Reklama

Reklama

Dogaszanie pożaru w Biebrzańskim Parku Narodowym

Około trzystu zrzutów wody wykonają w sobotę śmigłowce w precyzyjnie wskazane przez kamerę termowizyjną miejsca w Biebrzańskim Parku Narodowym w ramach dogaszania pożaru w tym parku - poinformował rzecznik PSP w Białymstoku Tomasz Gierasimiuk.

W piątek w Goniądzu (woj. podlaskie), gdzie mieści się sztab akcji, komendant wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej w Białymstoku Jarosław Wendt poinformował, że trwający prawie od tygodnia pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym jest opanowany, ale akcja gaśnicza się nie kończy. W akcji wciąż uczestniczy ok. 210 strażaków zawodowych i ochotników. W sobotę działania prowadzone są głównie w rejonie lasu wroceńskiego.

Tomasz Gierasimiuk poinformował w sobotę, że nie widać tam już ani ognia, ani dymu, ale teren jest monitorowany z powietrza z policyjnego śmigłowca z kamerą termowizyjną.

Reklama

Miejsce jest dokładnie badane i pokazywane są konkretne punkty o podwyższonej temperaturze, które potencjalnie mogłyby stanowić źródło ponownego zarzewia ognia. Dlatego - tłumaczy Gierasimiuk - w te wskazane miejsca, będą nadal wykonywane precyzyjne zrzuty wody z wykorzystaniem dwóch śmigłowców, by do ponownego pojawienia się ognia nie doszło. "Trudno powiedzieć ile to może potrwać. Myślę, że na pewno kilka dni" - dodał rzecznik PSP w Białymstoku.

Rzecznik PSP w Białymstoku: Wciąż sporo punktów z podwyższoną temperaturą

Jak podkreślił w piątek w ramach gaszenia pożaru ze śmigłowców wykonano ok. 260 zrzutów wody.

Gierasimiuk wyjaśnił, że obraz z kamery termowizyjnej ze śmigłowca jest przekazywany do sztabu akcji. Dodał, że ten policyjny sprzęt umożliwia transmisję danych nawet z ok. 30 km. Według niego, kamera wykazuje jeszcze "sporo" punktów z podwyższoną temperaturą, gdzie będzie zrzucana woda. Ale, jak zaznaczył, są także prowadzone działania przez strażaków na miejscu, na ziemi, by "schłodzić" te miejsca, polać je wodą. Podkreślił, że podwyższoną temperaturę wykazują miejsca takie jak np. kępy drzew przy korzeniach, gdzie ogień może się jeszcze tlić.

Gierasimiuk poinformował, że strażacy będą jeszcze tworzyć na miejscu walki z pożarem więcej linii doprowadzających wodę do zachodniej części lasu wroceńskiego (są obecnie cztery takie magistrale). "Największą rolę jeśli chodzi o zrzuty wody z powietrza gra helikopter, bo on jest precyzyjny" - podkreślił. Jak dodał, w przypadku punktowych zrzutów wody udaje się to robić "intensywnie", także szybko od momentu poboru wody.

Do monitoringu pożarzyska jest też wykorzystywany strażacki dron z termowizją, ale - jak podał Gierasimiuk - te kamery nie wykazywały już podwyższonej temperatury, tzw. punktów cieplnych, nie było już ich widać na uzyskanych zdjęciach, a sprzęt policji jest bardziej precyzyjny, dlatego jest więcej danych.

"Generalnie powierzchnia pożaru się nie powiększyła"

Gierasimiuk powtórzył w sobotę piątkową informację komendanta Jarosława Wendta, że powierzchnia pożaru w Biebrzańskim PN to ok. 5,3 tys. ha. Przypomniał, że to dane szczegółowe uzyskane ze zdjęć satelitarnych i wykonanych na tej podstawie wyliczeń. "Generalnie powierzchnia (pożaru) się nie powiększyła" - dodał.

W sobotę trwają prace nad budową przez wojsko mostu - przeprawy - na Biebrzy we Wroceniu, by usprawnić komunikację w tym miejscu służbom. Obecnie jest tam tylko tratwa promowa, która - jak informowano już w piątek - jest niespławna z powodu zbyt niskiego poziomu wody w tym miejscu w rzece.

Biebrzański PN poinformował w sobotę na swoim profilu na Facebooku, że dotychczas na jego specjalne konto, w ramach prowadzonej zbiórki społecznej w związku z pożarem, wpłynęło dotąd ponad 3,2 mln zł od ponad 35,4 tys. darczyńców. Już wcześniej dyrekcja zapowiadała, że pieniądze te będą przeznaczone na doposażenie ochotniczych straży pożarnych z doliny Biebrzy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy