Reklama

Reklama

CIS o zawiadomieniach KO do prokuratury: Podchodzimy do nich z uwagą i spokojem

Do inicjatyw takich jak zawiadomienie KO do prokuratury ws. głosowania nad kandydatami do KRS podchodzimy z uwagą, ale też dużym spokojem - poinformował dyrektor CIS Andrzej Grzegrzółka. "Teraz wszystko zależy od decyzji Prokuratury. Kancelaria Sejmu na pewno będzie współpracowała" - dodał.

Posłowie Koalicji Obywatelskiej poinformowali na poniedziałkowej konferencji prasowej w Sejmie, że skierowali zawiadomienie do prokuratury ws. możliwości przekroczenia uprawnień przez marszałek Sejmu Elżbietę Witek. Chodzi o powtórzenie ubiegłotygodniowego głosowania w Sejmie nad wyborem członków KRS. KO chce też, by prokuratura przesłuchała prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Ponadto skierowali do marszałek Witek pismo, w którym zwracają uwagę na brak w stenogramie obrad Sejmu fragmentu jej rozmowy z wiceszefem kancelarii Sejmu Dariuszem Salomończykiem.

Braki w stenogramie

Michał Szczerba (KO) za dowód na bezprawne działanie marszałek Witek uznał fragment jej rozmowy z Salomończykiem, do której doszło tuż przed powtórzeniem głosowania. Urzędnik zwracał marszałek uwagę, że powinna przedstawić wyniki pierwszego głosowania, a jego ewentualne powtórzenie zarządzić na wniosek posłów.

Reklama

Klub KO wystosował do Elżbiety Witek pismo w sprawie brakujących w stenogramie obrad Sejmu słów wypowiedzianych przez Salomończyka: "nie, nie, nie, musi być wniosek. To nie można tak, pani marszałek, ja melduję, że wszyscy posłowie zagłosowali - ci, którzy są na sali, wszyscy oddali głos. Trzeba albo podjąć decyzję, że pani anuluje, albo pokazać wyniki i uznać".

"Do tego typu inicjatyw podchodzimy z uwagą, ale też dużym spokojem. Teraz wszystko zależy od decyzji Prokuratury. Kancelaria Sejmu na pewno - w określonych okolicznościach - będzie współpracowała. Do wielu z pojawiających się zarzutów mieliśmy okazję już się ustosunkować" - podkreślił dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka, odnosząc się do sprawy.

"Warto przypomnieć, że w sprawozdaniu stenograficznym są odnotowywane wypowiedzi posłów oraz uczestników posiedzenia biorących udział w dyskusji. W dokumencie takim nie są umieszczane uwagi wymieniane pomiędzy prowadzącym obrady Marszałkiem Sejmu a asystującymi mu urzędnikami. Po drugie, Marszałek Sejmu, podejmując decyzję o anulowaniu głosowania, nie znała jego wyniku. Nie była to zatem decyzja powiązana z jego domniemywanymi rezultatami" - podkreślił Grzegrzółka.

Dodał, że jedyną informacją, jaką dysponuje marszałek Sejmu, jest liczba osób, którzy już oddali głos. "Nie jest też prawdą sugestia, że sytuacja, w której głosowanie zostało anulowane, nie ma precedensu. Bardzo zbliżona sytuacja do obecnie omawianej miała miejsce m.in. podczas 90. posiedzenia VII kadencji Sejmu w dniu 9 kwietnia 2015 r. Wówczas Marszałek Sejmu przychylił się do apeli pochodzących z Sali i zdecydował o ponownym przeprowadzeniu głosowania" - dodał dyrektor CIS.

Burzliwy przebieg głosowania w Sejmie

Sejm wybrał w zeszły czwartek w nocy posłów PiS Marka Asta, Arkadiusza Mularczyka, Bartosza Kownackiego i Kazimierza Smolińskiego na członków Krajowej Rady Sądownictwa. Głosowanie miało burzliwy przebieg; było powtórzone, posłowie opozycji skandowali: "oszustwo".

Pierwsze z głosowań nad wyborem posłów PiS do KRS zostało przerwane przez Elżbietę Witek. Marszałek zapytała, czy nowi posłowie mają problem z głosowaniem. Z nagrania na stronie Sejmu wynika, że do marszałek podeszła posłanka, która powiedziała, że "jest problem". Marszałek zapytała, czy anulować głosowanie. Na sali pojawiły się głosy, żeby nie anulować. Na nagraniach na stronie internetowej Sejmu słychać też kobiecy głos: "Trzeba anulować, bo my przegramy, za dużo osób".

W zeszły piątek zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez marszałek Sejmu złożyli posłowie Lewicy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy