Film i list szefa MON do ukraińskich mediów. Apel w sprawie UPA
- Nie chodzi o upokorzenie Ukrainy. Chodzi o gest dojrzałości, odpowiedzialności i szacunku wobec narodu, który w momencie najtrudniejszym stanął przy Ukrainie - podkreślił Władysław Kosiniak-Kamysz, apelując do Kijowa o ponowne rozważenie decyzji o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia "Bohaterów UPA". Jak dodał, państwowa gloryfikacja tej formacji jest dla Polaków "nie do przyjęcia".

W skrócie
- Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz wezwał Ukrainę do ponownego przeanalizowania decyzji o nadaniu jednostce wojskowej imienia Bohaterów UPA, podkreślając, że ten gest jest dla Polaków nieakceptowalny.
- Wiceszef MON zaznaczył, że Polska od początku wojny wspiera Ukrainę, jednak upamiętnienie UPA odnosi się bolesnych wydarzeń historycznych i budzi sprzeciw w Polsce.
- Decyzja Zełenskiego spotkała się z reakcją polskich władz, w tym zapowiedzią odebrania Orderu Orła Białego oraz protestami, choć niektórzy politycy zalecili powściągliwość, wskazując na ryzyko sprzyjania Rosji.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Władysław Kosiniak-Kamysz opublikował treść wystąpienia w swoich mediach społecznościowych, a także na stronach swojego resortu, dołączając także nagranie. Film ten został - wraz z tożsamym listem - przesłany ukraińskim mediom.
Szef MON podkreśla w nim, że Polska od początku rosyjskiej inwazji wspiera Ukrainę, udzielając jej pomocy humanitarnej, wojskowej, logistycznej i politycznej.
Wicepremier dodał, że "wolna Ukraina to także bezpieczeństwo Polski i całej naszej części Europy", jednocześnie oceniając, że decyzja o uhonorowaniu Ukraińskiej Powstańczej Armii budzi w Polsce "głęboki ból, niepokój i sprzeciw".
Szef MON przyznał, że dla części Ukraińców formacja ta może być symbolem walki z sowieckim zniewoleniem, jednak dla Polaków pozostaje przede wszystkim wspomnieniem zbrodni popełnionych na ludności cywilnej podczas rzezi wołyńskiej.
- W latach 1943-1945 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej zamordowano dziesiątki tysięcy Polaków. Kobiety, dzieci, osoby starsze. Mordowano całe rodziny i wsie. Wiele ofiar. Do dziś nie ma grobów, krzyży ani miejsca, gdzie ich bliscy mogliby zapalić znicze. Tego bólu nie da się unieważnić. Ludobójstwo pozostaje ludobójstwem - dodał.
"Ukraina ma własnych bohaterów". Szef MON proponuje rozwiązanie
Szef MON zwrócił uwagę, że zbrodnie UPA nie były dziełem całego narodu ukraińskiego; przypomniał o Ukraińcach, którzy ratowali Polaków i sprzeciwiali się przemocy. Według niego, "to oni są prawdziwymi bohaterami. Ludzie, którzy w czasach terroru wybrali człowieczeństwo". - Dlatego tym bardziej trudno jest nam zrozumieć wynoszenie UPA na sztandary współczesnego państwa ukraińskiego - dodał.
Według Kosiniaka-Kamysza współczesna Ukraina ma własnych bohaterów - żołnierzy walczących przeciw rosyjskiej agresji. Jak ocenił, nie potrzebują oni patronów, którzy "dzielą sojuszników i ranią pamięć rodzin ofiar".
- Ma żołnierzy, którzy bronią Charkowa, Donbasu, Zaporoża, ukraińskiego nieba. Ich odwaga zapisuje wielką kartę historii - zaznaczył.
Szef MON podkreślił, że decyzja Zełenskiego szkodzi "nie tylko relacjom polsko-ukraińskim, ale szkodzi także samej Ukrainie". - Dlatego apeluję do władz Ukrainy o ponowne rozważenie tej decyzji i znalezienie takiej formy uhonorowania współczesnych ukraińskich żołnierzy, która nie będzie raniła pamięci polskich ofiar - powiedział.
- Nie chodzi o upokorzenie Ukrainy. Chodzi o gest dojrzałości, odpowiedzialności i szacunku wobec narodu, który w momencie najtrudniejszym stanął przy Ukrainie. Polska pozostanie po stronie Ukrainy w walce z rosyjskim imperializmem. Ale prawdziwa przyjaźń wymaga prawdy. A prawda jest taka: dla Polaków państwowa gloryfikacja UPA jest nie do przyjęcia - dodał.
Afera o upamiętnienie UPA. Polska reaguje na decyzję Zełenskiego
Przypomnijmy, że Wołodymyr Zełenski wydał w ubiegłą środę dekret, w którym poinformował, że nadał imię "Bohaterów UPA" Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych "Północ", czyli elitarnej jednostce wchodzącej w skład ukraińskiej armii.
Prezydent Ukrainy argumentował swoją decyzję, twierdząc, że uczynił to "w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy". Decyzja ta oburzyła jednak Polskę, ponieważ organizacje OUN i UPA oskarżane są o dokonywanie na Wołyniu zbrodni ludobójstwa na Polakach.
Na wydanie dekretu zareagowało polskie MSZ, które wezwało ukraińskiego ambasadora Wasyla Bodnara. Z kolei prezydent Karol Nawrocki zapowiedział uruchomienie procedury odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego, który przyznał mu Andrzej Duda. Zareagował również były ambasador Polski w Ukrainie Bartosz Cichocki, który na znak protestu zwrócił ukraińskie odznaczenie "Za zasługi".
Nieco łagodniej do sytuacji podszedł premier Donald Tusk, który zwrócił uwagę, że wzbudzanie konfliktów między Polską a Ukrainą jest działaniem na rzecz Rosji. W podobnym tonie wypowiedział się również marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty.















