"Kompromitacja", "kolosalny problem". Szef BBN grzmi po interwencji służb
- Oczekujemy szybkich i stanowczych reakcji jeśli chodzi o wyjaśnienie tej sytuacji - zadeklarował szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, odnosząc się do interwencji służb w mieszkaniu matki prezydenta Karola Nawrockiego. Bartosz Grodecki określił sprawę jako "kompromitującą dla rządzących". - Mamy kolosalny problem w kraju - dodał. Głos w sprawie zabrał również szef MSWiA Marcin Kiewiński.

W skrócie
- Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego wskazał na konieczność szybkiego i zdecydowanego wyjaśnienia interwencji służb w mieszkaniu matki prezydenta Karola Nawrockiego, oceniając to zdarzenie jako kompromitujące dla rządzących.
- Służby weszły siłowo do pustego mieszkania z powodu dwóch zgłoszeń o zagrożeniu, lecz po sprawdzeniu nie stwierdzono niebezpieczeństwa ani obecności osób poszkodowanych.
- Przedstawiciele rządu podkreślili konieczność złapania osób odpowiedzialnych za prowokacje i ochrony bezpieczeństwa osób publicznych.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
"Sytuacja związana z siłowym wejściem służb do mieszkania mamy Prezydenta RP jest kompromitująca dla rządzących i to oni ponoszą za nią pełną polityczną odpowiedzialność" - zaznaczył Bartosz Grodecki we wpisie opublikowanym na X.
"Oczekiwania prezydenta są jasne: szybkie ujęcie sprawców, poważne potraktowanie fali fałszywych zgłoszeń trwającej już od kilkunastu dni oraz wdrożenie skutecznych mechanizmów ograniczających tego typu działania" - dodał szef BBN.
Siłowe wejście służb. Szef BBN: Sprawa jest kompromitująca
W sobotę doszło do interwencji służb w mieszkaniu należącym do matki Karola Nawrockiego. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz przekazał, że służby pod nieobecność domowników wyważyły drzwi i weszły do lokalu.
Państwowa Straż Pożarna poinformowała, że w sobotni wieczór wpłynęły dwa zgłoszenia. Pierwsze "wskazujące na możliwość wystąpienia pożaru w mieszkaniu oraz zagrożenia życia osób znajdujących się wewnątrz". Drugie dotyczyło nagłego zatrzymania krążenia.
"Po przybyciu na miejsce i przeprowadzeniu rozpoznania kierujący działaniem ratowniczym podjął decyzję o siłowym wejściu do lokalu. W wyniku sprawdzenia mieszkania nie stwierdzono zagrożenia pożarowego ani obecności osób poszkodowanych. Lokal był pusty" - podali strażacy.
Grodecki wskazał w porannej rozmowie z Radiem ZET, że "sytuacja jest bulwersująca z tego względu, że dotyczy to głowy państwa, jego bezpieczeństwa i ochrony, co też pokazuje, jak dużo trzeba zrobić w zakresie wzmocnienia tego komponentu".
- Sprawa jest kompromitująca, bo to nie jest pierwsze zgłoszenie tego typu - zaznaczył, odnosząc się do niedawnej interwencji służb w mieszkaniu byłego szefaBiura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomira Cenckiewicza (do siłowego wejścia nie doszło - red.) oraz działań w mieszkaniu redaktora naczelnego TV Republika Tomasza Sakiewicza po zgłoszeniu dotyczącym rzekomego zagrożenia życia osoby nieletniej.
"Kolosalny problem". Służby w mieszkaniu matki prezydenta
W poniedziałek szef BBN mówił o szczegółach działań służb.
- Informacja, którą otrzymaliśmy, dotyczyła pożaru i dymu. Rozumiem, że jeśli jest tego typu zagrożenie, to ten dym widać, unosi się, wychodzi każdą szczeliną z każdej przestrzeni budynku mieszkalnego. Ten wątek wykluczono po przyjeździe straży. Po 15 minutach kolejny SMS, że jest zagrożenie zdrowia i życia i jest kolejny protokół wdrażany. Jeśli wykluczono na początku dym, a po 15 minutach przychodzi kolejny SMS, to rodzi to pytania - powiedział.
- Jeśli dochodzi do serii zdarzeń, najpierw dotyczy określonego środowiska politycznego, a potem głowy państwa, to znaczy, że mamy kolosalny problem w kraju z systemem zgłoszenia i reagowania - stwierdził Grodecki.
Dodał, że adres był znany policji. - Rozumiem, że nawet jeśli w sensie formalnym nie był objęty ochroną, to ten obiekt powinien był być monitorowany. W sytuacji, w której jesteśmy w tej chwili - nie dość, że powinien być objęty pełnym monitoringiem SOP, to rodzi się pytanie, czy nie powinien też być objęty ochroną kontrwywiadowczą - powiedział szef BBN.
Akcja służb po prowokacji. Ministrowie o podjętych działaniach
Interwencję służb w Gdańsku skomentował w poniedziałek szef MSWiA Marcin Kierwiński.
"Niedługo po interwencji straży pożarnej wiadomo było, że to nie jest 'mieszkanie prezydenta'. Radiowęzeł PiS powtarza kłamstwa i to ponad dwa dni od zdarzenia. Nie zakładam, że ludzie tam zatrudnieni nie potrafią czytać. Pozostają: propaganda, zła wola i dezinformacja" - napisał na X.
Wcześniej minister wskazywał, że w kwestii działań służb "nazywanie działania zgodnego z procedurami atakiem jest czymś obrzydliwym". "Są tacy którzy ze wszystkiego chcą zrobić oręż polityczny ale tu chodzi o procedury które co dzień ratują życie" - pisał Kierwiński.
Późnym wieczorem w sobotę w MSWiA odbyła się pilna narada służb pod przewodnictwem szefa tego resortu. Z kolei w niedzielę premier Donald Tusk zwołał odprawę z udziałem ministrów i przedstawicieli służb.
Do sprawy odniósł się także szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
- Bardzo dobra decyzja premiera o sztabie w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa, brałem w tym udział. Każdy ma określone zadania, teraz najwięcej zadań dla policji, żeby złapać te osoby, które przeprowadzają prowokacje. Proszę o wszystkich o niewykorzystywanie tego politycznie - zaapelował wicepremier.
- Będę też bronił dobrego imienia strażaków i policjantów wykonujących swoje obowiązki. Rolą państwa jest teraz złapać tych, którzy stoją za tymi prowokacjami i chronić. Sprawa dotycząca prezydenta, jak mówił wczoraj premier, traktowana jest z najwyższą powagą i szacunkiem. Wszystkie ręce na pokład, wszystkie zasoby którymi dysponujemy, jeżeli będą potrzebne, są do użycia. Mówię szczególnie o tej sferze cyber - zapewnił.














