować, on dalej wypowiadał się w tym samym tonie w mediach. Pod koniec sierpnia nie został przez Czarzastego, który jest szefem frakcji SLD we wspólnej partii, przyjęty w jej skład, więc de facto - zgodnie ze statutem - już w niej nie jest.

Dodatkowo Rozenek wypowiedziami w mediach łączącymi PiS i Lewicę we wspólny rząd wywołał niechęć w samym klubie i część posłów zebrała podpisy pod wnioskiem, aby prezydium go ukarało, nawet przez usunięcie. Ostatecznie, po rozmowie z samym zainteresowanym, skończyło się tylko na naganie, a poseł, choć wcześniej robił to chętnie, nie skomentował już decyzji władz.

Ostatecznie dla formacji próbą będzie kongres zjednoczeniowy, który ma się odbyć 9 października w warszawskiej Hali Expo. Nowa Lewica będzie miała dwóch współprzewodniczących i obecnie jedynymi kandydatami na to stanowisko są Włodzimierz Czarzasty i Robert Biedroń.

Na giełdzie nazwisk pojawiają się też możliwi kontrkandydaci, głównie wywodzący się z szeregów byłej Wiosny. Swój start rozważa, o czym mówi w mediach, m.in. szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski. Najpewniej zostanie on pierwszym wiceprzewodniczącym wspólnej partii. Nie wiadomo natomiast, czy pojawi się kontrkandydat dla Czarzastego.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje