Reklama

Reklama

"Były senator mówił, że mają definitywnie załatwić sprawę Ziętary"

Były senator mówił, że mają definitywnie załatwić sprawę Ziętary - zeznał w 2015 r. powiązany z poznańskim półświatkiem Paweł B. Podtrzymał te zeznania w czwartek jako świadek w procesie Aleksandra Gawronika oskarżonego o podżeganie do zabójstwa Ziętary.

Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Współpracował m.in. z "Gazetą Wyborczą", "Wprost" i "Gazetą Poznańską". 1 września 1992 r. wyszedł ze swego mieszkania i tam był widziany po raz ostatni. W 1999 r. został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.

W czwartek poznański sąd kontynuował proces Aleksandra Gawronika oskarżonego przez prokuraturę o nakłanianie ochroniarzy spółki Elektromis do porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa reportera "Gazety Poznańskiej".

Jedynym świadkiem na czwartkowej rozprawie był Paweł B. - były świadek koronny powiązany z poznańskim półświatkiem. Odbywa on karę pozbawienia wolności m.in. za kierowanie grupą przestępczą, posiadanie broni, kradzieże samochodów i wyłudzenia bankowe.

Reklama

Kwestia Ziętary

Paweł B. mówił w czwartek przed sądem, że o sprawie Ziętary wie tyle, ile z przekazów medialnych i że nie wie, co to ma wspólnego z procesem Gawronika. Sędzia odczytała więc poprzednie zeznania świadka, które składał on w Krakowie w 2015 roku. Wówczas Paweł B. mówił śledczym o spotkaniach i układach ze swoimi znajomymi, w tym z byłym lotnikiem wojskowym Krzysztofem, oraz z Andrzejem D. - ówczesnym policjantem w KWP Poznań.

"Spotykaliśmy się towarzysko. Z Krzyśkiem robiłem nielegalne interesy, Andrzej D. wiedział o naszych interesach, o tym, czym się zajmujemy i krył nas przed organami ścigania. Moja była żona Wioleta znała ich wszystkich. Nie tylko policjantów i złodziei, ale całą poznańską ekipę, która zarządzała wtedy Poznaniem" - podkreślił.

Jak wskazał, podczas jednego ze spotkań w 1992 roku, w rozmowie pojawiła się jednak kwestia Ziętary. "Andrzej D., zwracając się do Krzyśka, opowiadał, że w Elektromisie było zebranie, że był tam Aleksander Gawronik, były senator (...) Gawronik miał na tym spotkaniu powiedzieć, że mają definitywnie załatwić sprawę Ziętary, że mają się go pozbyć" - mówił.

Według świadka w spotkaniu miał uczestniczyć także twórca Elektromisu, ponieważ - jak wskazał - takie zebrania odbywały się zawsze z jego udziałem.

"Kiedy dopytywałem się, kto to jest Ziętara, o kogo chodzi, to D. i Krzysiek powiedzieli mi, że on jest dziennikarzem, który węszy przy sprawie Royala. Wiem, że Royal miał być sprowadzany z Niemiec na lewo i wpuszczany na rynek polski, prawdopodobnie przez Elektromis lub inne powiązane spółki. Royal to była wódka, 70-procentowa, sprowadzana w litrowych, plastikowych butelkach. Oni nie mówili, jaką ten dziennikarz ma na ten temat wiedzę" - dodał.

"W trakcie rozmowy D. powiedział jeszcze, że ten Ziętara to już raz dostał ostrzeżenie. Rozumiem przez to, że został pobity, ale dalej tematu nie odpuszcza. Z kontekstu tej rozmowy nie wynikało, aby ten Ziętara węszył wobec innego tematu niż ten nielegalnie sprowadzony Royal. Chcę też nadmienić, że D. często jeździł do Elektromisu, gdyż dostawał tam kasę, odbierał pieniądze systematycznie. Domyślam się, że chodziło o ochronę, o pomoc policji dla Elektromisu" - podkreślił.

Paweł B. zeznał również, że w niedługim czasie od tamtego spotkania, od innego znajomego Jacka P. usłyszał, że ówczesna "najbardziej zbrojna grupa w Poznaniu" zamordowała "jakąś osobę". "Żadne szczegóły nie padły. Wiem, że zaraz po tym Memeja i Hiszpan skoczyli bardzo finansowo, było o tym głośno w Poznaniu, widać było, że mieli dużo kapuchy (...) W mojej ocenie Memeja i Hiszpan byli zdolni do załatwienia człowieka, to były świry" - zaznaczył.

Dodał, że "ewentualne zlecenie porwania i zabójstwa Ziętary mogło do nich dotrzeć jedynie przez Makowca, gdyż widywałem u niego Aleksandra Gawronika".

Paweł B. wskazał, że krótko po tej rozmowie pojawiły się doniesienia medialne o zaginięciu dziennikarza Jarosława Ziętary. "Ja to od razu skojarzyłem z tą rozmową między Krzychem a D. Nie wypytywałem ich nigdy o to, bo w takich sprawach nie wypytuje się o szczegóły" - podkreślił.

Świadek mówił też, w latach 90. w poznańskim światku przestępczym, jeśli ktoś "naraził się komuś", to najczęściej "wywożony był do lasu, zasypywany wapnem i zalewany 100-procentową wodą utlenioną. Taki 100-procentowy perhydrol rozpuszcza ciała. Przy używaniu perhydrolu nie trzeba było też ubierać kombinezonu kwasowego, kwas by też za bardzo śmierdział w lesie, a perhydrol nie śmierdzi. Nieraz znęcali się też nad taką osobą, bili pałami, a czasem od razu strzelali".

Świadek podkreślał także w zeznaniach, że Aleksander Gawronik znał dobrze twórcę Elektromisu i utrzymywał z nim kontakty.

W czwartek przed sądem Paweł B. potwierdził te zeznania. Powiedział jednak, że kiedy je składał - był pod wpływem alkoholu.

"Nie byłem zmuszany, żeby składać takie zeznania. Nic mi nie obiecano, ale byłem pod wpływem alkoholu. Nie informowałem przesłuchujących przed przesłuchaniem, że jestem pod wpływem alkoholu, ale po moim wyglądzie trudno się było nie zorientować. Na pewno byłem opuchnięty i nie byłem w stanie nic przełknąć. Ja nadużywałem alkoholu przynajmniej od 2004 roku i skończyłem dopiero, kiedy trafiłem do aresztu - w kwietniu tego roku. Nie zgłaszałem policjantom doprowadzającym o moim upojeniu, ale myślę, że byli tego świadomi" - powiedział.

W trakcie czwartkowej rozprawy strony złożyły kolejne wnioski o przesłuchanie świadków. Zeznawać mają m.in. biegli specjalizujący się w tworzeniu portretów psychologicznych, a także dziennikarze "Wprost", którzy opisali sprawę Ziętary na łamach tygodnika.

Kolejna rozprawa ma się odbyć w połowie listopada. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje