Reklama

Reklama

Dyplomatyczna ofensywa rządu. "Sytuacja na granicy wciąż jest niestabilna"

W ciągu kilku dni premier Mateusz Morawiecki spotkał się z szefami 11 państw UE. Celem dyplomatycznej ofensywy było pokazanie jedności europejskiej w sprawie działań ze strony Rosji i Białorusi. - Wbrew temu, co niektórzy myślą, świadomość zagrożeń ze wschodu nie jest taka sama w Europie Zachodniej jak w Europie Środkowo-Wschodniej. W związku z tym nasze działania były niezbędne – mówi w rozmowie z Interią rzecznik rządu.

Plan wizyt był ten sam: krótki lot z Warszawy do jednej z europejskich stolic, szybki transfer z lotniska, około godzinna rozmowa z szefem danego państwa i konferencja prasowa, po czym kolejna wizyta lub powrót do Polski. Szczegóły dogrywano niekiedy na kilka godzin przed kolejnym wylotem.

Najbardziej intensywna była niedziela 21 listopada. Delegacja wyleciała z Warszawy jeszcze przed świtem. Tego dnia szef polskiego rządu odwiedził Litwę, Łotwę i Estonię, czyli państwa, które bezpośrednio zagrożone są sztuczną presją migracyjną ze wschodu. Jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem, Morawiecki pojechał na polsko-białoruską granicę.

Reklama

Paryż, Berlin, Londyn

Niemniej intensywne były kolejne dni. We wtorek w Budapeszcie na wniosek premiera Polski zwołano szczyt V4. Tego samego dnia Morawiecki spotkał się z premierem Chorwacji. W środę rozmawiał w Paryżu z Emmanuelem Macronem, w czwartek w Berlinie spotkał się z Angelą Merkel i jej następcą Olafem Scholzem. - Wokół nas zbiera się kilka ryzyk, które idą w jednym kierunku, jeśli chodzi o wspólnego reżysera. To oczywiście sytuacja na granicy UE, granicy polsko-białoruskiej, kryzys migracyjny, kryzys energetyczny, a także sytuacja na Ukrainie - mówił w piątek w Londynie po rozmowie z Borisem Johnsonem.

Spotkania z Morawieckim przykuwały uwagę nie tylko polskich mediów; premier udzielał także wywiadów, m.in. dla francuskiego "Le Figaro" czy niemieckiej agencji dpa.


Po serii rozmów z europejskimi liderami Morawiecki spotkał się w KPRM z opozycją. W jego trakcie omówił bieżącą sytuację geopolityczną. Rozmowa była merytoryczna - stwierdzili zgodnie przedstawiciele rządu i opozycji. 

"Sytuacja na granicy wciąż jest niestabilna"

- Najważniejsze jest to, że temat obrony wschodniej granicy UE stał się elementem dyskusji międzyrządowych na poziomie europejskim - podsumowuje w rozmowie z Interią rzecznik rządu Piotr Müller. 

Podkreśla on, że "wbrew temu, co niektórzy myślą, świadomość zagrożeń ze wschodu nie jest taka sama w Europie Zachodniej jak w Europie Środkowo-Wschodniej". - W związku z tym nasze działania były niezbędne - ocenia. 

- Spotkania były także okazją do wymiany informacji wywiadowczych na wysokim szczeblu i ich analizy na poziomie szefów rządów - dodaje.

Pytany o aktualną sytuację na granicy z Białorusią mówi wprost: wciąż jest niestabilna. - To tylko wrażenie, że ona się unormowała. Po stronie Białorusi są wciąż tysiące osób, które na jedno polecenie Łukaszenki mogą zostać zawrócone na polską granicę - podkreśla.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy