Reklama

Reklama

Były radny PiS skazany za znęcanie się nad żoną

Były radny miejski Rafał P. został we wtorek prawomocnie skazany przez Sąd Okręgowy w Bydgoszczy na karę dwóch lat bezwzględnego więzienia za psychiczne i fizyczne znęcanie się nad żoną. W wyroku drugiej instancji nie zmieniono także kwoty nawiązki na rzecz pokrzywdzonej, która ma wynieść 75 tys. zł.

W ocenie sądu Rafał P. jest winny znęcania się psychicznego i fizycznego nad żoną, od lutego 2006 r. do końca 2017 r. w Bydgoszczy i Łochowie k. Bydgoszczy. Złożyło się na to wszczynanie awantur, w których trakcie kierował słowa wulgarne, powszechnie uznawane za obraźliwe, poniżanie, grożenie śmiercią i uszkodzeniem ciała, ograniczanie korzystania ze wspólnych środków finansowych i rzeczy, zmuszanie do określonego zachowania, a także popychanie, kopanie, uderzanie, podduszanie i szarpanie.

Sąd Okręgowy utrzymał w mocy — w najważniejszych punktach — wyrok sądu pierwszej instancji i wymierzył za te czyny karę dwóch lat bezwzględnego więzienia.

Reklama

Sędzia Sławomir Ciężki podkreślił - uzasadniając wyrok - że wszystkie apelacje, które zostały złożone, nie mogą być co do ich kierunku, uwzględnione, gdyż orzeczenie Sądu Rejonowego znajduje uzasadnienie w zebranym materialne dowodowym.

Adwokat uznał wyrok za rażąco niski

Adwokat żony b. radnego wnosił przed Sądem Okręgowym o podwyższenia kary więzienia, uznając wyrok pierwszej instancji za rażąco niski.

"Nie może być mowy o rażąco niskim wyroku w przypadku kary bezwzględnego więzienia. Sąd pierwszej instancji wziął pod uwagę dotychczasową niekaralność oskarżonego, jak również jego nieposzlakowaną opinię. Czynienie jednak zarzutu nadmiernego wyeksponowania tych kwestii przez sąd pierwszej instancji przy karze bezwzględnego więzienia nie wydaje się zasadne" - ocenił sędzia Ciężki.

Obrońcy Rafała P. wnosili o zmianę wyroku i uniewinnienie ich klienta. Sędzia Ciężki uznał, że materiał dowodowy jednoznacznie wskazuje na jego winę i nie ma podstaw do podważenia wiarygodności zeznań oskarżonej. Uznał, że nie miało co prawda miejsca publiczne poniżanie żony radnego przez jej męża, ale nie wpływa to w sposób zasadniczy na ocenę jego czynów, których dopuszczał się, gdy znajdowali się oni w ich mieszkaniu. Sąd nie znalazł także dowodów na tezę obrony, jakoby nagrania w tej sprawie, których dokonała pokrzywdzona, były w jakikolwiek sposób zmanipulowane.

Rafała P. nie było na ogłoszeniu wyroku

Sąd uznał także, że nawiązka orzeczona na rzecz pokrzywdzonej, chociaż ona sama o nią nie wnosiła, została przyznana zgodnie z przepisami. Jednocześnie ocenił, że nie jest zasadnym jej podnoszenie, gdyż kwota 75 tys. zł jest w przypadku zapłaty jednorazowej kwotą wysoką i dotkliwą.

Byłego radnego miejskiego z PiS (wystąpił z partii i złożył mandat radnego w kwietniu 2017 r. - PAP) Rafała P. i jego obrońcy nie było na ogłoszeniu wyroku. Pokrzywdzonej także nie było we wtorek sądzie.

"Dziękuję sądowi za bardzo rzetelne przeprowadzenie całego procesu. Cieszę się, że w wyroku znalazł się zakaz zbliżania się do mnie. Bałam się, że ta sprawa nie zostanie w wyroku uregulowana i to mnie pozytywnie zaskoczyło" - mówiła po wyroku pierwszej instancji.

"Rażąco niewspółmierne do popełnionego czynu"

Bezpośrednio przed wydaniem wyroku w pierwszej instancji sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury o udzielenie dodatkowego głosu, co skutkowałoby wznowieniem postępowania. Do złożenia takiego wniosku Prokuraturę Rejonową Warszawa Praga-Południe, która prowadziła śledztwo, zobowiązała Prokuratura Krajowa.

Uznała bowiem żądanie oskarżyciela publicznego dla oskarżonego dwóch lat ograniczenia wolności — w formie 30 godzin prac społecznych miesięcznie — za rażąco niewspółmierne do popełnionego czynu. Wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski zapowiedział wówczas, że prokuratura w przypadku uwzględnienia wniosku będzie domagać się kary nie mniejszej niż 1,5 roku pozbawienia wolności.

Zdaniem sądu uwzględnienie wniosku skutkowałoby jego przedłużeniem o co najmniej dwa miesiące. Podkreślono, że przedłożone przez prokuratora dodatkowo dowody z dokumentów pochodzą z maja 2019 r. czyli sprzed zamknięcia przewodu i mogły być zgłoszone w toku procesu, a poza tym nie mają wpływu na rozstrzygnięcie.

Przed Sądem Okręgowy prokuratura wnosiła o utrzymanie wyroku, który zapadł w Sądzie Rejonowym.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy