Reklama

Reklama

Eksperci oceniają prezydenturę Bronisława Komorowskiego

Bronisław Komorowski przejdzie do historii jako prezydent mało aktywny, niewyrazisty, podporządkowany wizji politycznej Donalda Tuska - uważa dyrektor programowy Klubu Jagiellońskiego Marcin Kędzierski. Z kolei Aleksander Smolar, politolog, prezes Fundacji Batorego twierdzi, że Komorowski zostanie zapamiętany jako prezydent szlachetny, który zabiegał o reformy i zasypywanie podziałów między Polakami.

6 sierpnia Bronisław Komorowski kończy swoją pięcioletnią kadencję. Marcin Kędzierski ocenia, że jako prezydent - Komorowski "nie wykorzystał swojej szansy, pozostając w cieniu Donalda Tuska".

Zdaniem eksperta ponad siły Komorowskiego okazało się zbudowanie wokół Belwederu "autonomicznego wobec rządowego ośrodka politycznego", który umożliwiłby mu odegranie istotnej roli; zaważyło na tym m.in. niezdecydowanie prezydenta. "Komorowski próbował najpierw oprzeć się o siły liberalno-lewicowe, gromadząc wokół siebie środowiska związane z dawną Unią Wolności oraz młodych liberałów skupionych wokół "Projektu: Polska" - powiedział.

Reklama

Później, w ocenie Kędzierskiego, Komorowski zmienił jednak strategię i zaczął zabiegać o poparcie środowisk konserwatywnych. - Prezydent zbliżył się wówczas z postaciami, kojarzonymi z centroprawicowym segmentem obozu władzy, Jarosławem Gowinem czy Grzegorzem Schetyną, i postawił na retorykę "nowoczesnego patriotyzmu" - powiedział. Pod koniec prezydentury - zdaniem Kędzierskiego - Komorowski znów przesunął się jednak na lewo, co symbolizują jego podpisy pod ustawą o in vitro czy konwencją antyprzemocową.

"Lawirowanie pod dyktando rządu niż świadome wybory"

Według eksperta Klubu Jagiellońskiego zmiany te negatywnie wpływały na wiarygodność prezydenta i sprawiały wrażenie "raczej lawirowania pod dyktando rządu niż świadomych wyborów". Jak przekonywał, prezydent Komorowski nie wykorzystał również szansy na przejęcie politycznej inicjatywy, jaką stanowiła zmiana na stanowisku premiera. Zdaniem Kędzierskiego "zabrakło mu na to sił i politycznego temperamentu".

Wysoką popularność Komorowskiego w sondażach, utrzymującą się niemal przez całą jego kadencję, Kędzierski tłumaczy właśnie niską aktywnością. - Zadziałała ta sama zasada, zgodnie z którą lubimy ludzi, których dobrze nie znamy, bo nie zrobili nic, za co moglibyśmy przestać darzyć ich sympatią - ocenił.

- W momencie, w którym prezydent zaczął być aktywny, w czasie kampanii, powoli zrażał do siebie kolejne grupy społeczne, co miało swoje zwieńczenie podczas II tury wyborów prezydenckich. Tak naprawdę Andrzej Duda tych wyborów nie wygrał, tylko Bronisław Komorowski swoimi działaniami, swoją arogancją, te wybory przegrał  - dodał.

"Komorowski nie sprawdził się w roli mediatora"

Jak zauważył Kędzierski, prezydent "próbował w pierwszych latach odwoływać się do środowisk intelektualnych, inicjować debatę ekspercką", jednak działania te okazały się z czasem "jednostkowe i niesystematyczne". Zdaniem Kędzierskiego prezydentury Komorowskiego nie sposób zaliczyć do udanych także z perspektywy otwarcie deklarowanych przez niego priorytetów, takich jak dialog i "łączenie Polaków". Komorowski nie sprawdził się także w roli mediatora w sytuacjach kryzysów czy niepokojów społecznych - ocenił ekspert.

Dyrektor programowy KJ pozytywnie ocenił natomiast poczynania prezydenta w obszarze polityki rodzinnej. - Zmieniło się dużo na plus - chodzi m.in. o Kartę Dużej Rodziny, zmianę zasad przyznawania świadczeń rodzinnych oraz wydłużenie urlopów macierzyńskich - przyznał. Jak podkreślił, zmiany te stanowią w większym stopniu zasługę ministra pracy i polityki społecznej Władysława Kosiniaka-Kamysza niż Komorowskiego, jednak Komorowski "stworzył dla nich dobry klimat".

Do mocniejszych stron prezydentury Kędzierski zaliczył również politykę obronną. Jako wart odnotowania wymienił przede wszystkim stworzony wspólnie z szefem MON Tomaszem Siemoniakiem plan modernizacji polskich sił zbrojnych do roku 2022. Do sukcesów można też, jego zdaniem, zaliczyć podwyższenie do poziomu 2 proc. PKB wydatków publicznych na armię, acz - jak zaznaczył - "była to po prostu realizacja zobowiązań podjętych przez Polskę podczas szczytu w Newport".

"Błędne były same założenia polityki zagranicznej"

Zdaniem Kędzierskiego zdecydowanie na minus należy natomiast zapisać Komorowskiemu politykę międzynarodową. Jak ocenił, "prezydent próbował oprzeć pozycję Polski o dwie struktury - Trójkąt Weimarski (Niemcy-Francja-Polska) i Trójkąt Królewiecki (Polska-Niemcy-Rosja)", jednak "ta koncepcja polityczna nie przyniosła spodziewanego rezultatu".

Według eksperta KJ Komorowski zaniedbał przy tym relacje z partnerami z Europy Środkowo-Wschodniej. - Tak jak poprzedni prezydenci - Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński - bardzo intensywnie zabiegali o współpracę z krajami naszego regionu, tak Bronisław Komorowski zarzucił ten kierunek - zaznaczył. Zdaniem Kędzierskiego "zasługą" Komorowskiego są najgorsze od kilkunastu lat relacje z Litwą czy Czechami". - Nasi sąsiedzi poczuli, że Polska nie jest nimi zainteresowana, ponieważ woli patrzeć na silniejszych od siebie: Niemcy, Francję czy Rosję - podkreślił. Jego zdaniem błędne były same założenia polityki zagranicznej prowadzonej przez prezydenta, ponieważ "interesy Niemiec, Francji i Rosji są rozbieżne z polskimi".

"Duda ma szansę stworzyć formułę aktywnej prezydentury"

Jak ocenił Kędzierski, słabość Komorowskiego nie zaważy raczej na prezydenturze Andrzeja Dudy. - Tak jak ogromnym obciążeniem dla premier Ewy Kopacz jest fakt, że jej poprzednikiem był Donald Tusk, który był bardzo sprawnym politykiem, na tle którego wypada po prostu blado, tak dla Andrzeja Dudy mało wyrazisty poprzednik będzie ułatwieniem w budowaniu swojej politycznej pozycji - przekonywał. - Po prezydencie, który był mało aktywny, który był traktowany raczej jako wykonawca polityki Donalda Tuska, Duda ma szansę stworzyć pewną formułę aktywnej prezydentury - dodał.

 Z kolei zdaniem Aleksandra Smolara była to udana prezydentura. Główną zaletą i najważniejszym jej elementem było, według politologa, "dążenie do ucywilizowania stosunków politycznych w Polsce".

- Była to prezydentura otwarta i łagodna, poszukująca konsensusu pomiędzy najważniejszymi siłami politycznymi - podkreślił Smolar. - Szkoda, że to dążenie prezydenta nie doczekało się odpowiedzi po stronie największej partii opozycyjnej - dodał.

Prezes Fundacji Batorego uważa, że dzięki Komorowskiemu ośrodek prezydencki przyjął "proreformatorską postawę, stawiającą problemy i wyzwania przyszłości w centrum swojej uwagi". Choć, jak przyznał Smolar, prezydent nie wyartykułował tego wprost, "w sposób oczywisty zabiegał on o reformy w tych kwestiach, o których wielokrotnie mówili ekonomiści jako o zaniedbaniach ze strony rządu Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, dotyczących problematyki finansowej i gospodarczej".

"Prezydent zapłacił za swoją niezależność wobec Kościoła"

Pozytywnie prezes Fundacji Batorego ocenił również politykę zagraniczną odchodzącego prezydenta, prowadzoną - jak to określił - w tercecie z premierem i ministrem spraw zagranicznych. Na szczególną pochwałę zasługuje, zdaniem Smolara, aktywna rola prezydenta w polskiej polityce wschodniej, realizowana "w duchu kontynuacji wobec poprzedników, w tym zwłaszcza Lecha Kaczyńskiego". Jak mówił politolog, we współpracy z premierem i szefem MON Komorowski odegrał również istotną rolę w polityce bezpieczeństwa i obrony kraju.

Do atutów prezydentury Smolar zaliczył wkład Komorowskiego w debatę nad zaniedbywanymi przez rząd kwestiami światopoglądowymi oraz prawami mniejszości - m.in. zapłodnienia pozaustrojowego oraz związków partnerskich. Jak podkreślił, zasługi odchodzącego prezydenta w tej sferze są tym bardziej warte docenienia, iż "był on zawsze utożsamiany z konserwatyzmem i katolicyzmem".

- Na pewno stały za tym pewne kalkulacje polityczne (żeby zdobyć lewicowego wyborcę), ale też przekonania demokraty, wyraźnie słyszalne w wypowiedziach formułowanych przez niego w dialogu - by nie powiedzieć polemice - z wysokimi dostojnikami Kościoła - ocenił Smolar. Jego zdaniem Komorowski próbował prowadzić swoistą "pedagogikę demokratyczną, tłumacząc, że jedną sprawą jest wyznanie, a drugą prawodawstwo w państwie demokratycznym, które musi uwzględniać interesy i przekonania różnych grup obywateli". - Prezydent zapłacił za swoją niezależność wobec Kościoła cenę w postaci niechętnej postawy hierarchów, symbolizowanej przez odmowę uczestnictwa metropolity warszawskiego abp. Nycza w mszy dziękczynnej za Bronisława Komorowskiego - dodał.

"Wprowadzenie JOW-ów w świeżej demokracji dalece szkodliwe"

Do mniej udanych stron prezydentury prezes Fundacji Batorego zaliczył zdolność Komorowskiego do wpływania na politykę rządu. Wynika to, jak podkreślił, przede wszystkim z ograniczonych konstytucyjnych uprawnień prezydenta, jednak w ich ramach "mógłby uczynić więcej". - Prezydent miał wśród swoich doradców wielu ludzi zasłużonych, ważnych, jego środowisko organizowało masę różnych konferencji i debat, natomiast za mało było tam kreatywności i presji na rząd - ocenił ekspert.

Prezydenturę Komorowskiego charakteryzowała ponadto - zdaniem politologa - znaczna doza zgodności z linią Donalda Tuska, która "wynikała nie z dyscypliny partyjnej, lecz z naturalnej zgodności poglądów człowieka ze środowiskiem, z którego się wywodzi". Ze względu na tę sytuację "elementarnej zgodności z premierem", jego osiągnięcia "nie są tak jaskrawe" - ocenił. Według niego przegrana z Andrzejem Dudą w drugiej turze wyborów "pozbawiła Komorowskiego szansy na pozostawienie wyraźniejszego piętna na historii Polski". - Przy założeniu, że wygra PiS, co dziś wydaje się rzeczą bardzo prawdopodobną, rola prezydenta z przeciwnego obozu politycznego stałaby się zarazem trudniejsza i ważniejsza - jako element przeciwwagi i kontroli dla polityki rządu - podkreślił.

Na krytykę zasługuje - według Smolara - prezydencka inicjatywa rozpisania referendum dotyczącego wprowadzenia w Polsce jednomandatowych okręgów wyborczych, zmiany systemu finansowania partii oraz zasady rozstrzygania wątpliwości prawnych na korzyść podatnika. "Wprowadzenie JOW-ów w świeżej stosunkowo demokracji jest dalece szkodliwe, a odebranie partiom publicznego finansowania grozi korupcją polityczną" - ocenił. Przez tę pośpieszną i nieprzemyślaną - zdaniem politologa - inicjatywę, "bilans prezydentury Komorowskiego mógł zawisnąć na włosku w wyniku tego referendum".

- Jeżeli - na znak protestu przeciw całej klasie politycznej - przyjęta zostanie koncepcja JOW-ów oraz koncepcja odebrania publicznego finansowania partiom politycznym, to może się okazać, że to Bronisław Komorowski okaże się politykiem, który podważył istotne fundamenty III RP - podkreślił.

Pytany o przyczyny porażki wyborczej Komorowskiego, Smolar ocenił, iż kluczowe znaczenie należy przypisać zużyciu politycznemu obozu rządzącego jako całości. Na wynik wyborów wpłynął według niego "naturalny efekt wahadła". - W demokracji ludzie głosują przeciwko władzy nie dlatego, że jest zła, ale dlatego, że po prostu są już nią znudzeni, zmęczeni widokiem ciągle tych samych twarzy w mediach itd. - podkreślił.

"Rządzący nie realizowali wielu obietnic"

Od Platformy - uważa Smolar - zaczął odchodzić ponadto jej twardy elektorat. - Rządzący nie realizowali wielu obietnic, PO stawała się w coraz mniejszym stopniu partią liberalną - podkreślił politolog. Jego zdaniem rozczarowali się także ci, którzy "oczekiwali od PO rozliczenia rządów PiS-u". W efekcie "wielu jej wyborców głosowało na innych kandydatów, np. na Kukiza, albo nie poszło w ogóle głosować" - dodał.

Komorowskiego obciążyły także "afery, które towarzyszyły Platformie" - ocenił Smolar. "Szczególnie istotną rolę odegrała afera podsłuchowa, w której nie było nic skandalicznego, co dowodziłoby np. korupcji na znaczącą skalę. Były wulgarne słowa, niedyplomatyczne analizy - ale przecież padały w rozmowach prywatnych - oraz wystawna konsumpcja kosztem podatnika" - zaznaczył. "Komorowski nie miał z tym nic wspólnego, ale po odejściu Tuska, to on, a nie Ewa Kopacz stał się naturalnym symbolem obozu rządzącego" - dodał.

Zdaniem prezesa Fundacji Batorego nieumiejętnie poprowadzono ponadto kampanię wyborczą odchodzącego prezydenta. - Rozpoczęła się zbyt późno i niemrawo. Przyświecało jej przekonanie, że zwycięstwo jest oczywiste, co spowodowało marną dynamikę kampanii. Zbyt dobre samopoczucie obozu prezydenckiego mogło zirytować część wyborców, którzy poczuli, że skoro zwycięstwo jest w kieszeni, to ich głosy nie są ważne - wyliczał. Zdaniem prezesa Fundacji Batorego do porażki mógł przyczynić się również łagodny przekaz kampanii wyborczej prezydenta. - Bronisław Komorowski nie chciał prowadzić agresywnej, negatywnej kampanii. Można powiedzieć, że dobrze to o nim świadczy, ale jednocześnie było to jednym ze źródeł porażki - podkreślił.

"Zdumiewająca niemrawość i pasywność po stronie PO i rządu"

Po trzecie wreszcie, zdaniem politologa, o porażce przesądził brak mobilizacji po stronie zaplecza Komorowskiego, a przede wszystkim "zdumiewająca niemrawość i pasywność po stronie PO i rządu". - Poza jednym wystąpieniem otwierającym kampanię wyborczą Komorowskiego nieobecna była premier i przewodnicząca Platformy Ewa Kopacz, tak jakby te wybory jej nie dotyczyły. Bierność struktur partyjnych PO wyraźnie kontrastowała z aktywnością polityków PiS-u - zauważył.

Na pytanie o polityczną przyszłość Komorowskiego, Smolar odparł, iż "dziś, po tym, gdy prezydent zrezygnował z kandydowania do parlamentu, pozostała mu rola ważnego głosu w debacie publicznej, autorytetu, oraz możliwość wpływania na pewne elementy polskiej polityki wschodniej czy relacji polsko-ukraińskich poprzez instytut, którego założenie zapowiedział". - Komorowski nie zaangażuje się już raczej w aktywną politykę - uważa politolog. Nie jest też - jego zdaniem - "politykiem, który może aspirować do stanowisk międzynarodowych".

Jak oceniasz prezydenturę Bronisława Komorowskiego? Zapraszamy do dyskusji!


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy