Reklama

Reklama

Jacek Jaśkowiak w RMF: Nie będę atakował Małgorzaty Kidawy-Błońskiej

"Nie boję się tego wyniku. Zobaczymy, co powiedzą elektorzy, to jest ich współodpowiedzialność za wynik wyborów majowych" – w ten sposób Jacek Jaśkowiak odpowiedział w Porannej rozmowie RMF FM na pytanie, czy nie obawia się kompromitującego wyniku w prawyborach Platformy Obywatelskiej.

Robert Mazurek, RMF FM: Nie boi się pan kompromitującego wyniku w tych prawyborach? "Gazeta Wyborcza" pisze, że ma pan 9 proc. poparcia.

Jacek Jaśkowiak: - Nie boję się tego wyniku. Zobaczymy, co powiedzą elektorzy. To jest ich współodpowiedzialność za wynik wyborów majowych.

Politycy, pytani o pańskie szanse, mówią: 80 do 20 - to jest najostrożniejsza kalkulacja.

- Zobaczymy, jaki będzie wynik. Kiedy startowałem w wyborach w roku 2014, bukmacherzy obstawiali 22 do 1 na rzecz mojego poprzednika. W drugiej turze przegrał 60 do 40. Moja żona postawiła na mnie, zarobiła trochę pieniędzy.

Reklama

Gratulujemy pańskiej żonie wyczucia. Ma pan pięć dni na przekonanie nie tyle żony, ale obecnych polityków Platformy, którzy będą w liczbie 747 decydować o tym, kto będzie kandydatem partii w wyborach prezydenckich. Jak pan chce to zrobić? Przewaga wydaje się być po stronie pani marszałek Kidawy-Błońskiej.

- Ja to cały czas robię. Przede wszystkim spotykam się z elektorami, na tych spotkaniach widzę początek... Atmosfera jest inna po spotkaniu, wiele osób podchodzi do mnie i mówi, że je przekonałem. Jednocześnie też jest kwestia wzrostu rozpoznawalności. Trzecim elementem jest ta ostatnia prosta, na której się przyspiesza. Przygotowałem pewne elementy. Zobaczymy, czy one przekonają.

Ta debata, w której wziął pan udział - jakby to grzecznie powiedzieć - nieco rozczarowała. Nawet najwięksi zwolennicy Platformy uznali, że uśpiła wyborców i ich zdezorientowała. Nagle się okazało, że staje obok siebie dwoje bardzo podobnych do siebie kandydatów.

- Trudno, żeby z partii centrowej wychodziły osoby, które będą się bardzo mocno różniły w prezentowanych poglądach. To było dla mnie oczywiste. Druga rzecz jest taka, że to jest kwestia pewnej odpowiedzialności - na tym etapie absolutnie nie widzę możliwości jakiegoś mocnego atakowania Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, bo celem przede wszystkim jest wygranie wyborów majowych. Ja nie będę teraz atakował Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, gdy celem jest wygranie z PiS-em. 

Pan się po prostu wycofuje ze swoich poglądów. Przypominam sobie naszą rozmowę ponad dwa tygodnie temu, gdy pytałem pana o związki partnerskie. Pan powiedział "tak, ja podpisałbym ustawę legalizującą małżeństwa homoseksualne". Teraz pan to rozwadnia w takiej ilości wody, że spokojnie wystarczyłoby na roczne zapotrzebowanie dla Poznania.

- Nie rozwadniam tego. Są pewne tematy, które po pierwsze - budzą emocje, a po drugie, żeby rzeczywiście wejść w szczegóły, to wymaga to rozmowy innej niż taka, jak dzisiaj, gdzie pan po prostu oczekuje krótkiej, szybkiej odpowiedzi. W takich tematach, jak np. związki partnerskie czy kwestia aborcji - to nie są tematy, które można powiedzieć - tak lub nie i w tym momencie...

Wygląda na to, że pan po prostu przestraszył się swoich zbyt wyrazistych lewicowych poglądów - zarówno w sprawie związków partnerskich, jak i np. eutanazji. Nagle pan powiedział - no tak, moi koledzy z partii nie są na to gotowi, to ja będę drugą Kidawą. Po co wam dwie Kidawy? Wybieramy oryginał, a nie kopię.

- Absolutnie się z tym nie zgadzam. Rozumiem również formułę wywiadów prasowych, rozumiem również specyfikę mediów, że to jest kwestia pewnych emocji, które się budzi. Rozumiem pana podejście, czy pana kolegów i koleżanek. Z drugiej strony chodzi o pewną merytoryczną dyskusję. Ja też bym nie chciał...

Proszę nam merytorycznie powiedzieć, nam i naszym słuchaczom, ma pan 30 sekund na przekonanie ich, w czym pan jest lepszy od Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.

- Nie mam zamiaru przekonywać kogokolwiek, w czym jestem lepszy.

Czyli pan nie jest lepszy.

- Zostawiam to ocenie państwa, również wyborców.

Jeśli pan nie uważa, że jest pan lepszy to przepraszam: po co pan kandyduje?

- Czy pan dyskutuje ze swoim kolegą z innej redakcji i pan go przekonuje, w czym pan jest lepszy?

Nie, ja staram się moim słuchaczom powiedzieć...

- Czy pan próbuje jakością swojego przekazu, jakością audycji pokazać, że lepiej jest słuchać tej rozgłośni a nie innej. Ja również robię dokładnie to samo - nie będę w tym momencie...

A czym pan się różni od Małgorzaty Kidawy-Błońskiej?

- Wieloma elementami. To zostawiam też państwu ocenę. Mamy zupełnie inną ścieżkę zawodową, zupełnie inną przynależność...

Historia historią, płeć płcią... Pytam, czym pan się różni od Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w swoich poglądach? One są najważniejsze.

- Z pewnością jestem znacznie bardziej liberalny. Jestem też przedsiębiorcą. Sądzę, że lepiej rozumiem przedsiębiorców, którzy dzisiaj, w sytuacji, gdy wszyscy licytują się na świadczenia socjalne, są postrzegani bardzo różnie. Mnie to niepokoi, że Platforma od tego elektoratu swojego odchodzi. W obronie przedsiębiorców teraz już tylko wypowiada się Konfederacja. Również te kwestie, które się wiążą ze współpracą z obywatelami - ja jestem z ruchów obywatelskich, do PO wstąpiłem sześć lat temu, łączę te dwa światy, również w zakresie takich działań, które skutkują obecnością na listach Platformy Obywatelskiej...

Łączę dwa światy w działaniach, które skutkują... Nie żebym to rozumiał, panie prezydencie.

- Panie redaktorze, krótko rzecz biorąc - dążę do tego i udaje mi się to robić, by na listach PO, czy KO, były osoby z ruchów obywatelskich. Zarówno w wyborach samorządowych, ale również w tych parlamentarnych.

W takim razie, skoro pan jest tak obywatelski, to może pora ustąpić i powiedzieć: niech przyjdzie kandydat obywatelski - Szymon Hołownia jest kandydatem obywatelskim, niechże mnie zastąpi.

- Nie uważam, by Szymon Hołownia był obywatelski, ale dobrze, że osoby z mediów...

A jaki przepraszam?

- Jest osobą mediów. "Mam talent" i te różne inne historie. Zachęcony pewnie tym, co się zdarzyło na Ukrainie, stwierdził, że jak tam komik może zostać prezydentem, to tutaj może zostać dziennikarz. A mnie to bardzo cieszy, dlatego że kiedy widzę czasami pewne wypowiedzi, felietony dziennikarzy, to ja się cieszę, że oni są gotowi wejść do ringu. I wreszcie państwa przedstawiciel będzie w tym ringu i będzie mógł pokazać, że...

Dlaczego przez dziewięć miesięcy nie powiedział pan mieszkańcom Poznania, że Centralna Oczyszczalnia Ścieków w Koziegłowach uległa awarii? Przez dziewięć miesięcy pan milczał, trzymał to pan w tajemnicy. 

- Nie trzymałem tego... 

Prezydenci Platformy mają jakiś ma jakiś problem ze ściekami, prawda?

- Nie, nie trzymałem tego w tajemnicy. Po pierwsze, spółka Aquanet jest spółką, w której udziały ma nie tylko miasto Poznań, ale szereg różnych gmin.

Przez dziewięć miesięcy nic nie powiedzieliście. 

- Panie redaktorze, ale taka rozmowa... Czy pan sprawdził w ogóle, o co chodzi w tym wszystkim? Czy pan sobie zadał trud i doszedł do tego...

Panie prezydencie, czy pan odpowie na pytanie zamiast mi je zadawać?

- Nie, ja w tym momencie chcę, żeby pan tak naprawdę doszedł do pewnych szczegółów.

Czyli pan nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego przez dziewięć miesięcy ukrywał pan przed mieszkańcami...

- Jestem w stanie odpowiedzieć. Spółka Aquanet, w której miasto Poznań ma udziały, ma swoje służby prasowe, informacyjne. W tym zakresie nie miała miejsce awaria, tylko miała miejsce kontrola.

Eksplozja miała miejsce, a nie awaria, ma pan rację.

- Tak. I po tej awarii doszło do sprawdzenia przez stosowne organy...

Panie prezydencie, przez dziewięć miesięcy pan jako prezydent miasta nie powiedział mieszkańcom, że Centralna Oczyszczalnia Ścieków w Poznaniu uległa awarii.

- To nie centralna...

To się nazywa Centralna Oczyszczalni Ścieków. Ma pan rację, nie jest "centralna".

- To jest kwestia zagospodarowania osadów pościekowych.

Tak, osadów.

- I w tym zakresie osadów pościekowych doszło do takiej sytuacji, w której instalacja zamówiona w 2008 roku w sytuacji, gdy przetarg był organizowany w 2004 roku, okazało się, że pewne czujniki które sprawdzają zapylenie...

Mnie pan nie przekonał, ale mam nadzieję, że pańscy wyborcy panu uwierzyli, że przez dziewięć miesięcy nie można było o tym im powiedzieć.

- Ale nikt tego nie ukrywał w tajemnicy.

Pojedynek bokserski Jaśkowiak-Szumowski?

W internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM Robert Mazurek przekazał prezydentowi Poznania zaproszenie od ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego do walki bokserskiej. "Oczywiście, że mówię tak" - zadeklarował Jacek Jaśkowiak. "Jeżeli pan minister ma ochotę wystąpić w takiej gali, to z przyjemnością. Uważam, że jeśli to będzie pozytywny, charytatywny cel, to jak najbardziej jestem na to gotowy" - stwierdził. 

Robert Mazurek dopytywał swojego gościa również o kwestię awarii w oczyszczalni w Koziegłowach pod Poznaniem. Jak zapewniał gość RMF FM, "absolutnie nie było to trzymane w żadnej tajemnicy". Podkreślał, zakład zarządzany przez spółkę Aquanet przechodzi modernizację, a awaria nie ma negatywnych skutków dla mieszkańców stolicy Wielkopolski. 

Robert Mazurek

Opracowanie: Jonasz JasnorzewskiNicole Makarewicz, Karol Pawłowicki, Maciej Nycz

Czytaj na RMF24.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy