Reklama

Reklama

Demonstracja przed SN. Sędzia Igor Tuleya zabrał głos

- Zapowiadam, że nigdy dobrowolnie nie będę uczestniczył w przesłuchaniu związanym z tą sprawą - mówił do kilkudziesięciu uczestników demonstracji przed Sądem Najwyższym sędzia Igor Tuleya. Izba Dyscyplinarna SN rozpatruje wniosek w sprawie zatrzymania warszawskiego sędziego i doprowadzenia go na przesłuchanie do prokuratury.

W środę przed Sądem Najwyższym zebrała się grupa osób, która protestuje w obronie sędziego Igora Tulei. Na miejscu cały czas jest policja. Do tej pory funkcjonariusze zatrzymali dwie kobiety i jednego mężczyznę, którzy zostali przewiezieni na komisariat.

Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego rozpoznaje wniosek prokuratury o zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie warszawskiego sędziego do prokuratury. Śledczy chcą go przesłuchać i postawić mu zarzuty ujawnienia informacji z postępowania. 

"Nie będę brał w tym udziału"

Sędzia Tuleya konsekwentnie odmawia stawienia się w prokuraturze. Podkreśla, że nie uznaje Izby Dyscyplinarnej SN jako sądu oraz ważności decyzji podjętych przez tę izbę. W marcu podczas pikiety solidarnościowej przed budynkiem prokuratury zapowiadał, że nie stawi się przed śledczymi.

Reklama

- Nie stawiłem się dwa razy. Dzisiaj jestem pod budynkiem i nie będę brał udziału w tej nielegalnej czynności. Zapowiadam, że nigdy dobrowolnie nie będę uczestniczył w przesłuchaniu związanym z tą sprawą - mówił do kilkudziesięciu uczestników środowej demonstracji.

"Zarzut nie znajduje żadnego oparcia w prawie"

- Nie unikam odpowiedzialności i nie ukrywam się przed prokuraturą. Stawiałem się na każde wezwanie. Dobrowolnie nie będę brać udziału w tych czynnościach prokuratorskich, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby prokurator doprowadził mnie siłą, jeśli nie wycofa się z tych zarzutów, nie umorzy postępowania i nie przeprosi za swoje działanie. Jestem pewien, że jednak taki będzie finał - stwierdził Tuleya.

- Jeśli mówimy o sprawie, która - mam nadzieję - znajdzie swój finał przed sądem powszechnym, to nie mam żadnych wątpliwości, że nawet nie trafi ona na wokandę, bo ten zarzut, który chce mi przedstawić prokuratura, nie znajduje żadnego oparcia w prawie ani w faktach, także pewnie na etapie przedsądowym ta sprawa się zakończy - podkreślił warszawski sędzia.

- Moi obrońcy składali wnioski, by sprawa została przekazana do prawdziwego sądu, czyli do Izby Karnej, ale z tego, co się domyślam, wniosek nie został uwzględniony - dodał.

"Nie ja to reżyseruję"

Tuleya zaznaczył, że o jego immunitecie "miało decydować coś, co - tak naprawdę - nie jest sądem".

- Tzw. Izba Dyscyplinarna to nie organ konstytucyjny, nie powinien w ogóle funkcjonować (...). Gdybym dobrowolnie wziął udział w przesłuchaniu prokuratorskim, tym samym taką postawą legitymizowałbym takie bezprawie. Jako sędzia muszę przestrzegać prawa. Rozumiem, że osoby uzurpujące sobie prawo do bycia sędziami - urzędnicy z tzw. ID - tego prawa nie przestrzegają, ale od zwykłych sędziów powinniśmy wymagać, by działali w ramach prawa. Ja staram się tak robić - mówił.

Pytany, czy obawia się aresztowania, Tuleya odpowiedział: - Wszystko zmierza w tym kierunku. Temu służy ten wniosek, jest to realne, ale są to koszty, z którymi wszyscy obrońcy praworządności się liczą od co najmniej pięciu lat.

- Moim celem jest powrót do służy sędziowskiej. Uważam za swój obowiązek obronę niezależnych sądów i niezawisłych sędziów. To jest moim planem i marzeniem. To, co dzieje się teraz ani nie jest przeze mnie zaplanowane, ani nie ja to reżyseruję. Trzeba zapytać tych, którzy to wymyślili, do czego zmierzają - wyjaśnił.

Rozlicz pit online już teraz lub pobierz darmowy program

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje