Reklama

Reklama

Jarosław Kaczyński: Musimy myśleć o prezydencie Warszawy

- Poprzedni kongres obył się trzy lata temu i musimy na te trzy lata spojrzeć jak na czas naszych sukcesów - mówił Jarosław Kaczyński na zjeździe okręgowym partii. Jak zaznaczył, trzeba też zadbać o przyszłość i myśleć "o władzy w Warszawie".

Kaczyński przypomniał, że od poprzedniego kongresu przed trzema laty partia odniosła sukces. "To był czas naszych sukcesów, naszych zwycięstw, wielkich zwycięstw" - mówił lider PiS. Jak dodał, były to zwycięstwa w skali ogólnopolskiej, ale też organizacji obejmującej okręg warszawski i wokół warszawski. "Mamy dzisiaj więcej posłów, więcej senatorów, więcej radnych" - podkreślił.

"Wiem, że tu jest trudno, to nie jest miejsce, gdzie PiS zdobywa kolejne procenty w łatwy sposób" - zaznaczył prezes PiS. W jego ocenie trzeba jednak pamiętać, że w partii jest potencjał - od 2001 r. do dziś poparcie dla PiS wzrosło prawie czterokrotnie od 9 proc. do 38 proc. "To ogromny postęp, mamy potencjał" - oświadczył.

Reklama

"Musimy pamiętać, że ten potencjał w nas jest i musimy w związku z tym myśleć o tym sukcesie, który pewnie wszyscy mamy w sercu - to znaczy o władzy w Warszawie, o prezydencie Warszawy" - powiedział Kaczyński.

"To jest naprawdę bardzo ważne da naszej partii, ale szczególnie dla Warszawy, żeby ta dobra zmiana, proces odnowy, odbywał się także tu, we władzach samorządowych w naszym mieście" - przekonywał lider PiS.

Spór w Polsce niewłaściwie rozumiany

Kaczyński przypomniał, że źródła PiS są w powstałym w 1989 roku Porozumieniu Centrum. "Mamy argumenty, musimy je znać, musimy znać historię naszego środowiska, musimy wiedzieć, że ono w bardzo wielu przypadkach, bardzo wielu sporach, które toczyły się w Polsce, miało ewidentną rację. I przychodziły takie momenty, że nawet nasi najzacieklejsi przeciwnicy, jak w czasie afery Rywina, musieli tę rację przyznać. Musieli przyznać, że to, co atakowali, to co odsądzali od czci i wiary, to była nasza racja, to był niesprawiedliwy atak, to była niewłaściwa z ich strony ocena sytuacji" - podkreślił prezes PiS.

Nawiązał do toczącego się obecnie sporu politycznego w Polsce. "Jest ogromnie ważne to, by ten spór był właściwie rozumiany, by było wiadomo o co tutaj idzie, jaki jest w gruncie rzeczy sens tego sporu, który dzisiaj toczy się w Polsce" - dodał lider PiS.

Wyraził pogląd, że pojęcia "demokratyczne państwo prawa" i "państwo prawa" to nie to samo. "W dokumentach, w szczególności tych unijnych, nie mówi się o demokratycznym państwie prawa, nie mówi się o naszej konstytucji. Mówi się o państwie prawa, a każdy kto zna historię, historię doktryn polityczno - prawnych, historie teorii prawa, a tak się zdarzyło, że kiedyś się tym zajmowałem, wie, że to nie znaczy to samo, to jest coś zupełnie różnego" - dowodził szef PiS.

Według niego państwo prawa nie musi być państwem demokratycznym. Jako przykład podał II Cesarstwo Niemieckie, które nie było państwem demokratycznym.   

Podkreślił, że "regulacja naszego życia" należy do wybieranych przez suwerena, czyli naród - parlamentu i prezydenta. "Te dwa organy państwa odpowiadają za tworzenie prawa - tworzą prawo, tworzą ustawy, które regulują życie społeczne i życie publiczne" - powiedział Kaczyński.

"Oto faktyczny sens sporu, który dzieli Polskę"

"Polacy mają prawo do zmiany, mają prawo do naprawy Rzeczypospolitej, mają prawo do budowy jej nowego, lepszego, korzystniejszego dla zdecydowanej większości Polaków, kształtu i my z tego prawa nie ustąpimy" - podkreślił.

Kaczyński tłumaczył, że od dwudziestu paru lat w polskim życiu publicznym funkcjonuje fakt, który sprowadza się do tego, że "ma być tak jak było". "Nic nie ma się zmienić. Wszystko, jeżeli chodzi o realne stosunki społeczne ma pozostać na swoim miejscu. Na to nie ma zgody" - oświadczył.

Prezes PiS odniósł się także w swoim wystąpieniu do zmian w Trybunale Konstytucyjnym dokonanych pod koniec kadencji rządu Platformy Obywatelskiej.

W jego opinii ustawa, która umożliwiła wybór sędziów Trybunału Konstytucyjnego na miejsca, które zwalniały się dopiero po wyborach parlamentarnych była "w całkowitej sprzeczności z logiką Konstytucji i z logiką ustawy". "I w ramach tej poprzedniej ustawy, przed poprawką czerwcową było to w praktyce niewykonalne, w stosunku powtarzam nie do dwóch, ale wszystkich pięciu sędziów" - ocenił.

Zdaniem Kaczyńskiego ówczesnej władzy chodziło o to, żeby zablokować dokonanie zmian w Polsce oraz żeby nie dało się dokonać naprawy Rzeczypospolitej. "Tą przeszkodą, tym murem nie do przeskoczenia, miał być Trybunał Konstytucyjny" podkreślił. Jak zaznaczył, to jest też sens sporu, który dzieli Polskę.

Kaczyński o suwerenności

Jarosław Kaczyński przypomniał, że historia polski to "historia długiej, liczącej wieki niewoli, pozbawienia suwerenności". "Dlatego dla nas suwerenność musi mieć zasadniczą wartość - wartość, która jakby nie przekłada się na inne, jest wartością godnościową, odnoszącą się do naszej tożsamości" - podkreślił.

Tymczasem według szefa PiS w ostatnich miesiącach mamy do czynienia z "bardzo daleko idącą ingerencją" w polskie sprawy wewnętrzne. "Starszym spośród nas, którzy przeżyli poważny kawałek życia w PRL-u coś to przypomina" - zauważył.

"Otóż suwerenność jest wartością samą w sobie, jest kwestią godności narodu. Duży, prawie 40-milionowy naród (...) nie może być niesuwerenny. To jest coś, co by nas pozbawiało elementarnej godności" - podkreślił Kaczyński.

Jak wskazał suwerenność ma także wartość pragmatyczną. "Ta wartość pragmatyczna odnosi się po pierwsze do tego, o czym już mówiłem: czyli tego prawa do zmian. Ten kształt Polski, to teoretyczne państwo, to wszystko co buduje wielką sferę społecznej niesprawiedliwości, te 2200 zł brutto jako najczęściej występująca w Polsce pensja, to jest sytuacja fatalna dla Polaków, ale (...) bardzo korzystna dla wielu naszych sąsiadów, tych bogatszych, potężniejszych od nas. Rezerwuar taniej siły roboczej. Otóż my takim rezerwuarem być nie chcemy i nie możemy być" - dodał szef PiS.

"To także inna kwestia: przecież Polska jest dzisiaj przedmiotem nacisku w sprawie, która odnosi się do kształtu naszego życia, do sytuacji przeciętnego Polaka, do kształtu naszego społeczeństwa. Nam proponuje się w istocie byśmy się radykalnie zmienili, byśmy stworzyli społeczeństwo multikulturowe, byśmy radykalnie ograniczyli naszą tożsamość. Każdy, kto wie, jaka jest sytuacja w wielu krajach Europy Zachodniej, to wie jedno: dla bardzo dużej części, szczególnie tej gorzej sytuowanej, to oznacza radykalne pogorszenie jakości życia" - mówił.

"I to - powtarzam - jest nam dzisiaj proponowane, przy czym to określenie proponowane jest określeniem wielce łagodnym, bo tu mamy do czynienia z naciskiem. I tu chodzi właśnie o suwerenność, bo to na pewno nie jest decyzja naszego społeczeństwa" - zaznaczył Kaczyński.

W jego opinii koncepcje George'a Sorosa, "koncepcje społeczeństw, które nie mają tożsamości, to są koncepcje wygodne dla tych, którzy mają miliardy, którzy mogą manipulować społeczeństwem". "Jeżeli nie ma mocnej tożsamości, to można ze społeczeństwem zrobić naprawdę wszystko. I my musimy obronić suwerenność także dlatego, żeby nie popaść w ten mechanizm, nie wpaść w ten wir, w ten nurt, w którym będziemy tonąć" - powiedział Jarosław Kaczyński.

"Nie należę do ludzi, którzy lubią się kąpać w oklaskach"

"Są tacy, którzy sądzą, że Prawo i Sprawiedliwość, rząd Prawa i Sprawiedliwości, prezydent Prawa i Sprawiedliwości, to są ci, którzy są gotowi sprzedać polską suwerenność" - mówił do zebranych lider.

"Otóż ja chciałem powiedzieć bardzo wyraźnie - nie jesteśmy gotowi. Jesteśmy ostatnią siłą polityczną w Polsce, która jest na to gotowa" - podkreślił.

Jak dodał "Polska może zawierać różne układy, może iść także na różne kompromisy, ale Polska musi pozostać suwerenna, musi pozostać państwem Polaków i musi być krajem, który ma szanse - szanse rozwojowe, a nie jest (...) zapleczem z tanią siła roboczą dla tych bogatszych od nas". "Na to się nie zgadzamy" - oświadczył.

"Po to doszliśmy do władzy, by te wszystkie mechanizmy, które nas niszczyły w ciągu ostatnich lat - w szczególności w ciągu tych ostatnich ośmiu lat - zostały zlikwidowane, by te negatywne procesy zostały odwrócone, by Polska odzyskiwała siłę w sobie, ale także tę siłę wobec innych i będziemy szli tą drogą" - powiedział.

Kaczyński jest przekonany, że kongres partii potwierdzi ten kierunek działania. Życzył, by wybory delegatów były wyborami celnymi. "To znaczy by kongres w sposób jednoznaczny poparł linię obrony polskiej suwerenności, polskich praw, polskich perspektyw, polskiej dobrej zmiany" - mówił.

"Proszę państwa, ja naprawdę nie należę do ludzi, którzy lubią się kąpać w oklaskach. Są tacy ludzie także i u nas, ale ja nie" - powiedział przerywając owacje sali na zakończenie wystąpienia.

"Bardzo się będę cieszył, gdy się spotkamy w dobrych, bojowych nastrojach 2 lipca, na kongresie" - dodał.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy