Reklama

Reklama

Gminy reagują na słowa Kaczyńskiego. Zapowiadają kontrole i kary

Kryzys energetyczny trwa. W weekend prezes Kaczyński mówi, żeby palić wszystkim poza oponami, a wiele osób po cichu deklaruje, że tak też będzie czynić, by ogrzać domy. Jak mają się do tego prowadzone od lat antysmogowe kontrole i kary do 5 tys. zł dla tych, którzy palą w piecach zakazanymi materiałami? Sprawdzamy, czy samorządy zamierzają iść za słowami prezesa i w tym roku przymknąć oko na to, co ląduje w piecach.

Słowa prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego odbiły się szerokim echem w całej Polsce. Jedni biją na alarm, że takie wypowiedzi to próba cofnięcia społecznej mentalności o kilkanaście lat, inni zacierają ręce, że w końcu "dostali błogosławieństwo" na to, co czynili od zawsze. Co z tym fantem zrobią gminy i straże miejskie?

"Nie możemy dopuścić do sytuacji: Róbta, co chceta"

Wiesław Muszyński, burmistrz Włodawy, w rozmowie z Interią nie ma wątpliwości: na palenie wszystkim nikt oka przymykać nie będzie.

Reklama

- Na pewno będziemy sprawdzali czym palą mieszkańcy, tak jak robiliśmy to do tej pory. Myślę, że w tym roku kontroli będzie nawet więcej, bo mamy w planach zakup samochodu ze specjalistycznym oprzyrządowaniem, więc będziemy mogli jechać na konkretne osiedle, konkretną ulicę i tam dokonać pomiaru jakości powietrza - mówi Wiesław Muszyński.

Jak podkreśla, urzędnicy mają świadomość, że wielu Polaków może mieć w tym roku problemy z opałem. - Mamy na uwadze ten wyjątkowy sezon grzewczy, który nas czeka, ale nie możemy dopuścić, żeby faktycznie w piecach lądowało wszystko. Może będziemy podchodzić do sprawy nieco łagodniej, może będziemy bardziej pouczać, niż od razu karać, natomiast jeśli to się będzie powtarzało, mimo wszystko kary będą, bo musimy pamiętać o czystości powietrza, także w sezonie grzewczym. Nie możemy dopuścić do sytuacji: "Róbta, co chceta". To jest świetny tekst na miarę WOŚP, ale w opalaniu budynków się nie sprawdzi - mówi burmistrz Włodawy.

Urzędnicy z Wielkopolski podkreślają, że przyzwolenia na palenie plastikami czy innymi odpadami po prostu nie ma.

- To, co mówi prezes Kaczyński to jedno, ale są jeszcze uchwały sejmików wojewódzkich i dopuszczone do spalania na ich mocy rodzaje paliw stałych. Nic mi o tym, nie wiadomo, żeby słowa prezesa na wiecu miały większą moc niż ustanowione prawo - słyszymy w jednej z gmin w Wielkopolsce. - Na całkowitą likwidację pieców bezklasowych zgodnie z uchwałą mamy jeszcze czas. Ale już teraz nie ma i nie będzie przyzwolenia na spalanie plastików, mebli czy gumy. Nawet z powodu kryzysu - zapewnia w rozmowie z Interią jeden z urzędników.

I dodaje: - Osobiście rozumiem, że ludziom jest ciężko, wielu nie stać na węgiel, a część nie może go nawet kupić, ale proszę pamiętać, że my mamy obowiązek zareagować na każdy sygnał. A prócz tych, którzy palą w swoich piecach, są i ci, którzy mieszkają w budynkach ogrzewanych z miejskiej sieci. Co mamy im powiedzieć, jak nam zgłoszą, że widzą czarny dym z komina sąsiedniego domu? Że jest kryzys i że smrodzić można? - pyta urzędnik.

Wrocław, Poznań. Kontrole już trwają, mandaty będą się sypać

Większość gmin, z którymi rozmawiamy, rezygnować z kontroli absolutnie nie zamierza. Zwłaszcza, że już pojawiły się pierwsze niepokojące sytuacje.

- Pierwsze zgłoszenia o czarnym duszącym dymie z kominów, z prośbą o kontrolę, już otrzymujemy - przyznaje Waldemar Forysiak, rzecznik wrocławskiej Straży Miejskiej.

Od początku roku wrocławscy strażnicy przeprowadzili już ponad 2 tys. kontroli i nałożyli 51 mandatów na łączną kwotę blisko 16 tys. zł.

- Z naszej strony będziemy utrzymywali wysoką liczbę kontroli. Pewne poluzowanie przepisów (np. wprowadzenie do sprzedaży w sklepie PGG, po ponad dwóch latach zakazu, miału węglowego - red.),  a także wypowiedzi polityków, mogą spowodować zwiększoną liczbę przypadków spalania złego lub zakazanego opału lub nawet odpadów - tłumaczy Waldemar Forysiak. Jak dodaje, każdą sprawę traktują indywidualnie, a co za tym idzie, "przy ewentualnym nakładaniu lub nie mandatów, strażnicy biorą pod uwagę sytuację materialną osoby popełniającej wykroczenie, jej wiek czy stan zdrowia".

W Poznaniu drony nadal będą szukać tych, którzy palą nie tylko tym, co dozwolone. - W lutym 2021 r. została podpisana dwuletnia umowa, zgodnie z którą do końca 2022 r. należy wykonać 33 sesje pomiarowe w terminie od 15 września do 10 grudnia bieżącego roku. Termin rozpoczęcia akcji zależny jest od panujących warunków atmosferycznych - tłumaczy Magdalena Żmuda, dyrektor Wydziału Kształtowania i Ochrony Środowiska w poznańskim Urzędzie Miasta.

- Przepisy, które obowiązują, będą egzekwowane i tutaj nie ma możliwości dyskusji - dodaje Przemysław Piwecki, rzecznik poznańskiej Straży Miejskiej. 

"Do zadań kontrolnych zaangażowany będzie cały stan osobowy straży miejskiej"

Tempa kontroli nie zamierza zwalniać także Lublin. - Kontrole na terenie miasta, m.in. w zakresie spalania w piecach niedozwolonych substancji, czy spalania odpadów na wolnym powietrzu, przeprowadza Straż Miejska Miasta Lublin w ramach EkoPatrolu. W nadchodzącym sezonie EkoPatrol będzie realizować zadania zgodnie z obowiązującymi przepisami - informuje Anna Czerwonka z biura prasowego Prezydenta Miasta Lublina.

Podobnie działać zamierzają tomaszowscy strażnicy miejscy. - Straż Miejska w Tomaszowie Mazowieckim na podstawie spostrzeżeń własnych, zgłoszeń mieszkańców oraz na podstawie wskazań czujników Airly w tym sezonie, tak jak w poprzednich, będzie dokonywać kontroli palenisk, a w przypadku stwierdzenia palenia niedozwolonym opałem będzie wdrażać stosowne środki: pouczenia, postępowanie mandatowe, kierowanie wniosków do sądu o ukaranie - mówi Joanna Grześkowiak, rzeczniczka tomaszowskiego Urzędu Miasta.

Jak dodaje, w sytuacjach niejasnych będą pobierane próbki z palenisk i przesyłane do badania laboratoryjnych. - Do działań tych będzie zaangażowany cały stan osobowy straży miejskiej w ramach codziennej służby - przekazuje Interii Grześkowiak.

"Karanie babci za to, że pali czymś innym, bo nie stać jej na węgiel, jest niemoralne"

Nie wszyscy będą w tym sezonie grzewczym jednak tak restrykcyjni. W jednej z gmin w centralnej Polsce słyszymy, że chociaż do tej pory urzędnicy sprawdzali czym palą w piecach mieszkańcy, w tym roku od kontroli odstępują.

- Nie wyobrażam sobie, że karzemy mandatem babcię, która kupiła na całą zimę tyle węgla na ile było ją stać i żeby nie zamarznąć, pali w piecu nie tylko przeznaczonym do tego opałem. To byłoby niemoralne - mówi nam jeden z urzędników.

Zastrzega jednak, że także i u nich, "nikt nie zachęca do brania słów prezesa do serca". - Każdy z nas chce oddychać czystym powietrzem, więc czym innym jest sytuacja wspomnianej staruszki, a czym innym kogoś, kogo stać na opał, ale pali śmieciami, bo ma taki kaprys. Dlatego głośno o braku kontroli w tym sezonie nie mówimy. Bo nie chcemy, żeby ludzie "popłynęli". Wielu by tę sytuację wykorzystało - zaznacza urzędnik.

A że Polacy "popłynąć" potrafią, przekonywali w rozmowie z Interią aktywiści Alarmu Smogowego. Z ich relacji wynika, że przez lata w polskich piecach znaleźć można było wiele rzeczy, których nigdy być tam nie powinno, jak pampersy, niedopalone znicze, plastikowe butelki czy nasączone olejem szmaty. Zdaniem aktywistów takie wypowiedzi jak ta sobotnia prezesa Kaczyńskiego, to "próba cofnięcia społecznej mentalności o kilkanaście lat".

A było już lepiej. "Kryzys energetyczny może wszystko zepsuć"

Bo dane straży miejskich z ostatnich lat napawały pewnym optymizmem.

- Zgłoszeń mieszkańców o nieprzestrzeganiu przepisów antysmogowych z każdym rokiem było znacznie mniej. Nakładaliśmy też stosunkowo mało mandatów. Świadomość społeczna rosła - słyszymy od zajmujących się kontrolami strażników miejskich.

Wrocławska straż miejska w ubiegłym sezonie grzewczym, liczonym od 1 października 2021 do 28 kwietnia 2022 roku, przeprowadziła prawie 8,5 tys. kontroli, w czasie których wystawiła 70 mandatów na łączną kwotę nieco ponad 21 tys. zł. Dziewięciu właścicieli pouczono, do sądu trafiły cztery wnioski o ukaranie. Do tego 9 tys. kontroli "kominowych" z wykorzystaniem dronów. Na pobranych ponad 51 tys. prób wykryto 268 nieprawidłowości. W Lublinie wystawiono 57 mandatów karnych na łączną kwotę blisko 10 tys. zł na ponad 1 tys. przeprowadzonych kontroli.

- Teraz spodziewamy się niestety zmian na gorsze. Nie tylko ze względu na takie zachęty jak ta z weekendu, ale także ze względu na ceny opału i problemy z jego dostępnością. Kryzys energetyczny może wszystko zepsuć - przewidują funkcjonariusze straży miejskich.

Czym palić nie wolno? Lista rzeczy zakazanych

Tym, co jest dozwolone i czym możemy palić określa jasno ustawa antysmogowa. Na liście rzeczy zakazanych znajdują się m.in.: tworzywa sztuczne, odpady, opony, pudełka po lakierach, lakierowane drewno czy płyty meblowe.

Interia Kobieta: Czym nie wolno palić w piecu? 

Zgodnie z przepisami osoby prywatne mogą być kontrolowane w godzinach od 6:00 do 22:00, a w firmach kontrola może odbywać się przez całą dobę. Patrol ma prawo wejść do kotłowni i sprawdzić, czym palimy w piecu.

Za naruszenie przepisów ustawy grozi mandat w wysokości do 500 zł. Sprawa może być także skierowana do sądu. Wówczas łamiącemu przepisy grozić może kara aresztu albo grzywny, nawet do 5 tys. zł. Nie zezwolenie na przeprowadzenie kontroli zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat 3.

Irmina Brachacz

Irmina.brachacz@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy