"Każdy powinien zadać pytanie". Prezydent reaguje po interwencji u Sakiewicza
"Nie ma wolności słowa tam, gdzie dziennikarze zaczynają żyć pod presją interwencji służb, gróźb i działań paraliżujących pracę redakcji" - tak Karol Nawrocki skomentował piątkową interwencję w mieszkaniu szefa Telewizji Republika Tomasza Sakiewicza. Policja poinformowała później, że zgłoszenie było fałszywe.

W skrócie
- Prezydent Karol Nawrocki odniósł się do interwencji służb w domu Tomasza Sakiewicza.
- Policja poinformowała, że zgłoszenie dotyczące zagrożenia w mieszkaniu szefa Telewizji Republika było fałszywe, a w związku ze sprawą zatrzymano 53-letniego mężczyznę.
- Minister Marcin Kierwiński wyjaśnił, że reakcja służb była związana z konkretnymi, sformułowanymi groźbami, a nie działalnością stacji.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
W sobotę policja poinformowała, że zatrzymano 53-letniego mężczyznę, który mógł mieć związek ze zgłaszaniem fałszywych alarmów, które skutkowały m.in. piątkową interwencją w mieszkaniu należącym do redaktora naczelnego Telewizji Republika Tomasza Sakiewicza.
Interwencja u Tomasza Sakiewicza. Karol Nawrocki zabrał głos
Do zdarzenia odniósł się w sobotę prezydent Karol Nawrocki. "Jeżeli dziennikarz w Polsce musi się zastanawiać, czy kolejne fałszywe zgłoszenie nie skończy się wejściem służb do domu, skuwaniem współpracowników i przeszukaniem redakcji - to znaczy, że przekraczana jest bardzo niebezpieczna granica" - ocenił prezydent.
Jak zaznaczył, "nie ma demokracji bez wolnych mediów". "Nie ma wolności słowa tam, gdzie dziennikarze zaczynają żyć pod presją interwencji służb, gróźb i działań paraliżujących pracę redakcji" - napisał Nawrocki.
"Niezależnie od poglądów politycznych każdy powinien dziś zadać sobie pytanie: czy państwo może dopuścić do sytuacji, w której dziennikarze nie czują się bezpiecznie we własnych domach i miejscach pracy?" - czytamy we wpisie prezydenta.
Nawrocki dodał, że "pamiętając doświadczenia komunizmu, będziemy bronić wolności słowa i przeciwstawiać się nękaniu mediów".
Podziękował też szefowi BBN Bartoszowi Grodeckiemu za "inicjatywę mającą na celu wyjaśnienie wszelkich okoliczności działań podejmowanych przez służby wobec dziennikarzy Telewizji Republika".
Policja w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza. Zgłoszenie było fałszywe
W piątek stacja podawała, że policja weszła do mieszkania redaktora naczelnego Tomasza Sakiewicza. On sam na antenie relacjonował: - Policja siłą wtargnęła do mojego domu, skuła moją asystentkę, twierdząc, że w zagrożeniu znajduje się tu jakieś dziecko.
Do informacji odniosła się wówczas policja. Przekazała, że policjanci zostali powiadomieni, iż w mieszkaniu pod tym adresem znajduje się osoba, której zachowanie zagraża jej życiu.
"Funkcjonariusze zastali w lokalu kobietę, która nie chciała się przedstawić i współpracować z policjantami. Na czas wyjaśnienia sytuacji, mając na uwadze bezpieczeństwo zarówno jej, jak i swoje, policjanci zastosowali wobec tej osoby kajdanki" - przekazywała policja.
Później warszawska komenda udostępniła część dokumentacji zgłoszenia, które wpłynęło z z Biura Rzecznika Praw Dziecka, prowadzącego m.in. telefon i czat zaufania.
O sprawę interwencji w domu Sakiewicza pytany był w piątek szef MSWiA Marcin Kierwiński.
- Policja i wszystkie służby reagują w związku ze zgłoszeniami. Zareagowały wszystkie służby państwa i te reagują w sposób jak najbardziej zasadny, jak najbardziej profesjonalny - odpowiedział minister. Dodawał, zwracając się do dziennikarza Republiki: - Państwo od początku bardzo głośno krzyczeli, że to są nieuprawnione interwencje. Natomiast interwencje nie dotyczyły działalności państwa stacji, ale konkretnych, sformułowanych gróźb.
Jeszcze w środę przed siedzibą Telewizji Republika pojawiła się policja i straż pożarna, nie prowadziły jednak działań w środku budynku. Jak później podano, obecność służb miała związek ze "zgłoszeniem o możliwym zagrożeniu dla okolicznych mieszkańców".













