Reklama

Reklama

Kobieta walczy o życie prawnuka. Chce sprzedać dom, by zapłacić za rehabilitację

- Za grudzień i styczeń nie zapłaciłam rehabilitantkom. Obiecałam, że jak sprzedam dom, zostaną mi pieniądze, to im to wyrównam. Marzę, żebym już nigdy nie musiała nikogo prosić o pieniądze na rehabilitację, na leczenie. To jest tak upokarzające - mówi reporterowi "Interwencji" Albina Baziak. Kobieta od kilkunastu lat opiekuje się niepełnosprawnym prawnukiem, który nie widzi, nie wstaje z łóżka i nie mówi. 69-latki nie stać na dalszą rehabilitację, a bez niej 14-letni Michał nie przeżyje.

Albina Baziak mieszka we wsi Witków w woj. dolnośląskim. Kobieta od 14 lat jako rodzina zastępcza zajmuje się swoim prawnukiem. Matka Michała była zbyt młoda, by się nim opiekować. Dlatego kobieta wraz z mężem postanowiła wychować chłopca.

- Miał całkowite niedotlenienie. Lekarz mówili, że miesiąca nie przeżyje, potem że pół roku, ale dzięki Bogu teraz będzie miał 14 lat - opowiada pani Albina reporterowi "Interwencji".

14-letni Michał jest całkowicie bezwładny. Cierpi na ciężką postać porażenia mózgowego. Nie widzi i nie mówi. Ma padaczkę. Przez lata pradziadkowie radzili sobie doskonale z jego wychowaniem. Niestety kilka miesięcy temu, po długiej chorobie, zmarł mąż pani Albiny. Kobieta została sama.

Reklama

- On o 6 rano bierze lekarstwo na serduszko. Później trzeba go umyć, przebrać, ma też tarczycę chorą i bierze lekarstwa na padaczkę. Nie chodzi, ma małogłowie i jego mózg się nie rozwija. Pięknie się za to uśmiecha. Jest taki radosny. Lubi jak się z nim rozmawia. On jest moim prawnukiem, ale w tej chwili jest najważniejszy. To jest moje dziecko - tłumaczy pani Albina "Interwencji".

"Nigdy nie narzekała. Nigdy"

- Nie wiem czy ja bym sobie dała radę, bo to jest dziecko bardzo absorbujące. Nie ma, że w nocy sobie śpi. Jak się budzi, to trzeba wstać, nawet kilka razy. Jestem pełna podziwu dla pani Albiny. To jest człowiek urodzony do tego by się tym dzieckiem zajmować. Ona nie ma czasu narzekać, dlatego nigdy nie narzekała. Nigdy - podkreśla Edyta Igras, była nauczycielka Michasia.

- Michaś nie siedzi sam i nie miał nigdy fotelika, bo on nie utrzyma równowagi. I mąż tak skombinował mi w aucie, że Michaś leżał. Ale on już teraz jest za duży na to leżenie. I muszę mieć specjalny fotelik, który kosztuje od 6 do 8 tys. zł - tłumaczy Albina Baziak.

Po śmierci męża pani Albiny sytuacja finansowa rodziny pogorszyła się. Gdyby nie zięć kobiety, uregulowanie comiesięcznych opłat byłoby problemem. Do tego dochodzi jeszcze rehabilitacja Michała. Jej miesięczny koszt to aż 4,5 tysiąca złotych. Jest ona niezbędna, bo bez regularnych ćwiczeń 14-latek umrze.

- Jakby tak leżał bez rehabilitacji to by to było kawałek drzewa. A on jest taki, rączką rusza, główką. Te rehabilitacje dużo pomagają - mówi "Interwencji" Krystyna Zwierzyna, przyjaciółka pani Albiny.

Potrzebuje 50 tysięcy

Pani Albina potrzebuje ponad 50 tysięcy złotych rocznie na utrzymanie prawnuka przy życiu. Dlatego postanowiła sprzedać swój dom. Chce kupić małe mieszkanie, a pozostałą kwotę przeznaczy na leczenie Michała.

- Za grudzień i styczeń nie zapłaciłam rehabilitantkom. Obiecałam, że jak sprzedam dom, zostaną mi pieniądze, to im to wyrównam. Marzę, żebym już nigdy nie musiała nikogo prosić o pieniądze na rehabilitację, na leczenie. To jest tak upokarzające - podsumowuje pani Albina.

Materiał "Interwencji":

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy