Reklama

Katastrofa "Jana Heweliusza". 30. rocznica tragedii na Bałtyku

"Jan Heweliusz" był pierwszym polskim promem pełnomorskim, który zatonął w katastrofie. 30 lat temu na Bałtyku doszło do tragedii, w której zginęli wszyscy pasażerowie statku.

Noc z 13 na 14 stycznia 1993 roku. 25 minut przed północną prom "Jan Heweliusz" wypływa ze Świnoujścia i udaje się w kierunku szwedzkiego Ystad. Na pokładzie znajduje się 64 pasażerów i członków załogi. Statek przewozi 28 tirów i 10 wagonów kolejowych.

Około godziny 3:30 prom płynie wzdłuż wybrzeży Rugii. Wtedy na morzu nasila się sztorm. Pół godziny później jednostka mija północno-zachodni cypel wyspy.

Warunki stają się dramatyczne. Tej nocy na bliźniaczej jednostce "Heweliusza" - "Koperniku", na przyrządzie do pomiaru siły wiatru skończyła się skala.

Reklama

Próba ratowania jednostki

Załoga "Heweliusza" uruchomiła system kompensacji, który służy do wyrównywania obciążenia ładunkiem na pokładzie. To ryzykowne, bo system nie jest w stanie z wyprzedzeniem reagować na nagłe zmiany przechyłu jednostki.

Przez chwilę napór wiatru jest mniejszy. Statek zmienia kurs. Wówczas wiatr działa nie na zabalastowaną systemem kompensacji burtę, a na przeciwległą. Jednocześnie prom traci sterowność. Płynie za wolno, by ster rufowy działał prawidłowo.

Załoga próbuje poprawić sytuację sterem strumieniowym na dziobie, ale ten - napędzany silnikiem elektrycznym - przegrzał się i krytycznym momencie na chwilę wyłączył.

Około godziny 4:00 huragan ponownie uderza w "Heweliusza". Statek zaczyna się przechylać. Siła obciążenia zrywa mocowania na pokładzie. Ciężarówki zaczynają się przemieszczać, ładunki rozsypują się.

Zatonięcie "Heweliusza"

O 4:30 kapitan nakazuje opuszczenie jednostki. Nadano sygnał SOS. W akcji ratunkowej biorą udział jednostki z Polski, Niemiec, Szwecji i Danii. Członkowie załogi muszą błyskawicznie opuścić prom, niektórzy do tratw schodzą w piżamach. Woda ma 2 stopnie Celsjusza. Ze względu na przechylenie nie można opuścić łodzi ewakuacyjnych.

O 5:12 statek przewraca się do góry dnem, przez co później ratownikom nie udało się dostać do wnętrza. W środku wciąż znajduje się powietrze, więc jednostka dryfuje tak przez kilka godzin.

Prom tonie około godziny 11:00. Kapitan Andrzej Ułasiewicz, pierwszy oficer Roger Janicki i trzeci oficer Janusz Lewandowski do końca pozostali na mostku kapitańskim. Razem z nimi zginęły 52 osoby, w tym wszyscy pasażerowie. Udało się uratować dziewięciu członków załogi.

Wrak spoczywa na głębokości 27 metrów.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Jan Heweliusz | Bałtyk | Prom | statek | Katastrofa | rocznica

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy