Czarny Krzysztof - najsłynniejszy śląski rycerz... rabuś
"Nie wierzcie książętom, bowiem ich język jest gładki, ale kłamliwy a mowa pokrętna - krzyczał postawny mężczyzna z gęstą, czarną czupryną i takąż brodą, ubrany w białą szatę skazańca z czarną kokardą. Tłum mieszczan legnickich zgromadzonych w pobliżu Wieży Rycerskiej z ponurą satysfakcją patrzył, jak kat wraz z pomocnikami prowadził go na szubienicę i na obnażoną szyję nałożył gruby powróz. Było to 5 października Anno Domini 1513".

Tak marnie skończył, chyba najbardziej znany śląski rycerz - rozbójnik zwany z racji swoich długich, czarnych włosów Czarnym Krzysztofem. Jego postać i czyny wielokrotnie przewijają się na kartach wielu śląskich kronik. Czarny Krzysztof urodził się w drugiej połowie XV wieku, wywodził się z zubożałego rodu rycerskiego von Reisewitz. Niektórzy kronikarze i historycy widzą w nim jednak przedstawiciela znanego rycerskiego rodu von Zedlitz. Przeciwnicy tej tezy twierdzą, iż Krzysztof miał wśród Zedlitzów licznych popleczników, którzy w trudnych chwilach udzielali mu wsparcia i opieki. Stąd według nich mylny pogląd, jakoby wywodził się z tego rodu.
Początki "kariery" Czarnego Krzysztofa
Nie znamy przyczyn, które spowodowały, że pod koniec XV wieku porzucił szczytne, rycerskie ideały i zajął się niecnym procederem - rozbojem. W latach 90. XV wieku objął funkcję namiestnika (burgrabiego) na zamku Gryf w dystrykcie lwóweckim. Właścicielem tej warowni był w owym czasie Ulryk Gotsche Schoff, który w 1491 roku udał się na Węgry, aby uczestniczyć w ceremonii koronacyjnej króla Władysława Jagiellończyka. Podczas jego nieobecności, zastępujący go Krzysztof bardzo szybko dał się poznać ze złej strony. Na miasta i wsi wchodzące w skład włości gryfskiej nakładał specjalne dodatkowe opłaty, np. Gryfów Śląski zobowiązany został do zapłacenia 120 talarów w złocie, a Mirsk - 80 talarów. Uzyskane w ten sposób pieniądze z jednej strony napełniły kiesę Czarnego Krzysztofa, a z drugiej, pozwoliły mu na zwerbowanie zbrojnego oddziału. Wkrótce stał się jeszcze bardziej zuchwały i zaczął grabieże na drogach. Jego ofiarami byli kupcy, których najpierw zmuszał do zapłacenia cła za przewożony towar, a po zapoznaniu się z zawartością wozów kupieckich, wysyłał za nimi swoich siepaczy, którzy w miejscu ustronnym napadali na karawany kradnąc towar i często mordując kupców. Do najbardziej znanych "wyczynów" Czarnego Krzysztofa z tego okresu, należy zaliczyć napad na miasto Lubomierz i tamtejszy klasztor benedyktynek. Rabuś i jego żołdacy nie tylko zdobyli znaczne łupy ale również uprowadzili ze sobą na zamek Gryf kapłana i kilka mniszek. Księdza poddano wyrafinowanym torturom, natomiast zakonnice brutalnie i wielokrotnie zgwałcono. Jego działania wywołały lawinę protestów i skarg, które zaczęły napływać głównie do władz księstwa świdnicko-jaworskiego. Zagrożony pojmaniem i niechybną śmiercią, a także niełaską powracającego z Węgier pana, Krzysztof von Reisewitz porzucił zamek Gryf i udał się do Górnych Łużyc, gdzie zaczął się ukrywać. Inne źródła mówią, iż za swe niecne czyny został wygnany i schronił się w St. Wolfgangsberg koło Niedau (Górne Łużyce).
Rozboje na Łużycach i Śląsku
Skłonność do rozbojów była jednak silniejsza i wkrótce ponownie stało się o nim głośno na obszarze Łużyc i Śląska. Dobrał sobie kilku kompanów, między innymi jego zaufanym towarzyszem był rycerz Wawrzyniec von Stewitz i rozpoczął systematyczne grabieże. Nie można wykluczyć współpracy Czarnego Krzysztofa z innym znanym rabusiem - Henrykiem Kragenem, o czym świadczyć mogą zeznania jednego ze schwytanych ludzi Kragena, który w lipcu 1509 roku opisał wymiarowi sprawiedliwości postać i czyny Czarnego Krzysztofa, określając go przymiotnikami: czarny i wysoki.
Krzysztof von Reisewitz nie gardził żadną zdobyczą, praktycznie rabował wszystko, co posiadało jakąkolwiek wartość. Bezpieczne nie były ani zamki i dwory rycerskie, ani plebanie i klasztory. Do swoich wypraw łupieskich przygotowywał się starannie. Niejednokrotnie przebierał się, i aby zdobyć zaufanie potencjalnych ofiar występował jako chłop, rzemieślnik, mieszczanin, czy mnich. Od około 1500 roku jego napady przybrały na sile. Obszar jego działania był dość rozległy. Sięgał od Łużyc po Strzelin, Ziębice, Cieszyn i inne miasta śląskie. W jednej z kronik zapisano, iż zorganizował łupieską wyprawę "tak jak przed nim husyci, aż na Pomorze". Do władz wielu miast wysyłał listy z pogróżkami. Do głośniejszych rozbojów Czarnego Krzysztofa i jego bandy zaliczyć należy między innymi napady na: handlarkę z Rosten (rabusie zabrali jej płótno, przyprawy, książki, szaty mnichów), rzeźnika z Lubania i kupców z Norymbergi oraz rabunek stada wołów, pędzonego z Miśni na Śląsk. W 1500 roku ograbił mieszkańców Nysy, jakiś czas później jego ofiarą był ksiądz z Wir w okolicach Kiełczyna, a następnie przypadkowy podróżny z Namysłowa.
Na Śląsku obszarem jego działania były głównie księstwa: legnickie i świdnicko-jaworskie. Na swa główną siedzibę Czarny Krzysztof wybrał drewniany dwór we wsi Olszanica (Alzenau), położony na terenie księstwa legnickiego (w pobliżu granicy z księstwem świdnicko-jaworskim). Sama wieś należała do rodu von Zedlitz. Dwór usytuowany był w dolnej części wsi, nad bagnistym, z natury obronnym miejscu pomiędzy dwoma stawami. Ulubionym miejscem napadów organizowanych przez Czarnego Krzysztofa był Choiniec (Hainwald), dzisiejszy przysiółek wsi Czaple, położony przy ważnym szlaku ze Złotoryi do Lwówka Śląskiego. W 1504 roku napadł tam na przejeżdżających kupców i zrabował im dwa wozy z towarami oraz cztery konie. Dwa lata później, na czele zbrojnego oddziału napadł nieopodal karczmy w Choińcu na powracających z Wrocławia kupców lwóweckich. W kronice tak opisano to wydarzenie: "Anno 1506, poniedziałek wielkopostny lwóweccy mieszczanie wracali z targów wrocławskich. Kiedy byli w pobliżu karczmy w Hainwaldzie napadło na nich osiemnastu rycerzy i zabrało im 1400 guldenów, a ponieważ stawiali opór trzech mieszczan zginęło: 1. Georgen von Zedlitz, pan z Brunowa koło Lwówka Śląskiego, 2. Burmistrz Lwówka Śląskiego Tschörtner i 3. Lwówecki mieszczanin Tomasz Homs, który w stanie agonalnym dotarł do miasta". To samo wydarzenie nieco inaczej przedstawia inna kronika. Jej autor napisał, iż mieszczanie lwóweccy powracający w 1506 roku z wrocławskich uroczystości pontyfikalnych biskupa wrocławskiego Jana Turzo, zostali napadnięci w Choińcu przez bandę Czarnego Krzysztofa. Zostali pobici, gdyż stawiali opór. Rabusie zrabowali im 2200 guldenów. Poranionych mieszczan, przytroczono do koni i ciągnięto prawie do samego Lwówka Śląskiego, w efekcie czego zmarli.
Ofiarami Czarnego Krzysztofa stali się też kupcy czescy, których obrabował na drodze między Chojnowem a Bolesławcem. Poszkodowani swoje straty oszacowali na 20 tysięcy kóp groszy praskich. W 1509 roku w pobliżu Złotoryi napadł natomiast na kupca Uthmanna.
Czarny Krzysztof słynął z okrucieństwa, swoje ofiary często zabijał lub brutalnie okaleczał. W 1509 roku nieopodal Bolesławca okaleczył młodą kobietę i zamordował na jej oczach podróżującego z nią mężczyznę. Jego ofiarami byli często kupcy, którym "zrabował duże sumy pieniędzy (...), a tych którzy się bronili mordował albo odcinał im dłonie". Według legendy oszczędzał ludzi wykształconych - jeśli ci udowodnili... że potrafią zaostrzyć pióro i obiecali mu poświęcić w swojej twórczości kilka linijek. Krzysztof specjalizował się również w porwaniach ludzi, których następnie zwalniał za odpowiedni okup.
Jego zuchwałe napady godziły w interesy przede wszystkim miast. Wiele szkód wyrządził mieszkańcom Lwówka Śląskiego, Legnicy, Wrocławia czy Złotoryi. Dobra złotoryjskie były wielokrotnie przez niego plądrowane i puszczane z dymem. Był na tyle zuchwały, iż potrafił zakraść się do Złotoryi i zasztyletować jednego ze swoich współtowarzyszy pochwyconego przez mieszczan i prowadzonego na szafot. W ten sposób uchronił go przed poniżającą kaźnią. Ówczesny kronikarz, Bartłomiej Stein, ubolewał natomiast nad losem bogatych lwóweckich mieszczan, których wielokrotnie okradał: "Sukiennicy wiele cierpią przez napady łotrowskie, ponieważ pozostają bez opieki sąsiadów w tym najdalszym zakątku, gdy ciągną z towarami na targi".
Polowanie na Czarnego Krzysztofa
Mimo wielu prób schwytania raubrittera i wyznaczenia przez rady miejskie Lwówka Śląskiego i Wrocławia znacznej nagrody pieniężnej za jego głowę, przez wiele lat pozostawał on nieuchwytny i bezkarny. Za schwytanie żywego rabusia oferowano 500 guldenów węgierskich, martwego - wyceniono na połowę tej sumy. W 1509 roku rycerz i jego kompani, przebywający w miejscowości Carolath, byli bardzo blisko dostania się w ręce sprawiedliwości. Jednak w dość niejasnych okolicznościach udało im się uciec w ostatniej dosłownie chwili. Czarny Krzysztof miał wielu sojuszników wśród rycerstwa, którzy zapewniali mu pomoc i kryjówkę. Obok wspomnianych wcześniej Zedlitzów wsparcia udzielały mu między innymi rody von Reder, von Nimptsch, von Czirn, von Reibnitz. Jak przypuszcza część kronikarzy, Czarny Krzysztof tak długo mógł bezkarnie działać, dzięki cichemu przyzwoleniu księcia legnickiego Fryderyka II czy księcia ziębickiego Karola, których sowicie opłacał lub przekazywał im część zrabowanych bogactw. Kronikarz Thebesius tak opisał następującą historię, która mogłaby świadczyć o współpracy słynnego raubrittera z książętami: "10 listopada 1506 roku uprowadził >Czarny Krzysztof< kronikarza miejskiego Wrocławia Gregora Mohrenbergera i innych notabli. Wymusił na nich ślubowanie, że ci przed Bożym Narodzeniem złożą w lasach koło Legnicy wyznaczoną sumę okupu. W wyznaczonym terminie Mohrenberger i inni wybrali się z pieniędzmi w drogę, ale książę Karol von Műnstenberg nie zawahał się położyć kres nieuczciwym praktykom. Schwytał ich 19 grudnia, zabrał pieniądze, osadził na zamku książęcym i wypuścił dopiero 7 stycznia 1507 roku".
Pod koniec września 1512 roku los, który wcześniej sprzyjał raubritterowi odwrócił się od niego. 25 września 1512 roku Krzysztof, który przebywał i ucztował wraz z kompanami w swoim dworze w Olszanicy, został zaskoczony przez połączone wojska złotoryjskie i lwóweckie. W wyniku krótkiej acz gwałtownej walki rabuś dostał się do niewoli, a jego siedziba spalona. Czarny Krzysztof został osadzony w lochu Wieży Rycerskiej w Legnicy. Jego dotychczasowy protektor książę Fryderyk II nie odpowiedział na prośby o ułaskawienie i legendarny raubritter został skazany na śmierć przez powieszenie. Wyrok wykonano 5 października 1513 roku (w źródłach pojawia się też inna data - 13 kwietnia 1513 roku).
Skarb Czarnego Krzysztofa
Śmierć złoczyńcy nie oznaczała, iż ludzie o nim zapomnieli. Jeszcze przez długie lata pamięć o nim i jego rozbojach trwała w ludzkiej świadomości. Wielokrotnie babcie i matki straszyły nim niegrzeczne wnuki i dzieci. Ukształtowało się nawet przysłowie: "Kłamiesz jak Czarny Krzysztof". Powstało o nim wiele lokalnych legend, między innymi o zrabowanych przez olbrzymich skarbach, których ponoć nigdy nie odnaleziono. Wielu twierdzi jednak, że skarb Czarnego Krzysztofa nie jest legendą. Istnieje naprawdę. Co ciekawe, potwierdzali to nawet lokalni kronikarze z XVIII i XIX wieku. Według źródeł, zrabowane łupy dzielono na trzy część. Pierwsza - przeznaczona była dla książąt i możnych, którzy potajemnie go wspierali, druga - na utrzymanie jego i kompanów, trzecia - została ukryta i do dziś nieodnaleziona. Już przed II wojną światową skarbu rycerza, bezskutecznie poszukiwali niemieccy mieszkańcy Złotoryi i okolicznych miejscowości. Przypuszczano, iż ukryty został w jego olszanickim dworze lub w kompleksie leśnym w pobliżu Choińca, gdzie w bliżej niezidentyfikowanych ruinach mieściła się jedna z kryjówek raubrittera.
W 2003 roku właściciel terenu, na którym stał niegdyś dwór Czarnego Krzysztofa prowadząc prace ziemne, przypadkowo odkrył drewniane pale, na których wzniesiona była siedziba raubrittera i fragmenty ceramiki. Na zlecenie Muzeum Ceramiki w Bolesławcu przeprowadzono więc archeologiczne badania ratownicze. W efekcie natrafiono na resztki dworu Czarnego Krzysztofa, będącego cennym przykładem późnośredniowiecznej siedziby rycerskiej na Śląsku. Podczas wykopalisk odnaleziono między innymi: podkowy, topory, kulę do bombardy, naczynia i ich fragmenty, kawałki skór oraz inne elementy wyposażenia. Według bolesławieckich archeologów swoistą ciekawostką jest cynowy dzbanuszek z rurką w środku, który mógł być wykorzystywany do doświadczeń alchemicznych. Niestety, skarbu tu nie odnaleziono...
Przykład legendy o śmierci Czarnego Krzysztofa
Już dwunasty rok grasował na śląskich drogach groźny rycerz - rabuś Czarnym Krzysztofem zwany. Szczególnie upodobał sobie las należący do miasta Złotoryi, do którego było blisko z jego dworu z Olszanicy. Nie szczędził kupców, księży i chłopów, okradał ich, okaleczał i niekiedy zabijał. Dużym szacunkiem jednak darzył ludzi uczonych. Tych oszczędzał prawie zawsze, ale musieli udowodnić, że pobierali nauki ostrząc umiejętnie pióro lub pisząc wiersz.
Czarny Krzysztof był praktycznie bezkarny, gdyż chronił go ówczesny pan tej ziemi -książę Fryderyk II. Wiele wycierpieli prze niego mieszczanie z Legnicy i Wrocławia, szczególnie jednak dał się we znaki mieszkańcom Złotoryi. Pewnego razu spalił dom miejskiego rajcy Jerzego Kuntha, który wielokrotnie przestrzegał podróżnych przed groźnym rozbójnikiem. Uprowadził jego córkę do Olszanicy, a jej narzeczonego przybił do wrót dworu i pozostawił na pewną śmierć. Tego już było za wiele - miarka się przebrała. Pewnego wieczora, w czasie święta, mieszczanie ze Złotoryi skrzyknęli się i zabrawszy co kto miał z uzbrojenia pomaszerowali cichaczem do Olszanicy. W tym czasie Czarny Krzysztof ucztował wraz z kamratami. Upojeni rozbójnicy zorientowali się dopiero wtedy, gdy mieszczanie wtargnęli do zbójeckiego dworu. W trakcie zaciętej walki większość raubritterów zginęła. Ocalał jedynie Czarny Krzysztof i jego giermek, którzy zaciekle się bronili i wprawdzie mocno poturbowani, ale w końcu zostali pojmani . W tej sytuacji książę musiał w końcu skazać swojego protegowanego. Czarnego Krzysztofa i jego pachołka powieszono w Legnicy na szubienicy. Skazańcy byli ubrani w białe koszule z czarnymi wstążkami, a szlachetnie urodzony Krzysztof, w odróżnieniu od sługi, miał jeszcze ostrogi. Raubritter idąc na miejsce kaźni cytował fragmenty Biblii mówiące o tym, aby nigdy nie ufać możnym tego świata.
Siedziba rozbójnika zapadła się pod ziemię i dopiero niedawno, w trakcie budowy stawu odnaleziono jej ślady. Uważano, że na miejscu dworu Czarnego Krzysztofa panuje niesamowita atmosfera i można tam spotkać jego pokutującą duszę. Podobno na jednym ze wzgórz w pobliżu Bolesławca znajdował się kamienny pomnik Czarnego Krzysztofa, w pobliżu którego nigdy nie przeleciał żaden ptak.







