Reklama

Reklama

Dariusz Joński: Kaczyński będzie się męczył z Ziobrą, byle nie iść na wybory

- Wybory dzisiaj, za pół roku czy rok oznaczają przegraną Prawa i Sprawiedliwości. A nie chodzi tylko o utratę władzy, dla wielu z nich to będzie też utrata wolności - mówi Interii Dariusz Joński. Poseł Koalicji Obywatelskiej mówi również o nowym wątku tzw. afery respiratorowej oraz komentuje rosnące ceny w Polsce. - Mamy glapflację - inflację jedną z najwyższych w Europie - podkreśla przewodniczący sejmowej podkomisji stałej do spraw transportu lotniczego.

Magdalena Pernet, Interia: Powinniśmy zacząć szykować się na wybory tej jesieni czy odbędą się one w terminie konstytucyjnym w 2023 roku?

- Słyszałem od polityków Prawa i Sprawiedliwości, że jeszcze dwa-trzy tygodnie temu byli gotowi iść na wcześniejsze wybory, bo sondaże im sprzyjały, ale to się zmienia. Zdają sobie sprawę, że sytuacja gospodarcza będzie coraz gorsza. Dzisiaj, gdy rozmawiam z Polakami, to nikt nie mówi o wyborach, każdy martwi się drożyzną, inflacją i tym, co wydarzy się za naszą wschodnią granicą. Ale jeśli Jarosław Kaczyński zdecyduje się na wybory, to jesteśmy gotowi i jestem przekonany, że te wybory wygramy.

Reklama

Skąd ta pewność?

- Między innymi stąd, że politycy PiS-u doprowadzili do ogromnej inflacji, bo nie mają kompetentnych ludzi na ważnych stanowiskach. Także dlatego, że przez wprowadzenie swojego "polskiego nieładu" doprowadzili do ruiny wielu firm. Wygramy te wybory tym bardziej, że gwarantujemy jedno: porozumiemy się z Unią Europejską i pieniądze dla Polski z Krajowego Planu Odbudowy zostaną wypłacone.

Czyli politycy Koalicji Obywatelskiej głosowaliby za samorozwiązaniem Sejmu?

- W zależności od sytuacji za wschodnią granicą. Bo jeśli ten konflikt będzie eskalował, to robienie wcześniejszych wyborów byłoby nieodpowiedzialne. Jeżeli natomiast sytuacja by się uspokoiła, to dla Polski lepiej byłoby, gdyby te wybory się odbyły, ale Kaczyński wie, co taki wniosek dla nich oznacza. Wybory dzisiaj, za pół roku czy za rok oznaczają przegraną PiS-u. A nie chodzi tylko o utratę władzy, dla wielu z nich to będzie też utrata wolności i mówię to jako osoba, która wielokrotnie kontrolowała tę władzę i patrzyła, jak wydaje ona publiczne pieniądze i jak te pieniądze są rozkradane. Kaczyński będzie robił wszystko i długo będzie się męczył z tym Ziobrą, żeby tylko nie iść na wybory. Gdyby Kaczyńskiemu zależało na Polsce i chciałby otrzymać te środki z UE, to trzeba by było Ziobrę wyrzucić z rządu i doprowadzić do likwidacji Izby Dyscyplinarnej. 

Mówimy o koalicji rządzącej, a jak współpraca w opozycji? Do wyborów pójdziecie razem? Ile list wyborczych powstanie?

- Donald Tusk zachęca do jednej i logika podpowiada, że to powinna być jedna lista, bo metoda D'Hondta jest bezlitosna. Ale wsłuchuję się w głosy np. przewodniczącego Władysława Kosiniaka-Kamysza, że nie da się połączyć niektórych nurtów politycznych i programów, dlatego pójście w kierunku dwóch bloków dawałoby szansę zdobycia większego poparcia. Uważam, że to trzeba dobrze przeanalizować i decyzję, czy pójdziemy w jednym czy dwóch blokach podjąć dopiero, gdy będzie decyzja o wyborach. 

Ale np. Szymon Hołownia już teraz mówi, że nie wystartuje z jednej listy z Platformą. W takim razie jaka atmosfera panuje w opozycji?

- Dużo lepsza niż parę miesięcy temu. Ja słuchałem też np. Michała Koboski z Polski 2050, który mówi, że nie wyobraża sobie, żebyśmy ze sobą nie rozmawiali, bo tam, gdzie opozycja się porozumiewa i łączy, tam wygrywa. Pokazał to nie tylko Senat. We wszystkich miastach, gdzie opozycja wystawiła wspólnego kandydata na prezydenta, wygrała te wybory w pierwszych turach.

Z jakimi propozycjami wyjdziecie w trakcie kampanii do wyborców?

- Przede wszystkim Polacy potrzebują stabilizacji i władzy, która jest przewidywalna, np. pod kątem gospodarczym, żeby nie wprowadzać chaosu podatkowego. Potrzeba władzy, która nie będzie dokonywała reform w edukacji, których twarzą będzie Przemysław Czarnek, tylko osoby, które się na edukacji znają. Żeby zdrowiem zajmowali się ludzie, którzy nie będą myśleli o tym, jak dać zarobić handlarzowi bronią, tylko jak wykorzystać te pieniądze na ochronę zdrowia. Ale też takich ludzi, którzy będą rozmawiali z Europą. 

Skoro wspomniał pan o handlarzu bronią, to razem z posłem Michałem Szczerbą wyjaśniacie tzw. aferą respiratorową od dłuższego czasu. Nikt nie wie, gdzie jest handlarz bronią, za to ostatnio 46 respiratorów znalazło się w domu obywatela z Meksyku.

- To już rzeczywiście sprawa wielowątkowa. Człowiek, który jest na czarnej liście ONZ, który sprzedawał wcześniej nielegalnie broń, na początku pandemii zaczął sprzedawać wadliwy sprzęt w dwóch spółkach Skarbu Państwa - w Orlenie i w KGHM oraz w Ministerstwie Zdrowia. Potem wyjechał z kraju, słuch po nim zaginął. Faktycznie teraz w tej historii pojawił się jeszcze obywatel Meksyku. Po prostu sprawdzaliśmy wszystkich kontrahentów, z którymi handlarz bronią robił interesy i okazało się, że jedną z tych osób był obywatel Meksyku, u którego znalazły się respiratory.

Jest jeszcze jakiś nowy wątek?

- Tak, okazuje się, że handlarz bronią dwukrotnie sprzedał Polakom ten sam towar, raz poprzez KGHM i drugi raz przez Ministerstwo Zdrowia. Zapłacono dwukrotnie za ten sam towar. Teraz sprawdzamy, jak wygląda sytuacja w KGHM i Orlenie, jest to nieco utrudnione, bo kontrola poselska nie dotyczy spółek Skarbu Państwa, więc współpracujemy z prokuratorią generalną i Najwyższą Izba Kontroli. Handlarza bronią nie ma, Cieszyński awansował, Szumowski odszedł z polityki, nikt za nic nie odpowiada, a pieniędzy i respiratorów nie ma. 

Kolejnym, nieco innym, wspólnym projektem pana oraz posła Szczerby ma być książka. 

- Chcemy napisać, jak patrzeć władzy na ręce, że jednak politycy opozycji mogą zrobić naprawdę dużo, wbrew powszechnej opinii. Książka ma opowiadać o kulisach tego, jak to robimy, ile to kosztuje czasu. Dodatkowo mogłyby znaleźć się tam różnego rodzaju anegdoty. Książka zamiast ulotek wyborczych mogłaby bardziej przemówić do wyborców, również wyborców Prawa i Sprawiedliwości, którzy może nie będą czytali programu opozycji, ale będą mogli poczytać, co ta władza robiła przez ostatnie lata. Opisalibyśmy wiele różnych historii, które jeszcze nie ujrzały światła dziennego. 

Pan zajmuje się jeszcze jedną istotną kwestią: sporem między Polską Agencją Żeglugi Powietrznej i kontrolerami ruchu lotniczego. Majówka za nami. Teraz pod znakiem zapytania stoją wakacje, bo podpisane pod koniec kwietnia porozumienia ma obowiązywać tylko do 10 lipca. 

- Obydwie sprawy, o których mówią kontrolerzy - bezpieczeństwo i wynagrodzenia - nie zostały rozwiązane. Poprzedni prezes PAŻP Janusz Janiszewski i minister Marcin Horała powinni zostać za to rozliczeni. Słyszę nawet głosy z ministerstwa infrastruktury, choć nikt nie powie tego przed kamerami, że w normalnym rządzie minister Horała już dawno sam złożyłby dymisję. Teraz konflikt został zawieszony na 60 dni. Jeśli w ciągu tych dwóch miesięcy porozumienie zostanie osiągnięte, to wtedy będziemy mieli spokój. Nie wyobrażam sobie sytuacji, żebyśmy nie mieli kontrolerów lotu, gdy u naszego sąsiada trwa wojna.

Jak duże jest ryzyko, że strony się nie porozumieją?

- Nowa prezes PAŻP przekazała, że zrobi wszystko, aby nie było pojedynczej obsady na wieży oraz aby osiągnąć porozumienie w sprawie wynagrodzeń. Jeśli tę zapowiedź zrealizuje, to wydaje mi się, że ten konflikt może się zakończyć.

Komisja sejmowa będzie monitorowała postępy rozmów na bieżąco czy sprawdzicie efekty negocjacji bliżej 10 lipca? 

- Będziemy organizowali spotkania, najbliższe będzie jeszcze w maju, tak by sprawdzić, na jakim etapie są negocjacje. Dobrze by było, żeby porozumienie udało się osiągnąć jeszcze w maju, żeby nie czekać na czerwiec. 

Zgodnie z rozporządzeniem rządowym na wypadek, gdyby nie udało się wypracować porozumienia, zamiast około 500 operacji dziennie odbywałoby się nad Warszawą około 180. Centralny Port Komunikacyjne ma obsługiwać rocznie 400 tys. operacji, czyli około 1100 dziennie. Jak się do tego przygotować w świetle tego sporu?

- Po pierwsze, minister, który nadzoruje CPK - Marcin Horała, nie był w stanie zapanować nad PAŻP, a próbuje budować lotnisko. Po drugie - co karygodne - przez ostatnie dwa lata nie było żadnych szkoleń i żadnych egzaminów na kontrolerów. Po trzecie, skoro mówiliśmy o wynagrodzeniach, to warto zwrócić uwagę, że osoby od pilnowania łąki, bo przecież tam na razie żadnego lotniska nie ma, zarabiają dużo więcej niż kontrolerzy. To są kwoty rzędu 40-50 tysięcy złotych. Tylko że jedni pilnują bezpieczeństwa polskiego nieba, a drudzy pilnują łąki. 

Co zatem stałoby się z CPK, gdyby Koalicja Obywatelska przejęła władzę w 2023 roku?

- Nie ma dzisiaj żadnego CPK. Nie ma wykupionych działek, nie ma żadnego pomysłu, nie ma żadnej strategii. Partia rządząca wpadła na pomysł budowy największego lotniska na świecie, którego wcale nie wybuduje. Miesiące mijają, minister Horała się dobrze bawi, CPK nie ma, ale wydajemy na to ogromne pieniądze.

Czyli przerwalibyście przygotowania do realizacji CPK?

- Mogę obiecać jedno, gdy wygramy, opublikujemy pełny raport o tym, co się wydarzyło: na co zostały wydane pieniądze, na jakim etapie jesteśmy, czy ma to sens. Jeżeli chodzi o decyzję, to zależy od tego, co wydarzy się przez najbliższe miesiące. Nie chcę w tej chwili rozstrzygać, bo nie wiem, na jakim etapie to wtedy będzie. 

Skoro o lotniskach i podróżach... na majówkowe wyjazdy ze względu na inflację i wysokie ceny zdecydowało się mniej osób. Czy sytuacja się poprawi?

- Mamy glapflację - inflację jedną z najwyższych w Europie. De facto PiS wprowadził parapodatek w wysokości 12 proc., bo tyle więcej płacimy kupując różne produkty. Odpowiada za to rząd, ale też prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński i Rada Polityki Pieniężnej, która nas wszystkich uspokajała, że w tej kadencji na pewno stopy procentowe nie pójdą w górę. Czwartek był historycznym dniem. RPP podniosła stopy procentowe o 0,75 punktu procentowego, a poseł Marek Suski, idąc sejmowym korytarzem, powiedział, że jeśli ktoś wziął kredyt, to musi go spłacić. To jest totalny chaos. 

Łatwo krytykować, trudniej zrobić. W takim razie jakie sposoby na walkę z inflacją miałaby KO?

- Po pierwsze nie doprowadzilibyśmy do tak wysokiej inflacji. Ale jeśli już do tego doszło, to trzeba pomóc tym, którzy mogą sobie teraz nie poradzić. Proponujemy podwyżki w budżetówce na poziomie 20 proc. W ramach koniecznej pomocy dla kredytobiorców złożyliśmy projekt, żeby zamrozić WIBOR, a raty kredytów były na poziomie z grudnia 2021 roku. I trzecia propozycja skierowana do osób, które mają oszczędności do 50 tysięcy, by mogły zakupić obligacje z gwarantowaną stopą zwrotu, polegającą na tym, że byłaby to wysokość wskaźnika inflacji, a do tego dodatkowo około 3 proc.

Do porządku obrad kolejnego posiedzenia Sejmu wprowadzony został punkt dotyczący powołania prezesa NBP. To pewne, że zostanie nim po raz drugi prezes Glapiński?

- Nie, to nie jest pewne, to osoba, która kłamała, kłamie i będzie kłamać. Po tym, co się wydarzyło, jak wielu Polaków zostało wprowadzonych w błąd, jego kadencja nie powinna być przedłużona. 

Dziś 9 maja, wiele osób uważa, że to może być znaczący, może nawet przełomowy dzień, jeżeli chodzi o agresję Rosji na Ukrainę. Czego w ogóle możemy spodziewać się dalej po Putinie? 

- Życzyłbym Ukrainie i całemu światu, żeby ta wojna się jak najszybciej skończyła, ale ponieważ władze Rosji są nieprzewidywalne, to nikt nie jest w stanie dzisiaj powiedzieć, co się jeszcze wydarzy. Jedno jest pewne: Polska będzie bezpieczna, dopóki będzie w NATO i w UE i będzie prowadziła mądrą politykę europejską i światową. A międzynarodowy ład, który znaliśmy do tej pory, już pewnie nigdy nie wróci.

Rozmawiała Magdalena Pernet

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy