Reklama

Reklama

Katastrofa hali w Katowicach. "Brak nadzoru nad konstrukcją"

Przyczyną katastrofy hali Międzynarodowych Targów Katowickich (MTK) był brak nadzoru nad konstrukcją pawilonu – uważa rzeczoznawca budowlany Grzegorz S., który jest jednym z oskarżonych w procesie. Kilka lat przed katastrofą S. sporządzał ekspertyzę po awarii hali.

Oskarżony podkreślił, że przed zawaleniem się hali obciążenie dachu kilkakrotnie przekraczało normy.

Zginęło 65 osób, ponad 140 zostało rannych

Hala MTK zawaliła się ponad 10 lat temu - 28 stycznia 2006 r. podczas targów gołębi pocztowych. Zginęło 65 osób, a ponad 140 zostało rannych. Proces toczy się przed Sądem Okręgowym w Katowicach od siedmiu lat i dobiega końca.

W piątek Grzegorz S. składał uzupełniające wyjaśnienia. Prokuratura oskarżyła go, że nie zachował należytej ostrożności przy sporządzaniu ekspertyzy po jednej z awarii hali - na kilka lat przed katastrofą - i w ten sposób nieumyślnie sprowadził powszechne niebezpieczeństwo katastrofy. Nie przyznaje się do tego.

Reklama

"Przyczyną katastrofy był kompletny brak nadzoru inwestora nad zachowaniem się konstrukcji hali" - powiedział przed sądem S. Jak dodał, według informacji, które do niego dotarły tuż przed tragedią, w MTK był zakaz odśnieżania dachu hali. Ocenił też, że odśnieżanie dachu w przeddzień katastrofy nie miało sensu. "Była to jedna bryła lodu i to by załamało konstrukcję" - powiedział. Według niego pawilon zawalił się, kiedy lodowa płyta zaczęła pękać.

Według szacunków oskarżonego, normy obciążenia dachu były kilkakrotnie przekroczone - lód na dachu miał ok. 60 cm, na całej jego powierzchni było go 5400 ton. "To masa kilka razy większa niż sama konstrukcja stalowa hali. Takiego przeciążenia nie jest w stanie wytrzymać żadna konstrukcja i to się niestety musiało zawalić" - podkreślił.

Dziewięć osób na ławie oskarżonych

Z 12 oskarżonych przez prokuraturę osób na ławie oskarżonych zasiada obecnie dziewięć - m.in. b. szefowie MTK i konstruktorzy hali. Jedna z nich dobrowolnie poddała się karze. Inny oskarżony zmarł w trakcie procesu, a sprawa kolejnego została wyłączona do odrębnego postępowania ze względu na stan zdrowia.

Katowicka prokuratura okręgowa zamknęła śledztwo w tej sprawie latem 2008 r. Proces ruszył w maju 2009 r. Na ławie oskarżonych zasiedli m.in. byli szefowie MTK, projektanci i wykonawcy hali. Według prokuratury na tragedię złożyły się błędy i zaniechania w fazie projektowania i budowy hali, a także jej użytkowania i nadzoru nad budynkiem. W dniu katastrofy na dachu hali zalegała gruba warstwa śniegu.

Z jednej z opinii biegłych wynika, że główną przyczyną katastrofy były błędy w projekcie wykonawczym pawilonu. Odbiegał on znacząco od sporządzonego prawidłowo projektu budowlanego. Aby ograniczyć koszty, projektanci błędnie określili współczynnik kształtu dachu, błędnie też zaprojektowali przykrycie dachowe i słupy podtrzymujące konstrukcję.

Projektant części naziemnej hali Jacek J. i autor projektu konstrukcji żelbetowej Szczepan K. (wyłączony z głównej sprawy) zostali oskarżeni o umyślne sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy oraz samej katastrofy. Grozi za to do 12 lat więzienia. Z ustaleń śledztwa wynika, że mimo wielu alarmujących sytuacji, kierownictwo MTK lekceważyło zagrożenie.

Według prokuratury kiedy na krótko przed katastrofą dach hali po raz kolejny ugiął się pod naporem śniegu, członkowie zarządu MTK - Bruce R. oraz Ryszard Z. i dyrektor techniczny spółki Adam H. mieli świadomość zagrożenia, a mimo to nie zrobili niczego, by je zażegnać. Prokuratura zarzuciła im umyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy oraz nieumyślne doprowadzenie do niej.

Kolejni oskarżeni to rzeczoznawca budowlany Grzegorz S., szefowie firmy, która była generalnym wykonawcą hali - Arkadiusz J. i Andrzej C. - oraz kierownik budowy Adam J. Na ławie oskarżonych zasiadła też inspektor nadzoru budowlanego w Chorzowie Maria K. Prokuratura zarzuciła jej nieumyślne sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy oraz niedopełnienie obowiązków na kilka lat przed katastrofą - powiadomiona w 2002 r. przez straż pożarną o ugięciu się dachu nie podjęła żadnych czynności w celu kontroli stanu budynku lub wyłączenie budynku z użytkowania.

Pierwsza awaria już w trakcie budowy

Hala MTK od początku zdradzała swoje wady. Do pierwszej awarii doszło jeszcze w trakcie jej budowy - w styczniu 2000 r. Już wtedy konstrukcja dachu ugięła się pod naporem śniegu. Przedstawiciele generalnego wykonawcy hali nie wpisali tego do dziennika budowy i nie powiadomili inspektora nadzoru budowlanego - podawała prokuratura.

Usłyszeli zarzuty sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa zaistnienia katastrofy budowlanej i sprowadzenia samej katastrofy. Dwa lata później dach hali znowu się ugiął, zerwały się śruby podtrzymujące dźwigary i konieczna była naprawa. Dokonano jej na podstawie ekspertyzy rzeczoznawcy budowlanego Grzegorza S.

Zdaniem prokuratury nie zweryfikował on całości obliczeń statycznych pawilonu, nie sprawdził pozostałych dźwigarów, a jedynie ten uszkodzony. Chociaż naprawiony na podstawie ekspertyzy tego biegłego dźwigar ocalał jako jedyny w katastrofie to jednak prokuratura zarzuciła Grzegorzowi S., że nie zachował należytej ostrożności przy sporządzaniu ekspertyzy i w ten sposób nieumyślnie sprowadził powszechne niebezpieczeństwo katastrofy.

Spośród oskarżonych do winy przyznał się tylko b. koordynator techniczny MTK Piotr I., który w dniu targów gołębi nie polecił otwarcia drzwi ewakuacyjnych, co jednak nie skutkowało śmiercią żadnego z poszkodowanych. Dobrowolnie poddał się karze za narażenie wielu osób na śmierć lub uszczerbek na zdrowiu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy