Reklama

Reklama

Ekspert: Niemcy niechętne bazom NATO w Polsce

Piątkowe spotkania Andrzeja Dudy w Berlinie będą miały kurtuazyjny charakter; chodzi o zasygnalizowanie tego, co nurtuje nowego prezydenta Polski - powiedział politolog prof. Erhard Cziomer. Dodaje, że Niemcy są niechętne stałym bazom NATO w Polsce, bo chcą m.in. poprawy relacji z Rosją.

- To wizyta inauguracyjna, spotkania kurtuazyjne, tam chodzi o zasygnalizowanie tego, co nurtuje nowego prezydenta Polski. Jeśli chodzi o bazy, jest to perspektywa długofalowa, musimy pamiętać, że w Niemczech bazy były budowane od końca lat 40-tych, początku lat 50-tych, a największa baza Ramstein to jest około 100 tys. ludzi. (USA) jest to trzeci, czy czwarty pracodawca niemiecki, jeśli chodzi o komunalne instytucje - podkreśla ekspert.

Jak mówi, Niemcy są niechętne bazom także z innego powodu.

- Chodzi o układ stanowiący Rosja-NATO, tam było powiedziane w 1997 roku - a to była zgoda Rosji na poszerzenie NATO - że znaczne oddziały wojskowe nie powinny stacjonować poza Niemcami - zaznacza prof. Cziomer.

Reklama

Dodaje, że Niemcy chciałyby m.in. poprawić stosunki z Rosją.

- Dlatego instalacja baz, jeśli będzie przedmiotem rozmów, będzie bardzo długofalowa - mówi ekspert. 

Pieniądze dla Ukrainy

Odnosząc się do podniesionej przez prezydenta Dudę kwestii zmiany formatu rozmów dot. Ukrainy, prof. Cziomer ocenił, że "szanse szybkiego przystąpienia Polski do tego formatu nie są duże".

Jak zaznacza, z uczestnictwem w rozmowach wiąże się m.in. konieczność świadczeń finansowych dla Ukrainy.

- Polska zaoferowała bardzo znikome środki, do tej pory 100 mln euro na 10 lat, a Niemcy już miliard - podkreśla.

Prezydent Andrzej Duda powiedział w niedzielę, że podczas piątkowej wizyty w Berlinie będzie chciał poruszyć temat zmiany formatu rozmów dot. Ukrainy.

-  Mogłyby brać w nich udział także USA i sąsiedzi Ukrainy - mówił prezydent.

- Jeśli w przededniu wizyty nagłaśnia się pewne sugestie przez media, to znaczy, że chyba się w to nie wierzy albo wątpi. To jest w dużej mierze także na użytek wewnętrznej opinii publicznej, w Polsce toczy się kampania wyborcza, jest to temat, który podchwytują później publicyści jednej i drugiej strony - zauważa ekspert.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje