Czy "operacja Czarnek" spełniła nadzieje PiS?
Kierownictwo PiS jest zadowolone z dotychczasowego efektu "operacji Czarnek". Głównie ze względu na zakończenie medialnych kłótni między frakcjami i większą mobilizację w szeregach partii. - W końcu udaje nam się narzucać własne tematy - cieszy się zwolennik Czarnka. Nie wszyscy w partii tak entuzjastycznie podchodzą do tej kandydatury. Opinie zależą od frakcji, z którą się rozmawia.

Za chwilę mijają trzy tygodnie od czasu prezentacji Przemysława Czarnka w roli kandydata PiS na premiera. Kierownictwo partii jest zadowolone z tego, co udało się partii osiągnąć w tym czasie. Rozmówcy Interii z Nowogrodzkiej zwracają uwagę na trzy płaszczyzny.
Po pierwsze: partia
Pierwsza sprawa to kwestia uporządkowania wewnętrznego partii, która w ostatnim czasie była mocno podzielona, a każdy najmniejszy spór był wynoszony na zewnątrz i rozgrywany medialnie.
- Skończyły się dyskusje o rozłamach, o wojnie frakcji, partia jest bardziej zjednoczona i wewnętrznie zintegrowana. Wynoszenie sporów na zewnątrz było już nieznośne i budziło niesmak wśród posłów, którzy nie identyfikowali się z żadną z frakcji - przekonuje jeden z ważnych polityków PiS.
Rzeczywiście od kilku tygodni temat rozłamu czy odejścia grupy Mateusza Morawieckiego z PiS niemal całkiem zniknął z mediów. Spory wewnętrzne nie zniknęły, ale zostały chwilowo wyciszone. Frakcja byłego premiera uznała, że nie ma sensu teraz podgryzać konkurencji czy otwarcie osłabiać Przemysława Czarnka i skupiła się na własnych działaniach, promujących Mateusza Morawieckiego.
We wtorek Mateusz Morawiecki zaprezentował program, skierowany do samorządów "Polska jednej prędkości", gdzie m.in. zaproponował mechanizm "Samorządowe 500 plus", czyli dodatkowe 500 złotych na mieszkańca dla gmin. W środę Morawiecki spotka się natomiast na debacie z wicepremierem rządu Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem podczas Europejskiego Forum Rolniczego w Jasionce.
Ludzie Morawieckiego mają żal, że oficjalne konta partii w mediach społecznościowych nie promowały prezentacji programu Morawieckiego dla samorządów czy pomysłu "samorządowego 500 plus", podobnie jak milczą o innych aktywnościach byłego premiera.
Jego przeciwnicy z kolei nie kryją irytacji tym, że Morawiecki otwarcie prowadzi własną, alternatywną wobec Czarnka ofensywę. Nie mogą go jednak otwarcie atakować za bycie aktywnym, bo do tego przecież od zawsze nawołuje członków PiS Jarosław Kaczyński.
- Mateusz ewidentnie chce przeczekać Czarnka. Uważa, że prędzej czy później powinie mu się noga i wtedy on dostanie swoją szansę. A teraz wykorzystuje ten czas i buduje się w partii i poza nią. Ale Przemek nie odpuści tak łatwo, jest sprawny i radzi sobie świetnie - podkreśla zwolennik Czarnka.
Tematy bliskie portfelom wyborców
Druga płaszczyzna, która składa się na "efekt Czarnka", to powrót do tematów bliskich zwykłym ludziom.
- Znów PiS robi to, czego nie potrafił robić od czasu kampanii prezydenckiej Karola Nawrockiego. Znów to my narzucamy tematy i zajmujemy się sprawami ludzi, a nie samymi sobą. Drożyzna, ceny paliw, stan finansów publicznych, służba zdrowia, generalnie sprawy dotyczące portfeli Polaków, o tym głównie mówimy od trzech tygodni za sprawą Czarnka. Jest jednolity, spójny przekaz i wszyscy się go trzymają. Tak powinno to wyglądać - mówi nam bywalec Nowogrodzkiej.
W PiS sympatycy Czarnka cieszą się także, że sondaże lekko drgnęły, choć zapewniają, że na miarodajne wyniki trzeba jeszcze poczekać miesiąc-dwa.
Przeciwnicy kandydatury Czarnka te same sondaże wskazują jednak jako dowód na to, że nie był to do końca trafiony pomysł, bo "efekt wow", gdyby występował, powinien być już widoczny.
- Najważniejszy sondaż to fakt, że prezes jest zadowolony, a to akurat widać - odpowiada na to jeden z naszych rozmówców.
Kaczyńskiemu podoba się nie tylko dynamizm Czarnka, ale też fakt, że potrafi obudzić struktury partii. Na spotkaniach z nim sale są pełne i, jak przekonują politycy PiS, widać wśród działaczy i sympatyków entuzjazm, którego w partii nie było od wyborów prezydenckich.
Czarnek ma odzyskać wyborców Mentzena i Brauna
Wreszcie trzecia płaszczyzna, która ma świadczyć o tym, że "operacja Czarnek" przynosi efekty, to utwardzanie i mobilizowanie elektoratu PiS, który był zmęczony dywagacjami o rozłamie partii i który spoglądał w kierunku konkurencji.
Jednym z głównych zadań Czarnka było zahamowanie przepływów wyborców do Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej oraz próba odzyskania wyborców, którzy do tych partii odeszli.
Jak wskazują posłowie PiS, dość nerwowe pierwsze reakcje liderów Konfederacji na Czarnka to dowód na to, że Czarnek to dla nich problem.
- Nieoficjalnie koledzy z Konfederacji mówią wprost, że Czarnek to dla nich trudny przeciwnik. Mają nadzieję, że się zaraz i tak pokłócimy i cały efekt Czarnka szlag trafi. Bo wiadomo, że jak my w PiS się żremy, to Konfederacji i Braunowi rośnie - kwituje znany poseł PiS.
W PiS oceny pierwszych trzech tygodni w wykonaniu Czarnka idą po linii frakcyjnej. Chwalą go więc ci, którym bliżej do frakcji "maślarzy", która pozostaje w kontrze do środowiska Mateusza Morawieckiego. Zwolennicy byłego premiera, zwani "harcerzami", zachwyceni Czarnkiem nie są, ale widać, że na razie postanowili spokojnie czekać.
- Nie zajmujemy się nim. Działamy tak jak dotychczas z programem i innymi aktywnościami. Nie wydaje mi się, żeby Czarnek porwał wyborców PiS. Zaczął od "OZE-sroze" i zapowiedzi zdejmowania paneli, co sprawia, że trudno go traktować poważnie. A kandydat na premiera zwłaszcza w tak trudnych czasach, jakie mamy, musi być w oczach ludzi poważny - przekonuje zwolennik byłego premiera.
Kamila Baranowska














