Reklama

Reklama

​Kita: Zamierzamy pociągnąć do odpowiedzialności, tych którzy mówili o marszu faszystów

Zamierzamy pociągnąć do odpowiedzialności tych, którzy wypowiadali się o Marszu Niepodległości jako o marszu faszystów i nazistów - zapowiedział w poniedziałek rzecznik Marszu Niepodległości Damian Kita.

Kita w wywiadzie dla portalu w Polsce.pl wyjaśnił, że organizatorzy Marszu Niepodległości zamierzają pociągnąć do odpowiedzialności tych, "którzy wypowiadali się o Marszu Niepodległości jako o marszu faszystów, nazistów, powielali te kłamstwa, nazywając ogół Polaków, patriotów, tymi określeniami".

"Skandaliczny był nagłówek i artykuł w "Rzeczpospolitej", która określiła nas marszem faszystów. Myślę, że to też będzie bardzo poważnie rozpatrzone" - zaznaczył Kita. "Chodzi także o osoby, które w internecie nas oskarżały o tego typu charakter" - dodał. Tłumaczył, że pozwy w tej sprawie są nadal przygotowywane przez zespół prawny.

Reklama

Kita wyjaśnił, że osoby biorące udział w Marszu Niepodległości niosące transparenty z hasłami m.in. o "czystej krwi" byli grupą około 50-60 osobową. Dopytywany o doniesienia medialne, według których osoby te szły na czele pochodu Kita zaprzeczył. "Tak mogło w telewizji czy gazetach wyglądać jak czoło, ponieważ ta grupa 50-60 osób rozstawiła się bardzo szeroko. (...) Ja widziałem, co się dzieje od czoła marszu, gdzieś tak do 1/3 wstecz. Nie było ich tam" - mówił.

"Organizatorzy zaskoczeni"

Jak podkreślił organizatorzy byli zaskoczeni pojawieniem się na pochodzie osób z takimi transparentami. "W poprzednich marszach nie zmagaliśmy się z tego typu incydentami. W przyszłym roku będziemy dbali o to, aby ta grupa nie uczestniczyła w marszu" - zaznaczył Kita.

Tłumaczył, że osoby niosące transparenty z radykalnymi hasłami miały twarze zasłonięte przez kominiarki, przez co trudno będzie je zidentyfikować. "Będziemy się starali jakoś ich jednak wyłapać i nie wpuszczać nigdy więcej" - zadeklarował Kita. Jak dodał Marsz Niepodległości w ostatnich latach odbywał się w bezpiecznej i spokojnej atmosferze. Dopytywany, czy to mogła być prowokacja Kita odpowiedział: "w zasadzie - tak".

Dodał, że Marsz był zakłócany także przez inne osoby. "Panie ze "Strajku Kobiet" usiadły gdzieś na trasie. Był atak anarchistów na bok naszego marszu. Była też interwencja policji w sprawie Obywateli RP. Niewykluczone, że i to była prowokacja" - ocenił.

"Murzyn nie jest Polakiem"

Pytany o słowa rzecznika Młodzieży Wszechpolskiej, który powiedział portalowi DoRzeczy.pl m.in., "że murzyn nie jest Polakiem", Kita podkreślił, że nie zgadza się z tą wypowiedzią. "W tej kwestii mam stanowisko odmienne o 180 stopni. Mówię to prywatnie i jako przedstawiciel organizatorów" - podkreślił Kita.

W sobotę pod hasłem "My chcemy Boga" ulicami Warszawy przeszedł Marsz Niepodległości. Policja szacuje, że uczestniczyło w nim ok. 60 tys. osób. Manifestujący nieśli różne transparenty, jedna z grup także takie z radykalnymi hasłami: "Biała Europa", "Europa tylko dla białych" czy "Wszyscy różni, wszyscy biali".

W poniedziałek lider Nowoczesnej Ryszard Petru poinformował, że jego partia składa do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez organizatorów marszu. Według polityków Nowoczesnej podczas marszu propagowano faszyzm i nawoływano do nienawiści na tle rasowym.

Z kolei szef PO Grzegorz Schetyna ocenił, że w sobotę w Warszawie i Wrocławiu "Polska miała twarz agresji, ksenofobii i nazizmu". Według Schetyny odpowiedzialni za to są PiS i Jarosław Kaczyński oraz ich, jak określił, "polityka nienawiści". Lider PO zaapelował również, by premier i prezes PiS odcięli się od sobotnich wydarzeń.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy