"Jakże musiałeś być utrudzony". Poruszające kazanie biskupa
- Panie Łukaszu, bracie, idź teraz do Tego, który obiecał, że otrze z naszych oczu każdą łzę. Idź tam, gdzie nie ma już podziałów na naszych i waszych, gdzie nie ma baniek medialnych i mrocznych ocen. Tam wszystko jest wypełnione kojącym światłem - mówił biskup sosnowiecki Artur Ważny podczas mszy pogrzebowej posła Łukasza Litewki. Duchowny zaznaczył, że zmarły "nie musiał grzmieć z mównicy, by jego głos był usłyszany". - Słyszano go w ciszy jego konkretnych czynów - podkreślił.

W skrócie
- Podczas mszy pogrzebowej posła Łukasza Litewki biskup Artur Ważny podkreślił, że "autentyczne dobro nie potrzebuje legitymacji i wielkich haseł, by czynić świat jaśniejszym".
- Biskup zaznaczył, że Łukasz Litewka był słyszany poprzez konkretne czyny, a jego śmierć pozostawiła pytania, na które odpowiada tylko nadzieja.
- W kazaniu zwrócono uwagę, że testamentem Łukasza Litewki była służba, dialog oraz budowanie wspólnoty opartej na szacunku i współczuciu.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
W kościele parafii rzymskokatolickiej pw. św. Joachima w Sosnowcu trwa msza pogrzebowa zmarłego w zeszłym tygodniu posła Łukasza Litewki. Nabożeństwu przewodniczył biskup sosnowiecki Artur Ważny, który wygłosił przed żałobnikami kazanie. W jego trakcie stwierdził, że "stoimy w ciszy która boli, ale która jest też najbardziej uczciwym miejscem spotkania".
- W obliczu takiej straty milczenie wydaje się bowiem najlepszą modlitwą. A jednak, jednak próbujemy. Z drżeniem, ale z ufnością odnaleźć puls nadziei. Szukamy go w słowach ewangelii i w tym niezwykłym, pisanym pośpiesznie, ale sercem, testamencie codzienności, który pan Łukasz zostawił nam w spadku - mówił.
Pogrzeb Łukasza Litewki. Biskup Ważny: Działał w tym świecie niczym pryzmat
Biskup podkreślił, że żałobnicy przyszli "pożegnać człowieka, który pokazał nam wszystkim, że autentyczne dobro nie potrzebuje legitymacji, wielkich haseł, ani określonych barw, by czynić świat jaśniejszy".
- Dobrze wiemy, że w przestrzeni publicznej, w której pan Łukasz spalał się z taką pasją, często spotykamy cienie. Zgiełk, niedomówienia i tą chłodną, czasem też lodowatą niechęć. On działał w tym świecie niczym pryzmat. Brał to trudne, połamane, często szare światło ludzkich losów i rozszczepiał je na barwy czystej empatii i życzliwości - powiedział podczas kazania.
Prowadzący mszę duchowny zaznaczył, że wielu patrząc na śmierć Łukasza Litewki "pyta pewnie w duchu z nutą buntu, gdzie był Bóg, kiedy młodość Łukasza tak nagle zgasła".
- Odpowiadamy na to pytanie z pokorą, ale szeptem pełnym nadziei. Bóg był i pozostaje w tym samym świetle, które Łukasz zapalił w tak wielu ludzkich oczach. To światło nie zna zachodu. Bóg nie jest reżyserem mroku, który nas tutaj dzisiaj zgromadził. On jest pierwszym, który płacze razem z nami nad tą stratą - podkreślił.
Biskup o Litewce: Musiałeś być utrudzony braniem na własne barki cudzego nieszczęścia
Biskup zwrócił się także bezpośrednio do zmarłego. - Panie Łukaszu, jakże ty musiałeś być utrudzony tym nieustannym biegiem, braniem na własne barki cudzego nieszczęścia, tą gotowością, która nie znała godzin urzędowania. Dziś Jezus mówi bezpośrednio do ciebie: Odłóż już te paczki. Wycisz telefon. Zapomnij o troskach. Przyjdź do mnie. Odpoczniesz - mówił.
- Drodzy rodzice, bliscy zmarłego. To w cieniu waszej miłości i miłości dziadków, jak mówił, Łukasz uczył się tej uważności i wrażliwości, które stały się ratunkiem dla tylu istnień. Dlatego dziś niebo otwiera się szeroko, by przytulić waszą bezgraniczną tęsknotę. Jezus obiecuje, że żadna wspólna chwila nie zostanie zapomniana, a więź, która was splątała, staje się teraz duchowym mostem przerzuconym ku wieczności, po którym wciąż możecie się przechadzać w ciszy serca - dodał.
Nie żyje Łukasz Litewka. Duchowny wspomniał o "cichej lekcji pokory"
Biskup podkreślił ponadto, że "Łukasz nie musiał grzmieć z mównicy, by jego głos był usłyszany, słyszano go w ciszy jego konkretnych czynów".
- Drodzy przyjaciele Łukasza, zmarły zostawił nam testament życia, którego stylem jest służba i dialog, a nie wykluczanie i intryga. Pokazał, że jedność - tak bardzo nam potrzebną, szanującą różnorodność - można budować przez wspólny mianownik szacunku i współczucia. To zaproszenie do odkrywania nowej twarzy naszej wspólnoty. Narodowej, kościelnej, lokalnej, sąsiedzkiej. Twarzy życzliwej i czułej - mówił.
Biskup Artur Ważny zaapelował, aby "ta cicha lekcja pokory i wrażliwości rezonowała w nas jeszcze długo po tym, jak opuścimy ten kościół a potem cmentarz". - Panie Łukaszu, bracie, idź teraz do tego, który obiecał, że otrze z naszych oczu każdą łzę. Idź tam, gdzie nie ma już podziałów na naszych i waszych, gdzie nie ma baniek medialnych i mrocznych ocen. Tam wszystko jest wypełnione kojącym światłem - podkreślił.
- Zostawiasz nas z pustką, która przejmująco boli, ale i z misją, by nie pozwolić zgasnąć temu płomieniowi dobra, który w nas wznieciłeś. Śmierć to tylko zmiana adresu, a jeśli Łukasz czeka jeszcze w przedpokoju wieczności, otwórzmy mu drzwi naszą wdzięcznością i modlitwą. Modlitwą która rodzi się dziś z naszych najszczerszych łez i tęsknoty - zakończył biskup.













