Reklama

Reklama

Kaczyński wspomina wizytę w Wiedniu. "Zobaczyłem tam różne rzeczy"

- Kiedy pierwszy raz w ogóle byłem na Zachodzie, w Wiedniu i tam zobaczyłem różne rzeczy, których tutaj nie będę opisywał. To mi zupełnie wystarczyło, żeby zobaczyć, że jestem w innej strefie kulturowej, chociaż było to 33 lata temu - mówił Jarosław Kaczyński podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Prezes PiS mówił także o "obcości kulturowej" państw Zachodu i sojusznikach Polski. Stwierdził, że prezydent USA Joe Biden ma "dość radykalne poglądy".

Jarosław Kaczyński wziął w środę udział w panelu "Realizm i wartości w polityce" w ramach konferencji Europa Karpat podczas XXXI Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Podczas niej odnosił się do obecnej sytuacji i pozycji Polski w Unii Europejskiej. 

- Przyjmowaliśmy, że wejście do Unii Europejskiej zapewni pewne środki i rynek europejski, bo wcześniej działaliśmy prawie w warunkach wojny celnej, bo porozumienie zawarte na początku lat 90. i dyskutowane w rządzie Jana Olszewskiego i w końcu przyjęte na zasadzie - z jednej strony mamy Wspólnotę Niepodległych Państw czyli Rosję, a z drugiej Unię Europejską. To było asymetryczne, bardzo dla nas szkodliwe pod wieloma względami porozumienie, ogromnie ograniczające nasze możliwości na rynku europejskim. Więc biorąc te wszystkie sprawy łącznie pod uwagę, wydawało się, że aby istnieć i się rozwijać musimy wejść do Unii Europejskiej. To było wtedy, jak sądzę myślenie realistyczne - podkreślił lider PiS.

Reklama

Przyznał, że nikt wtedy nie kwestionował "obcości kulturowej" państw Zachodniej Europy. 

- Kiedy pierwszy raz w ogóle byłem na Zachodzie, w Wiedniu i tam zobaczyłem różne rzeczy, których tutaj nie będę opisywał. To mi zupełnie wystarczyło, żeby zobaczyć, że jestem w innej strefie kulturowej, chociaż było to 33 lata temu - zaznaczył.

Kaczyński przypomina uchwałę o "suwerenności kulturowej"

Jak dodał, jednak czasem jest tak, że "konieczny jest wybór między tym, co jest rzeczywiście naszą wartością, a tym co, jest pewną groźną dla tej wartości, przy pozostawieniu sobie możliwości obrony".

- Myśmy przecież nie podpisywali umowy o tym, że przyjmujemy cały ten zespół kulturowy, który reprezentuje Zachodnia Europa, który już wtedy reprezentowała i który promowała. Myśmy poprzedzili przyjęcie do Unii Europejskiej uchwałą Sejmu o naszej suwerenności kulturowej - podkreślił Kaczyński. Jednak - jak ocenił - ta uchwała Sejmu została "przez pewną, bardzo silną część naszej klasy politycznej zupełnie zapomniana".

- A my ją całkowicie podtrzymujemy. My uważamy każdą ingerencję w tę sferę za nadużycie, za złamanie prawa, za realizację tej zasady, która tutaj została sformułowana, "kto silniejszy ten lepszy" - oświadczył. Podsumowując wątpliwości, które towarzyszyły decyzji o poparciu wejścia Polski do Unii, Kaczyński zauważył, że "nie było wtedy innego wyjścia".

- W UE obowiązuje zasada "kto silniejszy", a ponieważ najsilniejsze są Niemcy, to funkcjonuje stara koncepcja niemiecka, którą dzisiaj można nazwać neoimperialną - ocenił.

Kaczyński: Zakłada się, że Polska niepodległa będzie podporządkowana Niemcom

W tym kontekście przypomniał o niemieckim rozumieniu pojęcia Mitteleuropa (Europa Środkowa) i politycznym programie, który był celem wojennym Niemiec podczas I wojny światowej. Zakładał on dominację Cesarstwa Niemieckiego nad Europą Środkową i jej eksploatację przez Niemcy, aneksję terytoriów zamieszkanych w większości przez ludność nieniemiecką oraz stopniową germanizację ludów podbitych.

Kaczyński przypomniał, że już wtedy zakładano, iż Polska będzie niepodległa, tylko to będzie "całkowicie podporządkowana Niemcom". - I do tego jeszcze Polska, która będzie pilnowana, żeby przypadkiem nie rozwinęła się na poziom niemiecki, europejski - podkreślił.

- I to jest w tej chwili realizowane. I świętym obowiązkiem każdego polskiego polityka jest przeciwdziałanie tego rodzaju sytuacji, przeciwstawienie się tego rodzaju polityce - oświadczył Jarosław Kaczyński.

Państwa sojusznicze Polski. "Anglia i Stany Zjednoczone"

Lider PiS nawiązując do wojny na Ukrainie zwracał uwagę, że Polska jest krajem niemalże frontowym. - Trzeba sobie z tego też zdawać sprawę, że ta sytuacja pewnie przez jakiś czas się nie zmieni i że jesteśmy w momencie, który - jeśli odwołać się do różnego rodzaju analogii historycznych -  może być momentem wielkiej zmiany - mówił. Podkreślił przy tym, że nie musi być, bo "wielkie siły działają ku temu, żeby tak się nie stało", ale jednak może.

- I teraz na chwilę wrócę do tego, kto jest w tej chwili, w tym całym przedsięwzięciu naszym sojusznikiem. Przede wszystkim Ukrainy, ale także naszym - mówił. Jako pierwsze z dwóch państw wymienił Anglię. - Anglia jest krajem, gdzie przemiany kulturowe są bodajże najdalej posunięte w Europie. Chociaż mamy tam konserwatystów przy władzy, nie możemy jej przy okazji tego sojuszu przekonywać, żeby wycofała się ze wszystkiego, co do tej pory zrobiła - oświadczył.

Kaczyński: Biden ma dość radykalne poglądy

Drugim państwem sojuszniczym Polski, gdzie - jak mówił - sytuacja jest dużo bardziej skomplikowana, są Stany Zjednoczone. - Też przecież nie będziemy się zwracali do Stanów Zjednoczonych i do pana prezydenta Joe Bidena, który ma tutaj - jak wiadomo - dość radykalne poglądy. Nie możemy powiedzieć: "Panie prezydencie, niech pan zweryfikuje swoje poglądy kulturowe i wtedy będziemy współdziałać" - tłumaczył prezes PiS.

Podkreślił, że należy doprowadzić do tego, by Ukraina wygrała wojnę i by był to "zaczyn innego, jeszcze większego i naprawdę potrzebnego ludzkości zwycięstwa". 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy