Agnieszka Burzyńska: Kontrapunkt gości dziś w sejmowym gabinecie prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. Widział pan dokumenty potwierdzające istnienie tajnych więzień CIA bądź też tajnych o środków CIA w Polsce? Jarosław Kaczyński: Nie widziałem żadnego takiego dokumentu i żadnych innych wiadomości - poza medialnymi - na ten temat nie miałem jako premier. Michał Kobosko: A czy Zbigniew Wasserman kiedykolwiek rozmawiał z panem na ten temat? - W trybie służbowym nigdy na ten temat nie rozmawialiśmy. Michał Kobosko: A w trybie niesłużbowym? - A w trybie niesłużbowym to z różnymi ludźmi rozmawiałem na ten temat, co to mogłoby być. Czy to są rzeczy wyssane z palca, czy może nie? Raczej zawsze dochodziliśmy do wniosku, że jednak są wyssane z palca. Michał Kobosko: Nadal pan uważa, że te rzeczy są wyssane z palca. - Tak w dalszym ciągu to jest moje przeświadczenie osobiste. Bo nie otrzymałem - a byłem w końcu premierem - żadnych potwierdzeń na ten temat, które mógłbym traktować poważnie. W trybie formalnym niczego takiego nie było. Agnieszka Burzyńska: A może pan powiedzieć z całą pewnością, że wie pan o wszystkim co Amerykanie robili na terenie szkoły wywiadu w Kiejkutach Starych? - Nie mogę tego powiedzieć. Ale też nie mogę w żadnym wypadku powiedzieć, że wiem, że robili tam cokolwiek co byłoby sprzeczne z polskim prawem. Agnieszka Burzyńska: A jak było na urlopie w Juracie? - No, nie było najlepiej z tego względu, że po drodze była Gruzja. Mieliśmy spędzać ten urlop z bratem, a brat w istocie tego urlopu nie miał. Michał Kobosko: Miał przerywany. - Nie miał. Bo nawet jak wracał, to już się zaczynało coś dziać, już były telefony, już trzeba się było łączyć z tym, łączyć z tamtym. Praktycznie rzecz biorąc można powiedzieć, że nie miał urlopu. Michał Kobosko: Ucieszył pana tan obrazek: Lech Kaczyński ramię w ramię z Tuskiem? - Ucieszył mnie jako Polaka, bo to bardzo ważna sprawa, w której prezydent i premier powinni występować razem. Michał Kobosko: A czy tak powinno być na ważnych szczytach unijnych, czy powinni być zawsze razem? - Wiele państw jest reprezentowanych zawsze razem przez prezydenta i premiera. Konstrukcja polskiej konstytucji - przypomnę, że prezydent jest najwyższym przedstawicielem polskiego państwa na zewnątrz - skłania do wniosku, że tak być powinno. Agnieszka Burzyńska: A Donald Tusk uważa, ze tak być nie powinno i zapowiada przyspieszenie zmian nad konstytucją, która ma już jasno rozdzielić kompetencje prezydenta i premiera. - Ja przypomnę, że żeby uchwalić konstytucję, trzeba mieć 2/3. Sam klub Prawa i Sprawiedliwości ma przeszło 1/3 Sejmu. Czyli krótko mówiąc tutaj do czynienia z kolejną PR-rowską kampanią medialną. Pan Donald Tusk - i to jest moje wezwanie do niego - powinien przestać zajmować się PR-em, a zająć się realnym rządzeniem Polską. Pomijanie prezydenta przy prowadzeniu polityki zagranicznej jest łamaniem konstytucji. Michał Kobosko: Czyli i wy i oni możecie siąść nad zmianami konstytucji? - Jeżeli chodziłoby o zmiany racjonalne, jeżeli Platforma Obywatelska przychyliłaby się do takich rozwiązań, które my proponujemy.. Agnieszka Burzyńska: Gdyby chciała wzmocnić władzę prezydenta? - No przecież wiecie już, że niedługo będzie prezydenta miała, więc możemy i o tym porozmawiać. Agnieszka Burzyńska: A propos wyborów: "Jestem pewien, że Lech Kaczyński ponownie wystartuje w wyborach i będzie miał w nich duże szanse. Ja sam wrócę do gabinetu premiera, każdy dzień przynosi mi tej sprawie więcej optymizmu." To pańskie słowa? - Tak. Agnieszka Burzyńska: I nadal ma pan coraz więcej optymizmu? - Tak, bo to jest taki optymizm pesymistyczny. Bo jako Polak, to jestem coraz bardziej zmartwiony. Te rządy to są rządy propagandy i prób - na razie na szczęście tylko prób - realizowania wizji, która w moim najgłębszym przekonaniu jest dla Polski skrajnie szkodliwa - począwszy od oświaty a skończywszy na prywatyzacji. Michał Kobosko: A pan jako Polak jest zmartwiony? Wydaje się, że większość Polaków nie jest zmartwiona - sondaże dla rządu są bardzo dobre. - Są bardzo dobre, tylko Polska nie powinna podejmować działań, które zmierzają do tego, żeby państwo było słabsze, naród był słabszy i społeczeństwo słabsze. A takie działania, atomizujące społeczeństwo, rozbijające państwo, chce w imię - jak rozumiem swojej liberalnej ideologii, albo z innych względów, których nie potrafię odtworzyć - przeprowadzić Platforma Obywatelska. I to uważam za skrajnie szkodliwe. Michał Kobosko: Wróży pan rozpad tej koalicji? Słyszymy sporo o tarciach między Platformą i PSL-em. - Nie, wróżę. Ja takich przesłanek nie widzę. Agnieszka Burzyńska: A wychowuje pan swojego następcę? Zapowiadał pan, że jeżeli PiS przegra wybory w 2011 roku, odejdzie pan z polityki. - Słowo się rzekło. Tutaj nie można powiedzieć, że do trzech razy sztuka. Jeżeli bym dwa razy przegrał, oznacza to, że potrzebna jest zmiana. Natomiast w żadnym wypadku nie chciałbym narzucać partii swojego następcy. W tej sprawie nie będę się wypowiadał, bo nie mam zamiaru czynić niczego, co wyglądałoby na próbę narzucania partii decyzji, po tym, gdy sam zrezygnuję. A zrezygnuję tak czy owak, bo uważam, że nie jest prawdą, że jestem dziadkiem, jak niektórzy dziennikarze są łaskawi sugerować mówiąc "czas wrzeszczących staruszków. Jeszcze nie mam sześćdziesiątki, choć jestem już w sześćdziesiątym roku życia, ale to naprawdę nie jest staruszek. Natomiast uważam, że nie należy przesadzać, bo władza - przedsięwzięcie ogromnie obciążające i fizycznie i psychicznie - jest jednak dla ludzi, którzy pewnej granicy wieku nie przekroczyli. Ale na razie jestem jeszcze w naprawdę dobrej formie i sądzę, że jeszcze parę lat dałbym radę. Agnieszka Burzyńska: A gdyby Zbigniew Ziobro chciał kandydować na prezydenta? - Gdyby Zbigniew Ziobro chciał kandydować na prezydenta w 2015 roku, to pewnie partia - już pewnie nie pod moim kierownictwem, nawet pomimo sukcesów - na pewno będzie brała to poważnie pod uwagę. Michał Kobosko: Wcześniej nie bardzo? - Kandydatem na prezydenta w roku 2010 - o ile nie nastąpią jakieś nieprzewidziane wydarzenia - będzie Lech Kaczyński. I sądzę, że będzie kandydatem z bardzo poważnymi szansami. Bo jeśli tylko do społeczeństwa dojdzie, jakim naprawdę politykiem jest Lech Kaczyński i jakim jest Donald Tusk, to ja nie mam wątpliwości, kogo społeczeństwo wybierze. Agnieszka Burzyńska: Jakiego prezydenta zobaczymy w tej kampanii? Jakim człowiekiem jest Lech Kaczyński? - Ja nie jestem Lechem Kaczyńskim i nie przygotowuję w tej chwili kampanii wyborczej. Lech Kaczyński jest człowiekiem niebywałej wręcz uczciwości, pięknego życiorysu i bardzo dużej umiejętności funkcjonowania w życiu publicznym. Społecznym, bo był człowiekiem, który kierował przez pewien czas Solidarnością. I jednocześnie jest politykiem, który naprawdę sprawdza się jako prezydent. I to zarówno w funkcjach wewnątrzkrajowych, jak i tych zewnętrznych, w których sprawdza się bardzo dobrze, wbrew temu, co usiłowano społeczeństwu wmówić. Każdy, kto obserwował ostatnią konferencję mógł łatwo zobaczyć, kto tam był w stanie skutecznie rozmawiać z partnerami, a kto sobie siedział w kącie. Agnieszka Burzyńska: A kto siedział w kącie? - To już zostawiam tym, którzy z bliska oglądali. Michał Kobosko: Czy pan już wie, kto z PiS-u będzie kandydował do Europarlamentu? - Zbieram taką listę - zgłosiło się wielu polityków. Niektórym od razu powiedziałem, że nie. Michał Kobosko: Komu i dlaczego? - Nie powiem komu. A dlaczego? Dlatego że nie znają dobrze języka. To jest warunek, który stawiam jako całkowicie bezwzględny. Agnieszka Burzyńska: Ilu politykom pan odmówił? - Kilku. Powiedziałem im, że nie spełniają warunków, albo że są potrzebni teraz w innym miejscu. Agnieszka Burzyńska: Będą odejścia do europarlamentu, ale są również powroty. - Europarlament to polityka i są tacy europarlamentarzyści, którzy świetnie funkcjonują w polityce wewnętrznej - Adam Bielan jest świetnym tego przykładem. Michał Kobosko: Ale pytamy o Jana Rokitę. Ponieważ zaczął pisać, więc wraca do polityki. Jak zresztą sam deklaruje. - Słowo jest cieniem czynów. Na razie Jan Rokita pisze. Agnieszka Burzyńska: A ma pan propozycje dla Jana Rokity? - Na razie propozycji dla Jana Rokity nie mam. To polityk bardzo utalentowany, tylko dość dziwnie skonstruowany. On retorycznie jest znakomity. Natomiast, jak przychodzi mu czymś kierować, to nigdy nie był w stanie utrzymać pozycji nawet w wymiarze wojewódzkim. Kiedy był szefem wojewódzkim partii, to zaraz przegrywał, zaraz mu tę funkcję odbierano. I to w kolejnych partiach. Ja po prostu nie wiem, czy Jan Rokita potrafi uzupełnić te swoje zdolności retoryczne, a nawet zdolności aktorskie - w dobrym tego słowa znaczeniu - zdolnościami w układaniu sobie relacji z ludźmi. Z tego co słyszę, nawet bliskich współpracowników sobie zraża. Jest to kwestia pewnej lojalności. To znaczy - jak się z kimś współpracuje, to trzeba też umieć wspomagać go w biedzie. Krótko mówiąc: potencjał Jana Rokity jest poważny, tylko jego umiejętności wymagają poważnego uzupełnienia. Agnieszka Burzyńska: Czyli na razie miejsca dla Jana Rokity nie ma. A czy znajdą się miejsca dla niepokornych, czyli Ludwika Dorna, Pawła Zalewskiego, Kazimierza Ujazdowskiego? - Ludwik Dorn jest wciąż w naszej partii. I tutaj jest właśnie to, o czym mówię - szliśmy razem przez wiele, wiele lat. Gdyby ktoś inny tak grzeszył jak on, to te wnioski byłyby o wiele dalej idące. Tu stoi pamięć o tym co było. Agnieszka Burzyńska: A czy jest jakaś szansa, aby wrócił do pierwszego szeregu? Michał Kobosko: Powinien się ukorzyć? - To jest kwestia jego decyzji. On miał propozycję powrotu do pierwszego szeregu i ją odrzucił. Co będzie teraz robił, to już zależy tylko i wyłącznie od niego. Ale musi też pamiętać, że jeśli się grzeszy wobec jakiejś grupy ludzi, to osobiste sentymenty szefa tutaj nie mogą decydować. Pewien porządek w partii jest. Tak więc nie ma mowy o żadnym ukarzaniu się, ale pewien element ekspiacyjny wystąpić tu powinien. A jeśli chodzi o pozostałych panów. To są ludzie bardzo doświadczeni, tzn. mają za sobą wiele partii. I powstaje pytanie, czy oni są gotowi zmienić? To są ludzie, którzy są w jakimś ugrupowaniu, a jak przychodzi zakręt, to oni odchodzą. Agnieszka Burzyńska: Co powinni zrobić? - Musieliby tu troszkę - tak jak Jan Rokita - zmienić się i uzupełnić swoje umiejętności. To jest problem umiejętności działania w czymś większym niż klub. Ale nie mówię o klubie parlamentarnym, tylko o takim klubie towarzysko-politycznym. Trzeba umieć działać w większej grupie i podporządkowywać się pewnym regułom, które tu obowiązują. I jeszcze jedno - jeżeli chce się mieć wpływy i władze, to trzeba też ponosić odpowiedzialność. Ich postulaty zgłoszone po wyborach były mniej więcej takie: my rządzimy, a ty bierzesz po buzi. Czyli Jarosław Kaczyński ma być na pierwszej linii, ma być atakowany, a decydować mamy my. Na coś takiego nie można się zgodzić. Ale sądzę, że oni zdecydowali się na coś innego. Oni liczą na kryzys w PO, że w pewnym momencie uda się przejąć prawicowy elektorat Platformy. I oni ciągle czekają. Nie chcę być złośliwy, ale jeżeli taka partia miałaby powstać, ja bym się wcale tym nie zmartwił. Michał Kobosko: Nie woli pan systemu dwupartyjnego? - On ma pewne mankamenty. Natomiast, gdzie kucharek sześć, tam nie ma co zjeść. Tam jest zbyt wielu przywódców. Generalicja jest rozbudowana, a żołnierzy jest mniej. Ale to któregoś dnia może się zmienić i życzę powodzenia Agnieszka Burzyńska: Podczas, gdy pan był na urlopie, rząd pracował szczególnie intensywnie. Efekt: wniosek o postawienie Wojciech Jasińskiego przed Trybunałem Stanu. Jest pan wdzięczny przyjaciołom z Platformy, że oszczędzili pańską osobę? - PO od roku 2005 w sposób niesłychanie agresywny atakowało głowę państwa. Teraz posunęli się dalej - najpierw był Ziobro i używanie prokuratury, a teraz Trybunał Stanu dla ministra, który - jeśli wolno użyć kolokwialnego określenia - na uszach stawał, żeby coś z tymi stoczniami zrobić. Michał Kobosko: A czy państwo się czują bez winy w sprawie stoczni? Jest długa lista zarzutów ze strony PO? - To jest lista zarzutów oparta na przeświadczeniu, że wszystko jest zupełnie proste. A na początku było tak, że na przykład w Stoczni Gdyńskiej nie było wiadomo ile oni mają długów. I trzeba było bardzo długo walczyć, żeby chociaż po części się zorientować, jakie te długi są. Agnieszka Burzyńska: I nie mieliście świadomości, że każdy statek przynosi straty? - Tą świadomość żeśmy mieli. Tylko nie wiedzieliśmy, a w zasadzie kierownictwo nie wiedziało, jaka jest to suma. Agnieszka Burzyńska: Dlaczego nic z tym kierownictwem nie robiliście. - W istniejących wtedy realiach żadnego kierownictwa, które mogłoby to przejąć i zacząć działać efektywnie po prostu nie było. Agnieszka Burzyńska: Nie było ludzi? - W Polsce tak jest, że w bardzo wielu sprawach ludzi nie ma. Ale tu chodziło o to, żeby te stocznie jeszcze utrzymać, a nie na przykład doprowadzić do generalnego strajku. Agnieszka Burzyńska: Wracam do ministra Grada. To wotum nieufności, to nie jest odwet? - To nie jest odwet, to jest podsumowanie jego działalności, polegające na tym, że zamiast ratować stocznie zbierał haki na ministra Jasińskiego i przygotowywał wniosek do Trybunału Stanu. W gruncie rzeczy na tym polega cała polityka PO - zamiast rozwiązywać problemy, atakuje PiS. Michał Kobiosko: W niedzielę, w Sejmie konferencja z okazji trzydziestej rocznicy istnienia Wolnych Związków Zawodowych, konferencja m.in. bez Lecha Wałęsy, bez Bogdana Borusewicza. Czy ta konferencja to pana pomysł? - Nie, to nie mój pomysł. Agnieszka Burzyńska: Bez cienia zażenowanie wygłosi pan przemówienie otwierające tą konferencję? - A dlaczego miałbym być zażenowany? Agnieszka Burzyńska: Uważając, że nie zaproszenie ważnych osobistości, twórców, to taka oczywista oczywistość. - Nie, to nie jest oczywista oczywistość. Poza tym jestem człowiekiem moralnie i psychicznie normalnym, więc obecność w moim otoczeniu ludzi, którzy mnie nieustannie obrażają, specjalnie mi nie odpowiada. Nie odpowiadam na te obraźliwe wystąpienia Lecha Wałęsy ze względu na moją ocenę jego kulturowej i społecznej kondycji, którą oceniam jako niewysoką. W związku z tym Wałęsa nie jest dla mnie partnerem. Jego obecność bardzo by mi przeszkadzała, tego nie ukrywam. Michał Kobosko: Czy zakończy pan bojkot TVN-u? - Nie widzę żadnych przesłanek by ten bojkot kończyć. Agnieszka Burzyńska: A widział pan swoich posłów krążących po korytarzach sejmowych i ustawiających się bokiem do kamery, żeby wyglądało, że jest ktoś jeszcze inny.. Trochę to żenujące. - Pani to źle interpretuje. Ja widziałem też siebie stojącego bokiem do kamery. Jak podchodzi pięć ekip z kamerami, to przecież ja nie będę ich przeganiał. Agnieszka Burzyńska: Na koniec - cóż takiego wydarzyło się, że rozmawia pan z nami, że odpowiada pan na nasze pytania. - Na razie nie odpowiadamy na pytania TVN-u. Ale jeżeli państwo się zgłaszają w tej kolejce.. Michał Kobosko: Pan nie przepadał za kontaktem z RMF-em, ani za kontaktem z "Newsweekiem". - Uważam, że wszyscy dziennikarze pracujący dla niepolskich właścicieli powinni wewnątrz, w sercu zachować dystans, powinni troszeczkę bardziej uważać. Agnieszka Burzyńska: My mamy w sercach przede wszystkim rzetelność i myślę, że rad nie potrzebujemy. Gościem Kontrapunktu był Jarosław Kaczyński.