Reklama

Reklama

Jacek Jaśkowiak w RMF: Prawybory będą przeprowadzone fair

"To są wybory na poważnie, a jakie będą decyzje poszczególny osób głosujących, to jest już kwestia wtórna. Oczywiście, że będą przeprowadzone fair – tu nie mam żadnych wątpliwości, natomiast w tej pozycji startowej dużo lepszą sytuację ma pani Małgorzata Kidawa-Błońska" – tak na pytanie o to, czy prawybory w Platformie Obywatelskiej nie są ustawione, odpowiedział w Porannej rozmowie w RMF FM Jacek Jaśkowiak.

Robert Mazurek: Czy to jest poważna kandydatura? Czy pan naprawdę chciałby kandydować w wyborach prezydenckich?

Jacek Jaśkowiak: - Ja kandyduję, więc to jest jak najbardziej poważne.

"To, co się działo wokół kandydatury Jacka Jaśkowiaka było niepoważne". "Sposób podgrzewania tej kandydatury był mało profesjonalny". "To nie ma nic wspólnego z powagą". To są słowa Borysa Budki, to są słowa Rafała Grupińskiego, podobnie mówi Danuta Hübner. Politycy Platformy uważają, że to jakaś zabawa.

- Politycy są przyzwyczajeni do tego, że zgłasza się deklaracje na Facebooku. Sonduje się opinię publiczną: "Co sądzicie? A może ja? A jakie miałbym szanse". Mam do tego inne podejście, jestem z biznesu.

Reklama

Jest pan z biznesu i dlatego składa pan ofertę w kopercie?

- Nie, dlatego, że nie lubię wrzasku wokół pewnych rzeczy. Uważam, że wszystko musi mieć swój timing. Byłem też ciekaw, kto jeszcze ewentualnie złoży swoją deklarację. A ponieważ politycy tak często robią, że właśnie sondują gdzieś na Facebooku, deklarują gdzieś w mediach, robią konferencje prasowe, więc czekałem na odpowiedni moment i dopiero wtedy złożyłem swoje zgłoszenie.

Doczekał się pan komentarza europoseł Platformy Danuty Hübner, która powiedziała, że "ta koperta do końca będzie symbolem nieprzejrzystości".

- Nie będę komentował komentarzy, bo właściwie po co. To trzeba spojrzeć na to ze strony formalno-prawnej. Deklaracja została złożona w sposób prawidłowy. Organ, który został powołany do tego, by sprawdzić prawidłowość podpisów i te wszystkie inne elementy, nie miał żadnych zastrzeżeń. Na zarządzie krajowym przedstawiłem swój pomysł na kampanię i zobaczymy, co będzie dalej.

Panie prezydencie, kiedy się pan zdecydował kandydować w tych wyborach?

- Dzień przed złożeniem swojego zgłoszenia podjąłem ostateczną decyzję.

Jeżeli ktoś podejmuje decyzję o strategicznym zupełnie znaczeniu na dzień przed...

- Jest proces dochodzenia do pewnych decyzji. Pierwsze rozważania miały miejsce już rok temu. Byłem sondowany przez swoich kolegów z Platformy, byłem o to pytany przez wiele różnych osób.

Rok temu pan jednoznacznie mówił mieszkańcom Poznania: "prezydentem Poznania chcę być przez dwie kadencje i tej decyzji nie zmienię". Tak pan mówił w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej". Wtedy pan kłamał?

- Nie kłamałem, natomiast widziałem też poświęcenie moich kolegów takich jak Wadim Tyszkiewicz, czy na przykład Zygmunt Frankiewicz, którzy wystartowali do Senatu. To właśnie dzięki zaangażowaniu samorządowców mamy przewagę w Senacie. To są też pewne decyzje o znaczeniu ogólnopolskim. To jest kwestia pewnych wyborów. A jednocześnie, kiedy się widzi te wszystkie rzeczy, które w tej chwili się dzieją, które dotykają samorząd, które nas pozbawiają środków, a nowe zadania są nam wyznaczane. Poznań przez piątkę Kaczyńskiego traci 270 mln zł.

Ale oni zawsze odpowiadają, że dostajecie dużo więcej z podatków, które wpływają. Panie prezydencie, jedno pytanie.

- Przepraszam, ja muszę się odnieść. Jeżeli się słucha telewizji publicznej, no to ja mam wrażenie czasami, że ja żyję w innym świecie. To co oni mówią i to co oni robią, to są dwa zupełnie różne światy. 

To może sprawdźmy to, co mówi Borys Budka, szef klubu Platformy Obywatelskiej, który powiedział wprost - "Nie podejrzewam, że to wymyślił Jacek Jaśkowiak". Kto wymyślił pani kandydaturę w takim razie, skoro sam pan mówi, że na dzień przed zdecydował?

- Decyzję podjąłem samodzielnie, rzeczywiście po dużym zastanowieniu, po przeanalizowaniu również tego, kto jest potencjalnym kandydatem innych formacji - mam tu na myśli Lewicę, mam na myśli również Konfederację, widzę w tej chwili, jak słabe sondaże ma Andrzej Duda.

Ale pan tak naprawdę musi wygrać z Małgorzatą Kidawą-Błońską, a nie z kandydatem Konfederacji czy z Andrzejem Dudą.

- No i to pewnie będzie trudniejsze, bo my już po tych naszych poprzednich prawyborach, gdzie startował Radek Sikorski i prezydent Komorowski, widzimy, że my jednak, tak jak w "Rejsie", lubimy bardziej te piosenki, które już znamy.

No to niech pan odpowie na pytanie, czy pan jest przekonany, że te prawybory są realne, że nie są ustawione? Bo Radosław Sikorski, na którego się pan powołuje, mówił, że on już raz w prawyborach ustawionych brał udział. I teraz nie chciał.

- No Radek Sikorski ma w tym zakresie dosyć przykre doświadczenie, natomiast te wybory wtedy były inne i dzisiaj są inne...

Czy pan wierzy, że to są prawybory, które są naprawdę? Na poważnie? Że one będą fair przeprowadzone?

- To są wybory na poważnie. Czy w tym zakresie, w jakim będą decyzje poszczególnych osób głosujących - to już jest kwestia wtórna. Oczywiście, że będą przeprowadzone fair, tu nie mam żadnych wątpliwości, natomiast w tej pozycji startowej dużo lepszą sytuację ma pani Małgorzata Kidawa-Błońska. Ona jest znana...

To widać w sondażu, który mamy przed sobą, w którym byłaby druga tura - to ona i tak przegrałaby z prezydentem Dudą, ale miałaby 39 proc., a pan 30.

- O tej porze roku pięć lat temu, to prezydent Komorowski miał poparcie 76 proc., a Duda miał 7 proc. Byłem zaskoczony, kiedy zobaczyłem wczoraj te wyniki, kiedy miałem do tego się odnieść. Uważam, że to jest bardzo dobry wynik, wręcz zaskakująco dobry dla mnie na takim etapie kampanii, po zgłoszeniu mojej kandydatury właściwie w piątek w zeszłym tygodniu.

Zgłoszenie kandydatury na dzień przed naprawdę jest jakimś ewenementem, zdaje się w prawyborach światowych. Jak widzi pan np. scenę amerykańską to tam do prawyborów w obozie demokratów szykują się ludzie na dwa lata przed.

- U nas mieliśmy zupełnie inną sekwencję zdarzeń. W Polsce nie jest taki sam system jak w Stanach - prezydencki. U nas władza wykonawcza jest jednak w innym miejscu i mieliśmy wybory do parlamentu, które oczywiście były dla nas najważniejsze. W związku z tym trudno robić jest prekampanię w tego typu wyborach, jeżeli wcześniej w tym kalendarzu sekwencja zdarzeń jest taka, jaka u nas była.

Skąd pan weźmie pieniądze na prowadzenie kampanii w prawyborach? Będzie pan np. jeździł na spotkania służbowym autem?

- Nie będę. Nie zamierzam jeździć służbowym autem. Natomiast z tych informacji, które uzyskaliśmy z Małgorzatą Kidawą-Błońską wynika, że dostaniemy po 25 tys. zł na prekampanię. 

No to fura pieniędzy, że się tak wyrażę. 25 tys. złotych.

- Starczy, wie pan, my w Poznaniu jesteśmy gospodarni. Uważamy, jak wydajemy pieniądze, nie wydajemy na rzeczy zbędne, bo może zabraknąć na te potrzebne. Tak po poznańsku można z tego spokojnie zrobić dobrą prekampanię. 

Pan jest człowiekiem lewicy?

- Jestem człowiekiem centrum. Natomiast oczywiście mam sporą wrażliwość na biedę, mam sporą wrażliwość na wykluczonych i wcale się tego nie wstydzę.

Gdyby to od pana zależało - małżeństwa homoseksualne byłyby w Polsce legalne?

- To jest kwestia dyskusji. Natomiast na pewno należy zapewnić osobom, które pozostają w związkach homoseksualnych takie prawa, jakie są w małżeństwie. Mam tu na myśli przede wszystkim możliwość uzyskiwania w szpitalu odpowiedniej dokumentacji, dziedziczenia i te wszystkie inne elementy, które się z tym wiążą.

Panie prezydencie, gdyby to od pana zależało, to czy małżeństwa homoseksualne byłyby w Polsce legalne?

- Tak.

Robert Mazurek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy