Reklama

Reklama

Kilka groszy ponad płacę minimalną. Związkowcy z uczelni piszą do posłów

"Uważamy, że Rząd RP jest najgorszym pracodawcą w naszym kraju" - piszą w liście do posłów i posłanek przedstawiciele Rady Szkolnictwa Wyższego ZNP i proszą parlamentarzystów o podjęcie natychmiastowych działań dotyczących wzrostu wynagrodzeń w sektorze szkolnictwa wyższego i nauki. Jak podkreślają, "upadek edukacji to upadek narodu".

Jak dowiedziała się Interia, zapowiadane przez ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka zmiany w wynagrodzeniu profesora (od którego uzależnione są pensje pozostałych pracowników naukowych na uczelniach państwowych) nabierają kształtów. Padły konkretne kwoty. 

7200 zł brutto od przyszłego roku ma wynieść podstawowe wynagrodzenie profesora - przekazali Interii przedstawiciele Rady Szkolnictwa Wyższego ZNP obecni na posiedzeniu sejmowej komisji edukacji, nauki i młodzieży. Taką informację usłyszeli z ust wiceszefa MEiN Wojciecha Murdzka. - Oznacza to, że pensje nauczycieli akademickich najniższego szczebla będą zaledwie kilka groszy wyższe od minimalnej krajowej - słyszymy w kręgach związanych ze szkolnictwem wyższym. 

Reklama

Od wynagrodzenia profesora - jak określa ustawa o szkolnictwie wyższym i nauce - zależą bowiem pensje pozostałych pracowników naukowych. I tak zgodnie z przepisami wysokość miesięcznego wynagrodzenia zasadniczego w uczelni publicznej dla nauczyciela akademickiego nie może być niższa niż 50 proc. wynagrodzenia profesora, dla profesora uczelni wynosi nie mniej niż 83 proc., dla adiunkta - nie mniej niż 73 proc.

Wysokość wynagrodzenia profesora określa minister w rozporządzeniu. Dziś to 6 410 zł brutto. Kwota ta nie uległa zmianie od 2018 roku. 

Jak pisaliśmy w Interii, jeśli w przyszłym roku rozporządzenie się nie zmieni, nauczyciel akademicki będzie zarabiał mniej niż minimalna krajowa. 

Grosze na naukę. "Pacjenci umierają przez takich lekarzy"

Związkowcy z Rady Szkolnictwa Wyższego i Nauki Związku Nauczycielstwa Polskiego alarmują nie tylko w związku z wynagrodzeniami pracowników naukowych, ale też z powodu drastycznie niskich - jak uważają - wydatków na naukę w ogóle. 

Jak piszą w liście, zwracają się do parlamentarzystów, "nie mając możliwości prowadzenia dialogu społecznego z przedstawicielami Rządu RP".

"Uważamy, że Rząd RP jest najgorszym pracodawcą w naszym kraju. Jego działania w stosunku do szkolnictwa wyższego i nauki przypominają praktyki XIX-wiecznych kapitalistów: daje za dużo aby umrzeć, a za mało być żyć godnie i w pełni realizować zadania wynikające z ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce" - czytamy w dokumencie podpisanym przez prezesa Rady Janusza Szczerbę. 

Związkowcy uważają, że od 2019 roku następuje zapaść szkolnictwa wyższego i nauki. Ich zdaniem proponowane przez rząd w przyszłorocznym budżecie wydatki na szkolnictwo wyższe są zdecydowanie za niskie, szczególnie w obliczu 17-procentowej inflacji. I podają przykłady, z których wynika, że wydatki na poszczególne zadania wzrosną o 7-12 proc., a w przypadku pomocy materialnej dla studentów i doktorantów zaledwie o 0,48 proc. 

"Nie chcemy zapaści polskiego szkolnictwa wyższego i nauki, nie chcemy, aby w przyszłym roku na murach polskich uczelni, wzorem Uniwersytetu Witwatersrand w Johannesburgu w RPA pojawiło się następujące ostrzeżenie: 'Zniszczenie jakiegokolwiek narodu nie wymaga użycia bomb atomowych czy rakiet dalekiego zasięgu. Wystarczy obniżyć jakość kształcenia i pozwolić uczniom oszukiwać na egzaminach. Pacjenci umierają przez takich lekarzy. Budynki rozpadają się przez takich inżynierów. Pieniądze są marnowane przez takich ekonomistów i księgowych. Sprawiedliwość nie istnieje przez takich prawników i sędziów. System upada przez takich ustawodawców. Upadek edukacji to upadek narodu'" - kwitują.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy