Reklama

Reklama

Eksperci nie są zgodni co do interpretacji przepisów dot. szczytów unijnych

Zdaniem prof. Jana Barcza Polskę na posiedzeniach Rady Europejskiej może reprezentować tylko prezydent lub premier . Profesor Genowefa Grabowska uważa z kolei, że przywódców mogą zastąpić upoważnieni do tego ministrowie.

O tym, że - zgodnie z regulaminem Rady Europejskiej - w posiedzeniach Rady biorą udział prezydenci lub premierzy jest przekonany prof. Jan Barcz z katedry prawa międzynarodowego i prawa UE Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. Zdaniem specjalistki w zakresie prawa międzynarodowego z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach prof. Genowefy Grabowskiej reprezentować Polskę może inna upoważniona do tego osoba.

O możliwości, by kraj reprezentował minister, wspomina również - w orzeczeniu z 2009 roku - Trybunał Konstytucyjny.

Reklama

Prezydent Andrzej Duda zdecydował, że pierwsze posiedzenie Sejmu odbędzie się 12 listopada. Prezydent będzie uczestniczył w tym posiedzeniu, podobnie jak premier Ewa Kopacz, która zgodnie z konstytucją powinna wtedy złożyć dymisję.

Również 12 listopada na Malcie odbędzie się zwołany przez szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska nadzwyczajny, nieformalny szczyt UE, który zajmie się kryzysem związanym z napływem uchodźców do Unii. Tusk poinformował o tym we wtorek. Szczyt odbędzie się bezpośrednio po szczycie państw UE i państw afrykańskich na Malcie.

Według Barcza, regulamin Rady Europejskiej "jasno stwierdza, że w posiedzeniach Rady Europejskiej bierze udział prezydent lub premier - szef państwa lub rządu danego państwa". "Regulamin Rady doprecyzowuje, że jeżeli z jakiegoś państwa (...) prezydent albo premier nie może brać udziału, można przekazać prawo głosu - jeżeli miałoby być głosowanie na jednego z kolegów - prezydenta lub premiera innego państwa. Dopóki utrzymane jest kworum na poziomie 2/3 składu Rady, obrady toczą się normalnie" - powiedział PAP.

Jak dodał profesor, skład obrad Rady Europejskiej jest ściśle ograniczony nie bez przyczyny. "Chodzi tutaj o to, żeby szefowie państw lub rządów w swoim gronie - bez żadnych dodatkowych wpływów - mogli uzgodnić i porozmawiać szczerze o najważniejszych sprawach" - powiedział.

Barcz zaznaczył, że choć Rada Europejska ma ograniczone kompetencje prawodawcze, to na każdym swoim posiedzeniu - także nieformalnym - "może ustalać ważne impulsy polityczne, które są następnie podstawą do działań wykonawczych innych instytucji".

Zdaniem prof. Genowefy Grabowskiej, na szczyt "może pojechać osoba, która otrzyma stosowne kompetencje i będzie reprezentowała Polskę", jednak nieobecność prezydenta lub premiera osłabiłaby pozycję polskiej delegacji. Zasadą jest - zaznaczyła prof. Grabowska - że w szczytach biorą udział premierzy lub prezydenci państw Wspólnoty. Decyzja, kto z nich ma pojechać na szczyt, należy do danego kraju. "Unia nie ingeruje w sprawy konstytucyjne żadnego z państw i uważa, że jeżeli jest głowa państwa lub szef rządu, to państwo jest należycie reprezentowane" - wyjaśniła.

"W takiej bezpośredniej dyskusji, kiedy ze strony pozostałych 27 państw ma się szefów rządów lub prezydentów, to pozycja nawet najbardziej sprawnego organizacyjnie i najlepiej zorientowanego ministra jest formalnie niższa. Formalnie, bo merytorycznie być może nie" - wskazała ekspertka. "Ja bym nie darła szat z tego powodu i mówiła, że tu się coś wyjątkowego, strasznego wydarzy. Nie wydarzy się nic, bo osoba, która pojedzie i będzie Polskę reprezentowała, będzie przyjmowana tam tak, jak inny przedstawiciel Polski" - dodała.

O możliwości, by Polskę reprezentował na posiedzeniu Rady Europejskiej inny niż premier członek rady ministrów, mówi również postanowienie Trybunału Konstytucyjnego z 2009 roku związane ze sporem kompetencyjnym, dotyczącym reprezentowania państwa na posiedzeniu Rady Europejskiej, jaki wystąpił pomiędzy ówczesnym prezydentem Lechem Kaczyńskim, a rządem Donalda Tuska. Czytamy w nim, że zawarte w traktacie o Unii Europejskiej określenie "szefowie państw lub rządów, którzy uczestniczą w posiedzeniach Rady Europejskiej - odsyła do konstytucji i ustawodawstw krajowych". W dalszej części postanowienia TK znajduje się zapis, iż "Rzeczpospolitą Polską reprezentuje na posiedzeniu Rady Europejskiej Prezes Rady Ministrów lub wyznaczony minister", który przedstawia "stanowisko Rzeczypospolitej Polskiej ustalone przez Radę Ministrów".

Zdaniem prof. Barcza regulamin Rady Europejskiej przewiduje możliwość, by w jej obradach brali udział ministrowie spraw zagranicznych, ale tylko jako dodatkowi członkowie delegacji, towarzyszący swoim przełożonym.

Pytany o polityczny obyczaj dotyczący sposobu reprezentowania państw na Radzie Europejskiej Barcz powiedział, że "czasami zdarza się, że któryś z szefów państw lub rządów nie może przyjechać i deleguje swoje prawo głosu na innego prezydenta lub premiera".

O tym, że na szczycie UE kraj może być reprezentowany przez przywódcę innego państwa, zapewniły również służby prasowe RE w Brukseli. Zastępować premiera czy prezydenta na obradach nie mogą natomiast brać ministrowie czy ambasadorowie - podały.

Do takiej sytuacji doszło np. na ostatnim październikowym szczycie UE, poświęconemu kryzysowi migracyjnemu. Akurat 15 października, w dniu szczytu, premier Włoch Matteo Renzi brał udział w debacie budżetowej we włoskim parlamencie, która znacznie się przedłużyła. Dlatego poprosił premiera Malty Josepha Muscata, by reprezentował Włochy podczas unijnego szczytu. Oba kraje miały podobne poglądy w sprawie kryzysu migracyjnego w UE.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje