Reklama

Reklama

​Kelner z "afery podsłuchowej" przyznał się i odmówił wyjaśnień

Łukasz N., kelner oskarżony o podsłuchiwanie polityków przyznał się w piątek w Sądzie Okręgowym w Warszawie do zarzuconego mu czynu i odmówił składania wyjaśnień. Sąd odtwarza jego wyjaśnienia ze śledztwa.

Po prezentacji podstaw oskarżenia przez prok. Annę Hopfer sąd ustalił, że Łukasz N., urodzony w 1981 r. kelner jednej ze stołecznych restauracji, będzie pierwszym przesłuchiwanym oskarżonym. N. jest chroniony przez policję i jako jedyny z oskarżonych nie zgadza się na podawanie swych danych.

N. oświadczył, że przyznaje się do zarzuconego mu czynu i podtrzymuje wyjaśnienia złożone w śledztwie - przed sądem nie chciał ich składać.

Wcześniej mec. Roman Giertych, pełnomocnik pokrzywdzonych w śledztwie b. szefa MSZ Radosława Sikorskiego i b. ministra finansów Jacka Rostowskiego, oświadczył, że będzie chciał rozszerzenia postępowania dowodowego, by ustalić prawdziwy motyw przestępstwa. "Osoby na ławie oskarżonych to czubek góry lodowej, bo mogło tu dojść do operacji specjalnej delegatury CBA" - dodał.

Reklama

Łukasz N.: Falenta zlecał nagrywanie rozmów w restauracji

Marek Falenta za pieniądze zlecał nagrywanie rozmów w restauracjach, które mogły być mu przydatne w działaniach biznesowych - mówił w śledztwie kelner Łukasz N., oskarżony w aferze podsłuchowej.

Wobec odmowy N. składania wyjaśnień, sąd zaczął odtwarzać zapis wideo jego wyjaśnień ze śledztwa. 

Składając wyjaśnienia bez udziału obrońcy (na co N. się zgodził), mówił on w śledztwie, iż w restauracji "Sowa i przyjaciele" Falenta powiedział mu latem 2013 r., że skoro spotykają się w niej biznesmeni, to on chciałby informacji o tych spotkaniach - "by trafić na deal za miliard zł", np. po informacji o kursach akcji.

"Narodził się pomysł, by nagrywać rozmowy, które mogą być mu przydatne" - mówił N. Dodał że Falenta mówił mu, że "on zarobi duże pieniądze, a ja dostanę nagrodę". N. zeznał, że dostał początkowo od Falenty 20 tys. zł; otrzymał też od niego pendrive do zgrywania nagranych rozmów. N. współdziałał z Konradem Lassotą.

Według N., Falenta powoływał się na znajomości w PiS i obiecywał mu korzyści po zmianie władzy. Falenta doradzał też N. akcje których firm kupować, co N. uczynił. Mówił mu też, że gdy jego firmy będą wchodziły na giełdę, to on będzie "dawał znać kiedy je kupić". Potem N. uznał, że "może nam się stać krzywda, bo komuś możemy przeszkadzać". 


Kelner: Falenta zastanawiał się jak odblokować Składy Węgla

Po wejściu CBŚ do Składów Węgla Marek Falenta zastanawiał się jak "odblokować" firmę - mówił w śledztwie kelner Łukasz N. Według niego Rosjan, którzy czekali na pieniądze od Falenty za węgiel, nie interesowały problemy biznesmena.

N. w śledztwie przyznał, że to on dokonał wielu nagrań rozmów polityków i biznesmenów w restauracji "Sowa i przyjaciele" - za co w sumie dostał od Falenty 80 tys. zł.

N. wymieniał w śledztwie osoby, które nagrał, wskazywał, że części nagrań dokonał Konrad Lassota w restauracji Amber Room w Pałacu Sobańskich. Wyjaśnienia N. ze śledztwa odczytują w piątek w sądzie prokuratorzy. Oskarżony potwierdza ich treść i dodatkowych wyjaśnień nie składa.

"Nagrania Sienkiewicza z Belką są moje; Sikorskiego z Rostowskim - Konrada w "Amber Room"" - zeznał N. Zapewniał, że nagrania nie były przez niego przycinane; zarazem dodał, że nie wie, co z nimi robił Falenta.

"Wszystko szło dobrze, dopóki nie wybuchła afera ze Składami Węgla, gdy wkroczył tam CBŚ. Wtedy ja się rozstałem z panem Falentą po tym, jak przekazałem Falencie nagranie ze spotkania Elżbiety Bieńkowskiej z Pawłem Wojtunikiem. To były czysto obyczajowe sprawy" - mówił w śledztwie N.

Dodał, że Falenta tłumaczył, iż problem z firmą Składy Węgla (która sprowadzała ze Wschodu do Polski węgiel po konkurencyjnych cenach) polega na tym, że po wejściu CBŚ do firmy i zatrzymaniu jej kierownictwa, musiał za jedną dyrektorkę zapłacić pół miliona zł kaucji.

"Falenta zastanawiał się, co zrobić, bo jest problem. Mówił: najlepiej byłoby, żeby odpalić Sienkiewicza. Mówił, że zbiera ekipę mecenasów z Bydgoszczy i że wybiera się na negocjacje z Rosjanami. Rosjanie mówili, że ich nie obchodzi jego problem, ma zapłacić i odebrać węgiel. Zastanawiał się do kogo pójść, żeby odblokować Składy Węgla. Dodawał, żebym i ja się zastanowił, kto byłby odpowiednią osobą, bo słuchałem wielu osób" - mówił w śledztwie N.

Jak dodał N., ówczesny wiceminister skarbu Rafał Baniak mówił na jednym z nagranych spotkań, że to on z MSW będzie koordynował powstanie państwowych składów węgla. "Pisałem o tym na komunikatorze internetowym z Falentą, który miał do Baniaka napisać SMS: dobra, wygraliście. Złóżcie ofertę. Baniak nie odpowiedział" - mówił N.

Gdy media nagłośniły sprawę ówczesny prezes PKN Orlen Jacek Krawiec miał napisać do N., że wiadomo, iż jest dużo nagrań. "Napisałem do Falenty: coś ty narobił? (Sławomir - przyp. PAP) Nowak napisał mi, że jest skończony i jest przerażony. Falenta mówił, żebym wyczyścił komputery i żebyśmy przestali się kontaktować i że to nieprawda, że jestem skończony" - mówił w śledztwie N.

Reklama

Reklama

Reklama