Był pierwszym, który zatrzymał pociąg po akcie dywersji. "Przerażenie"
Przerażenie, spotęgowane wizją wielkiej katastrofy - to czuł Mateusz Maciak po tym, kiedy jako pierwszy zatrzymał pociąg przed ubytkiem w torach w pobliżu stacji Mika. Maszynista Kolei Mazowieckich chwilę wcześniej otrzymał komunikat o niepokojących nierównościach na trasie. W sobotę wieczorem doszło tam do eksplozji ładunku wybuchowego. Miejsce miało ponadto newralgiczne położenie.

W skrócie
- Maszynista Kolei Mazowieckich zatrzymał pociąg tuż przed uszkodzonym odcinkiem torów po akcie dywersji w pobliżu stacji Mika.
- Dzięki jego szybkiej reakcji nie doszło do poważnej katastrofy, a na miejscu potwierdzono celowe zniszczenie torów przez Ukraińców działających na zlecenie Rosji.
- W sprawę zaangażowały się polskie i ukraińskie służby, a sprawcy uciekli na Białoruś.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Jeden z aktów dywersji na kolei miał miejsce nieopodal stacji PKP Mika. Ukraińcy działający na zlecenie Rosji wysadzili fragment torów na trasie Warszawa - Lublin. W relacji dla Polsat News jeden z mieszkańców położonego obok Życzyna stwierdził, że odgłos dobiegający z kierunku torów był niezwykle niepokojący. - Myśleliśmy, że może gdzieś butla z gazem wybuchła. Słyszałem już raz wybuch butli, ale to nie takie potężne uderzenie jak to. Ziemia po prostu zadrżała, cały budynek, szyby w oknach - mówił.
Donald Tusk potwierdził, że mamy do czynienia z sabotażem obcych służb. Świadkowie twierdzą, że jeszcze tej samej nocy w sobotę po uszkodzonych torach przejechało kilka składów, w tym także pociągi pasażerskie. Odpowiednie służby otrzymały zgłoszenie w niedzielę rano.
"Jechałem bardzo wolno". Relacja maszynisty po akcie dywersji na kolei
Jeden z maszynistów zgłosił wówczas do dyżurnego podejrzenie o nierówności w szynach. Kierujący kolejnym pociągiem nr 12713 - ten, który jako pierwszy zatrzymał skład przed miejscem eksplozji - opowiedział Wirtualnej Polsce, jak wyglądało to z jego perspektywy.
Informację otrzymał, ruszając z przystanku Mika. - Po wyruszeniu ze stacji Mika jechałem bardzo wolno i obserwowałem tor. Kiedy zauważyłem przeszkodę, było dwadzieścia kilka minut po siódmej rano - opisywał Mateusz Maciak, maszynista Kolei Mazowieckich.
W pociągu relacji Warszawa Zachodnia - Dęblin znajdowało się kilku pasażerów i załoga. Maszynista zdecydował się zatrzymać skład.
- Po zatrzymaniu pociągu sprawdziłem przez okno, czy pociąg w całości stoi na szynach i się nie wykoleił. Następnie poinformowałem dyżurnego ruchu o zaistniałej sytuacji oraz że wychodzę na szlak w celu sprawdzenia dokładnie, co się stało. Gdy dyżurny przyjął informacje, wyszedłem z kierownikiem pociągu dokonać oględzin - mówił Wirtualnej Polsce.
Newralgiczny punkt na trasie kolejowej. "Mogło dojść do naprawdę dużej tragedii"
Musiało minąć trochę czasu, nim maszynista uświadomił sobie, jak niewiele brakowało, by doszło do tragedii. - Faktycznie czułem przerażenie - powiedział, dodając, że mimo wszystko starał się zachować spokój.
- Raczej każdy z nas, wychodząc do pracy, lub jadąc pociągiem jako podróżny, nie myśli, że ktoś może chcieć wyrządzić krzywdę i to w taki sposób - zauważył.
Sprawcy aktu dywersji wybrali ponadto niebezpieczny odcinek relacji kolejowej. - Pociąg, który prowadziłem, mógł poruszać się rozkładowo 120 km/h, aczkolwiek inne pociągi mogą tam jeździć z prędkością 160 km/h. W miejscu, w którym się to wydarzyło, mogło dojść do naprawdę dużej tragedii. Jest to miejsce na łuku i w dodatku na bardzo wysokim nasypie - wyjaśnił maszynista.
Dwóch Ukraińców sprawcami sabotażu. Uciekli do Białorusi
W środę rzecznik Prokuratury Krajowej Przemysław Nowak przekazał, że bezpośrednimi sprawcami tych aktów dywersji o charakterze terrorystycznym byli Ołeksander K. (39 lat) i Jewherij I. (41 lat) - dwaj obywatele Ukrainy, działający na polecenie Federacji Rosyjskiej.
Dodał, że mimo zgromadzonych dowodów nie ma możliwości przeprowadzenia z nimi czynności procesowych, ponieważ jeszcze w nocy z soboty na niedzielę uciekli z Polski na terytorium Białorusi. Nie zostali zatrzymani.
Wcześniej w środę rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński poinformował, że ABW i CBŚP dokonały zatrzymania kilku osób w sprawie aktów dywersji na kolei. - Zatrzymania cały czas trwają, nie wykluczamy kolejnych - mówił, dodając, że prowadzone są także przesłuchania.
Polska i Ukraina zacieśnią współpracę. Powstać ma specjalna grupa
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oraz premier Polski Donald Tusk poinformowali na platformie X, że po rozmowie ustalili formę współpracy państwowych służb w celu zapobiegania takim zdarzeniom. "Celem będzie między innymi indentyfikacja osób podejrzanych o współpracę z Rosją" - napisał Tusk.
Na trasie Warszawa - Dorohusk doszło 15 i 17 listopada do dwóch aktów dywersji. Podczas pierwszego, w miejscowości Mika (woj. mazowieckie, pow. garwoliński), eksplozja ładunku wybuchowego zniszczyła tor kolejowy. W innym miejscu, niedaleko stacji kolejowej Gołąb (pow. puławski, woj. lubelskie) w niedzielę, pociąg z 475 pasażerami musiał nagle hamować z powodu uszkodzonej linii kolejowej.















