Reklama

Reklama

Jarosław Kaczyński: Taśmy są dowodem niewinności Morawieckiego

"Nie ma planów zmiany premiera" - powiedział w środę prezes PiS Jarosław Kaczyński. Zaznaczył, że na ujawnionych nagraniach Mateusz Morawiecki nie mówi niczego kompromitującego. "Taśmy są dowodem niewinności premiera, bo gdyby zawierały coś poważnego, już by to uruchomiono" - dodał.

Kaczyński był pytany w Radiu Olsztyn, czy w związku z ujawnionymi w ostatnim czasie nagraniami rozmów z restauracji "Sowa i Przyjaciele" są plany zmiany premiera. "Nie ma takich planów" - oświadczył prezes Prawa i Sprawiedliwości.

"Takie rozmowy to jest, powiedzmy sobie, takie gaworzenia przy stoliku, co się wszystkim zdarza. W ogóle nie biorę tego poważnie. Po prostu jest to materiał niezawierający żadnych treści, które można brać pod uwagę poważnie w polityce" - powiedział Kaczyński.

Jak zaznaczył, "człowiek, który nie był politykiem, coś tam sobie mówi, czasem ma rację, czasem nie ma racji, czasem to jest zupełnie normalne, czasem może trochę niefortunne, ale nie przekracza to żadnej granicy, która jest nieprzekraczalna i która kompromituje, więc nie ma w ogóle o czym mówić".

Reklama

"To jest najlepszy dowód niewinności pana premiera, bo gdyby było tam coś poważnego, to niewątpliwie już by to uruchomiono. Nie ma nic poważnego, wobec tego uruchamia się tego rodzaju taśmy. Nie mają one znaczenia" - ocenił prezes PiS.

"Stówka na badania czy na coś"

Na początku października portal Onet opublikował fragmenty rozmowy obecnego szefa rządu m.in. z prezesem PKO BP Zbigniewem Jagiełłą oraz Krzysztofem Kilianem (prezesem PGE) i Bogusławą Matuszewską (zastępczynią Kiliana), w której pojawia się kwestia zatrudnienia byłego ministra skarbu w rządzie PO-PSL Aleksandra Grada. "Zapytajcie go tak po cichu. Ja bym spróbował tak bardziej jednorazowo. Pięć dych czy siedem, czy stówkę mu damy na jakieś badania czy na coś" - mówił premier na taśmach.

W poniedziałek portal Onet.pl opublikował treść nagrania podsłuchanej rozmowy premiera z 2013 r. z restauracji "Sowa i Przyjaciele". Według portalu Morawiecki, ówczesny prezes BZ WBK, uznał "dramatyczny wypadek Kubicy za zdarzenie pozytywne z punktu widzenia swojego banku". Gdyby bowiem - jak tłumaczy Onet - do wypadku nie doszło, bank prawdopodobnie musiałby zostać sponsorem kierowcy. "Na szczęście złamał rękę, raz, drugi (...) Ja nie chcę, k...a, co roku pięć dych płacić" - cytuje portal słowa obecnego premiera.

--

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje