Reklama

Reklama

Gorąca noc w Knurowie. W ruch poszły kamienie i koktajle Mołotowa

Demonstranci obrzucili budynek komendy miejskiej w Knurowie (woj. śląskie) koktajlami Mołotowa, kamieniami i deskami. Teraz budynku pilnują funkcjonariusze, protestujący uciekli. Zatrzymano pięć osób. Zamieszki wybuchły w sobotę po śmierci kibica zranionego gumową kulą.

Jak poinformowała reporterka radia RMF FM Anna Kropaczek, wczoraj o godzinie 23. sytuacja uspokoiła się. Budynku komendy nadal pilnują funkcjonariusze. Najgorzej było po 21., gdy w stronę policjantów poleciały kamienie i koktajle Mołotowa. Zatrzymano 5 osób. Zablokowany był też wjazd do Knurowa z autostrady A1, teraz droga jest już przejezdna. 

Krwotok i wykrwawienie się - przyczyną śmierci

Wstępne wyniki przeprowadzonej sekcji zwłok wskazały, że przyczyną śmierci kibica - zranionego gumową kulą w Knurowie - były krwotok i wykrwawienie się. Opinia w tej sprawie trafiła już do prowadzącej śledztwo prokuratury w Gliwicach.

Reklama

27-latek nie miał żadnych innych ran. Wiadomo, że gumowy pocisk, który mają śledczy, przebił skórę mężczyzny w okolicy prawego ramienia. Tutaj doszło do uszkodzenia naczyń krwionośnych i właśnie to skutkowało krwotokiem wewnętrznym i prawdopodobnie zewnętrznym - powiedział prokurator Piotr Żak. Jak dodał - na razie nie wiadomo, z jakiej odległości padł strzał, ani który z policjantów strzelił do kibica. Mężczyzna osierocił kilkuletnie dziecko. Prokuratura już stara się, by opiekę prawną nad nim przekazać jego bliskim.

Będzie raport policji po interwencji

Minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska zażądała już od Komendanta Głównego Policji raportu dotyczącego zamieszek, do których doszło po sobotnim meczu w Knurowie. Ma się w nim znaleźć dokładny opis wydarzeń. Szef KGP ma wyjaśnić, czy policjanci działali w ramach ustalonych procedur, głównie dotyczących użycia broni gładkolufowej. Minister czeka też na informację, czy funkcjonariusze ostrzegli tłum, że użyją gumowych pocisków. 

- W tym raporcie, policja szczegółowo, punkt po punkcie, minuta po minucie rozpisze te wszystkie działania - zapewniła Małgorzata Woźniak z MSW. Jak dodała, działania policjantów "były reakcją na awanturę stadionową i chuligańskie zachowania kibiców obu drużyn". - Gdyby policja nie zareagowała i doszło do konfrontacji pseudokibiców, pojawiłyby się pytania, dlaczego nie zareagowała i dlaczego do starć doszło. W każdym przypadku, w którym dochodzi do łamania prawa i zakłócenia porządku publicznego, policja jest zobowiązana do podejmowania odpowiednich działań - skomentowała. Jak zaznaczyła Woźniak, z informacji, które do tej pory zostały przekazane MSW wynika, że "to zagrożenie bezpieczeństwa zawodników i kibiców spowodowało trzykrotne przerwanie meczu przez sędziego".

- Zawodnicy byli zmuszeni do opuszczenia boiska, gdy wtargnęli na nie chuligani, dążąc do konfrontacji z kibicami drużyny przyjezdnej. Policja, nie chcąc dopuścić do konfrontacji i starć pomiędzy dwiema grupami kibiców, podjęła decyzję o użyciu środków przymusu bezpośredniego. Dodajmy, że w stronę policjantów poleciały niebezpieczne przedmioty, m.in. race i petardy. Mimo wezwań te osoby, które dążyły do konfrontacji, wdarły się na murawę. Gdyby policjanci nie podjęli działań, doszłoby do starć - podkreśliła rzeczniczka MSW. 

Są pierwsze zarzuty

Do burd doszło po meczu Concordii Knurów z Ruchem Radzionków. Śmierć 27-latka była powodem zamieszek na ulicach Knurowa w sobotę oraz w niedzielę. Do tej pory zatrzymano w tej sprawie prawie 40 osób.

Zarzuty usłyszały pierwsze osoby. - Podejrzani przyznali się i zostali zwolnieni - mówił prokurator Piotr Żak. - Tym osobom, z którymi już wykonano czynności, przedstawiono zarzuty zmuszania funkcjonariuszy do odstąpienia od czynności służbowych groźbą oraz przemocą, a także zniszczenia mienia - dodał. 

(es)

Anna Kropaczek






Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy