Echa skandalicznej aukcji. Jest reakcja ambasadora Niemiec
"Z zadowoleniem przyjmuję odwołanie tej aukcji. Nigdy nie powinna była się ona odbyć" - napisał w serwisie X ambasador Niemiec Miguel Berger. To reakcja na oburzenie strony polskiej, która apelowała o odwołanie próby sprzedaży przedmiotów i pamiątek z czasów Holokaustu przez Dom Aukcyjny Felzmann w Neuss. Ministerstwo Kultury działa w sprawie w kontakcie z odpowiednimi instytucjami. Radosław Sikorski otrzymał potwierdzenie od szefa niemieckiego MSZ, że aukcja została anulowana.

W skrócie
- Aukcja przedmiotów z czasów Holokaustu w Niemczech wywołała oburzenie w Polsce.
- Ambasador Niemiec oficjalnie potępił próbę sprzedaży pamiątek i uznał, że tego typu aukcja nie powinna się odbyć.
- Polski rząd, minister kultury oraz minister spraw zagranicznych podjęli działania celem wyjaśnienia pochodzenia obiektów i ich ewentualnego zwrotu do Polski.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Wpis ambasadora Niemiec pojawił się w formie odpowiedzi na wcześniejszy wpis rzecznika polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Macieja Wewióra. Ten poinformował, że aukcja zniknęła z sieci.
"Z zadowoleniem przyjmuję odwołanie tej aukcji. Nigdy nie powinna była się ona odbyć" - napisał w serwisie X niemiecki dyplomata. Następnie dodał "nie wolno handlować dokumentami i przedmiotami osobistymi ofiar nazizmu".
Z ustaleń dziennikarza Polsat News i Interii w Niemczech Tomasza Lejmana wynika, że w rezultacie dyplomatycznych wysiłków strony polskiej aukcja ma zostać odwołana.
Niedługo później Radosław Sikorski przekazał w sieci, że aukcja została anulowana. "Dziękuję panu ministrowi (spraw zagranicznych Niemiec - red.) Johannowi Wadephulowi za informację, że obraźliwa aukcja artefaktów Holokaustu została anulowana" - przekazał.
Szef polskiego MSZ podkreślił, że "szacunek dla ofiar wymaga godności milczenia, a nie zgiełku handlu".
Aukcja przedmiotów z Holokaustu wstrzymana. Zareagował Nawrocki i rząd
O wstrzymaniu licytacji poinformowała także minister kultury Marta Cienkowska. Wskazała, że rząd rozpoczął działania mające na celu ustalenie pochodzenia wystawionych na niej obiektów.
"To kluczowe, by ustalić, skąd pochodzą, w jaki sposób trafiły do obrotu i czy nie zostały wyniesione z miejsc, w których powinny pozostać jako świadectwo historii" - napisała.
Ministerstwo Kultury jest już w kontakcie z odpowiednimi instytucjami.
"Oczekujemy pełnej dokumentacji, żądamy dostępu do wszystkich materiałów dotyczących pochodzenia tych przedmiotów i będziemy dążyć do ich jak najszybszego zabezpieczenia i zwrotu do Polski, jeśli okaże się, że taki zwrot jest uzasadniony" - poinformowała Cienkowska.
Minister kultury podkreśliła, że dopilnuje, aby sprawa została wyjaśniona do końca. "Naszym obowiązkiem jest prawda" - napisała.
Niemcy. Skandaliczna aukcja. Sikorski mówi o "zgorszeniu"
W sprawie aukcji interweniował także minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.
"Rozmawiałem z ministrem spraw zagranicznych Niemiec. Zgodziliśmy się, że należy zapobiec takiemu zgorszeniu" - napisał w mediach społecznościowych.
"Pamięć o ofiarach Holokaustu nie jest towarem i nie może być przedmiotem komercyjnego obrotu. Polska dyplomacja apeluje o powrót artefaktów do Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu" - dodał.
Dom Aukcyjny Felzmann w Neuss miał w poniedziałek rozpocząć sprzedaż prywatnej kolekcji, obejmującej dokumenty i przedmioty związane z ofiarami niemieckich zbrodni.
Przeciw aukcji zaprotestował m.in. Międzynarodowy Komitet Oświęcimski, a rzecznik prezydenta Karola Nawrockiego Rafał Leśkiewicz oświadczył, iż prezydent apeluje do polskiego rządu, by ten zażądał zwrotu pamiątek, a w ostateczności je wykupił. Działania domu aukcyjnego potępiła też minister kultury Marta Cienkowska.
Oburzająca aukcja w Niemczech. Na sprzedaż przedmioty z czasów Holokaustu
Wśród zbiorów, które miały trafić na licytację w ramach poniedziałkowej aukcji nazwanej "System terroru, tom II 1933-1945", znajdują się między innymi listy pisane przez więźniów obozów koncentracyjnych oraz dokumenty przygotowywane przez gestapowców.
Na aukcji miały pojawić się także antysemicki plakat propagandowy z czasów hitlerowskich oraz gwiazda Dawida z obozu koncentracyjnego Buchenwald, nosząca ślady zużycia.
Niemieckie media wyliczają, że na liście wystawionych na sprzedaż przedmiotów znajdują się 623 pozycje. Wśród nich pojawił się także list więźnia z Auschwitz do adresata w Krakowie, którego cena wywoławcza wynosiła 500 euro.
Za 400 euro można było nabyć diagnozę lekarską z obozu koncentracyjnego Dachau dotyczącą przymusowej sterylizacji, a za 350 euro - kartę z kartoteki Gestapo z informacją o egzekucji żydowskiego więźnia w getcie Mackheim w lipcu 1942 roku.















