Reklama

Reklama

Działaczka Razem oburzona zarobkami Lewandowskiego. Teraz "wyjaśnia"

Robert i Anna Lewandowscy wsparli Centrum Zdrowia Dziecka, a ich wpłata pozwoliła na zakup sprzętu o wartości pół miliona złotych. Za swój gest kapitan reprezentacji Polski w piłce nożnej spotkał się z nieoczekiwaną krytyką ze strony działaczki partii Razem Doroty Spyrki, która wykorzystała sytuację, by zwrócić uwagę na wysokie zarobki piłkarzy. Po fali krytyki ze strony internautów, Spyrka postanowiła "wytłumaczyć" swój komentarz w serii wpisów.

O przekazaniu wpłaty od Roberta i Anny Lewandowskich Centrum Zdrowia Dziecka poinformowało w zeszły wtorek, 15 listopada. Wpłata pozwoliła na zakup dwóch specjalistycznych aparatów do znieczulenia, które natychmiast trafiły na blok operacyjny. Akcję pomocy zorganizowała Fundacja Postivie Ways.

"Sprzęt o wartości 500 tys. zł do tej pory był wykorzystany przy niemal 100 zabiegach. To już kolejne wsparcie Anny i Roberta Lewandowskiego dla naszego szpitala, który razem z żoną od wielu lat wspierają IPCZD. Ania i Robert m.in.  przekazali środki dla Kliniki Neurochirurgii oraz wsparli remont Oddziału Rehabilitacji" - informował szpital.

Reklama

Fala komentarzy po wpisie działaczki

Gdy piłkarska reprezentacja Polski przygotowywała się do meczu z Meksykiem, głos w sprawie zabrała działaczka partii Razem Dorota Spyrka.

"Robert Lewandowski wpłacił 500 000 zł na Centrum Zdrowia Dziecka. Robert Lewandowski zarabia 637 262,60 zł dziennie. To 13 807 356,25 zł w ciągu miesiąca. 500 tys. to 3,6 proc. jego miesięcznych zarobków" - wyliczyła w swoim wpisie w mediach społecznościowych.

Reakcja Spyrki spotkała się z natychmiastową ostrą reakcją środowiska dziennikarzy sportowych, internautów i niektórych polityków.

"Zapracował na to co zarabia. Dobrze, że się dzieli" - napisała posłanka KO Katarzyna Lubnauer.

"Tak i za to należy mu podziękować, a nie go hejtować. Zresztą, Pani ile wpłaciła? A Lewandowski zarabia tyle, na ile ktoś wycenia jego pracę, talent i zaangażowanie" - dodał rzecznik PSL Miłosz Motyka.

"Mógł nie wpłacać. Nie miałaby Pani się do czego przyczepić" - napisał poseł niezrzeszony Paweł Szramka.

Dziennikarz Tomasz Ćwiąkała zapytał, czy autorka wpisu sama wpłaciła na cele charytatywne 0,5 proc. swoich miesięcznych zarobków. "Za chwilę takimi postami doprowadzisz do tego, że piłkarze przestaną uczestniczyć w akcjach charytatywnych. Obrzydliwe" - napisał.

Działaczkę w obronę wzięła m.in. posłanka Lewicy Anna-Maria Żukowska, która stwierdziła, że akcjami charytatywnymi piłkarze "poprawiają swój wizerunek".

"Wszystkim, którzy nie zrozumieli, wyjaśniam"

Po fali krytyki Spyrka zamieściła kolejne wpisy, tłumacząc swoje słowa.

"Wszystkim, którzy nie zrozumieli, wyjaśniam: nie atakuję Lewandowskich za wspieranie szpitala. Oburza mnie jedynie, że 500 tys. zł. to 3,6 proc. miesięcznych zarobków piłkarza" - stwierdziła.

Następnie działaczka stworzyła ankietę dla użytkowników Twittera, w którym postawiła pytanie: Z czego twoim zdaniem należy finansować ochronę zdrowia? Wymieniła trzy opcje: Z własnej kieszeni, z podatków lub z darowizn celebrytów.

Odpowiadając bezpośrednio na pytanie Tomasza Ćwiąkały napisała: "Wolałabym, żeby (piłkarze - red.) płacili progresywne podatki, z których państwo samo opłacałoby ochronę zdrowia, szkolnictwo itp. Niepotrzebne byłyby wówczas te hojne wpłaty".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy