Reklama

Grzegorz Schetyna: To byli ludzie, którzy nienawidzą

"W twarzach ludzi z drugiej strony widziałem nienawiść" - powiedział w programie "Jeden na jeden" w TVN24 Grzegorz Schetyna. Przewodniczący PO wziął wczoraj udział w manifestacji KOD pod hasłem "Stop dewastacji Polski".

Podczas wczorajszych manifestacji, marsz KOD spotkał się z manifestacją Prawa i Sprawiedliwości. Grzegorz Schetyna relacjonował w "Jeden na jeden" wczorajsze wydarzenia w stolicy.

"Brałem udział w wielu demonstracjach przez wiele dziesięcioleci ostatnich (...). Tam była naprawdę nienawiść" - powiedział Schetyna. "Hasła, krzyki, wyrazy twarzy - to byli ludzie, którzy nienawidzą" - dodał. "Po raz pierwszy coś takiego zobaczyłem" - mówił Schetyna.

Zapytany w TVN24 o to, czy nienawiść jest domeną tylko jednej strony, odpowiedział, że "w sensie agresywnej nienawiści jest z jednej strony".

Reklama

"Jeżeli to będzie w taki sposób eskalowane, w taki sposób prowadzone jak chociażby wczorajsza ustawa o zgromadzeniach, to dojdzie do eksplozji tej nienawiści" - powiedział Grzegorz Schetyna. 

"I za to odpowiedzialność biorą ci, którzy dzisiaj w taki sposób prowadzą sprawy polityczne i publiczne w Polsce, i w taki sposób łamią prawo i taką zwykłą ludzką przyzwoitość" - dodał przewodniczący PO.

"PiS chce przykryć kompromitującą przeszłość Stanisława Piotrowicza"

Grzegorz Schetyna odniósł się też w TVN24 do zapowiedzi szefa MON o odebraniu Wojciechowi Jaruzelskiemu i Czesławowi Kiszczakowi stopni generalskich.

"To jest wczorajszy pomysł PiS-u, żeby przykrywać kompromitującą przeszłość Stanisława Piotrowicza - nie mam, co do tego żadnych złudzeń, ponieważ nie ma żadnego projektu ustawy, oprócz pomysłu, który ma wybrzmieć 13-stego (grudnia), nic za tym nie idzie" - powiedział szef PO.

Dopytywany o to, czy poprze pomysł degradacji Jaruzelskiego i Kiszczaka, jeżeli powstanie projekt ustawy i będzie on zgodny z prawem, odpowiedział: "Tak to jest oczywiście możliwe, absolutnie tak".

Schetyna zastanawiał się także "dlaczego tego nie zrobiono w 2005 roku, kiedy PiS miał władzę, wtedy, kiedy żyli i Kiszczak i Jaruzelski. (...) To wtedy trzeba było być odważnym i powiedzieć to w oczy tym, którzy żyli i tym, którzy głosowali na PiS także wtedy" - dodał.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy