Były zakonnik wyszedł z więzienia. Chce uczyć ludzi, jak żyć
Były zakonnik, antybohater jednego z najgłośniejszych skandali w Kościele katolickim w Polsce, wyszedł z więzienia i ma nową misję - chce zostać internetowym mentorem i uczyć ludzi życia.

W skrócie
- Paweł M., były zakonnik, któremu zarzuca się stosowanie przemocy psychicznej, fizycznej i seksualnej, opuścił więzienie po odbyciu kary.
- Po wydaleniu z zakonu i duchowieństwa Paweł M. próbuje działać jako internetowy mówca motywacyjny, oferując kursy i konsultacje.
- Sprawa M. uwidacznia dylemat Kościoła w podobnych przypadkach.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
To była jedna z najbardziej wstrząsających spraw w Kościele w Polsce. "To, że on zrobił nam krzywdę fizyczną, czy dobierał się do naszych ciał, to już była wisienka na torcie, to był tylko efekt tego, co nam wszystkim zrobił psychicznie" - wspominała po latach jedna z pokrzywdzonych osób.
Jej słowa zacytowała w raporcie komisja, powołana do zbadania sprawy dominikanina Pawła M., jego działalności w duszpasterstwie we Wrocławiu w latach 1996-2000 i reakcji władz zakonu na informacje o praktykach zakonnika.
Gremium powołali sami dominikanie po reportażach "Więzi", których autorka, Paulina Guzik, opisała wstrząsające praktyki M. i reakcję przełożonych niewystarczającą, by zapobiec dalszym krzywdom.
Ustalenia dziennikarki potwierdziły się w raporcie komisji, na czele której stał Tomasz Terlikowski. Przemoc fizyczna, psychiczna, wykorzystywanie seksualne i działanie jak w sekcie - tak miała funkcjonować prowadzona Pawła M. wspólnota.
Jednocześnie w oczach przełożonych M. osiągał sukcesy duszpasterskie, jego kazań słuchały tłumy, a do konfesjonału ustawiały się długie kolejki. Charyzmatyczny zakonnik przez lata unikał kary.
Zobacz również: Papież ostrzega księży przed nowym trendem. Chodzi o kazania
Z zakonu do zakładu karnego
Jedna z ujawnionych historii - dotycząca gwałtu na zakonnicy - nie uległa jednak przedawnieniu i trafiła do prokuratury.
We wrześniu 2022 roku M. został nieprawomocnie skazany na cztery lata więzienia. W marcu 2023 r. zapadł prawomocny wyrok - trzy lata pozbawienia wolności. W maju 2024 roku sąd podjął decyzję o warunkowym zwolnieniu - wówczas jeszcze - dominikanina.
W lutym 2025 roku Paweł M. został wydalony ze stanu duchownego i zakonu.
Wyszedł z więzienia, chce uczyć ludzi życia
Teraz M. próbuje wznowić publiczną działalność, realizując się jako mówca motywacyjny. Były zakonnik oferuje w sieci kursy, które mają "pomóc ludziom odnaleźć fundament życia". Jako pierwszy poinformował o tym Szymon Piegza w "Newsweeku".
Zaproszenie do udziału w kursie M. opublikował w grudniu 2025 roku.
Przedstawia się jako osoba, która w przeszłości "ratowała innych". Oferuje weekendowy kurs, który ma pomóc ludziom odnaleźć "nowe życie" i doświadczyć "realnej transformacji". To wszystko nie za darmo. Koszt? W promocji niecały tysiąc złotych. M. oferuje też indywidualne konsultacje.
Nie ma instytucji, która sprawowałaby pieczę
O nagraniu M. rozmawiam z Pauliną Guzik, autorką głośnych reportaży o zakonniku, obecnie szefową działu zagranicznego amerykańskiej agencji informacyjnej OSVnews.
- Dzisiaj widzimy jasno, że jedyna nadzieja, że ten człowiek nikogo już nie skrzywdzi, to tak naprawdę jego sumienie i ludzie wokół niego - komentuje w rozmowie z Interią.
Paulina Guzik zwraca uwagę, że dziś nie ma żadnej instytucji, która sprawowałaby pieczę nad M., - Ani zakonnej - bo zakonnikiem już nie jest, ani państwowej - bo zasądzoną karę za przestępstwa odsiedział.
Sekretariat Polskiej Prowincji Dominikanów, cytowany przez "Newsweek", zapewnia, że zakon nie ma z M. obecnie kontaktu. Nie ma zresztą takiego obowiązku - mówimy bowiem o byłym zakonniku.
- Na nagraniu, które zostało opublikowane w sieci, słyszymy człowieka, który uważa siebie za ofiarę. Jego winę, to wiemy na pewno, udowodnił niezawisły sąd. Tu jest fundamentalny problem, że nie wygląda jakby Paweł M. miał świadomość wyrządzonych przez siebie krzywd - ocenia Paulina Guzik.
- Ta sytuacja pokazuje wyraźnie dylemat, jaki ma Kościół w takich przypadkach: z jednej strony wydalenie z kapłaństwa czy zakonu wydaje się być słuszne i pożądane, z drugiej zachowanie takiej osoby w strukturach kościelnych daje nad nim pewną kontrolę i choć wśród wiernych może takie zachowanie człowieka w strukturach zakonnych być gorszące, to jednak ktoś wówczas sprawuje nad nim pieczę - wskazuje.
Justyna Kaczmarczyk
Chcesz porozmawiać? Napisz: justyna.kaczmarczyk@firma.interia.pl













