Reklama

Reklama

Burzliwa dyskusja podczas posiedzenia sejmowej Komisji Finansów Publicznych

Subwencja oświatowa jest niedoszacowana, a z każdym rokiem problem się pogłębia - mówili w środę posłowie opozycji podczas posiedzenia sejmowej Komisji Finansów Publicznych. "Nikt nie mówi, że subwencja pokrywa wszystkie wydatki oświatowe" - odpowiadał wiceminister edukacji Maciej Kopeć.

Komisja Finansów Publicznych omówiła w środę opinię Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży o rządowym projekcie ustawy budżetowej na rok 2020 (w części dotyczącej oświaty) wraz z autopoprawką dotyczącą podwyżek dla nauczycieli od września tego roku.

Część oświatowa subwencji ogólnej dla jednostek samorządu terytorialnego na 2020 r. ma wynieść 49,8 mld zł. W stosunku do roku 2019 jest to 2,9 mld zł więcej (są to dane po podniesieniu subwencji o 1 mld zł w trakcie 2019 r.).

W kwocie subwencji oświatowej na 2020 r. uwzględnione zostały m.in. skutki przechodzące podwyżek dla nauczycieli wprowadzonych w 2019 r. oraz zapowiedzianej podwyżki wynagrodzeń nauczycieli o 6 proc. od 2020 r.

Reklama

Szumilas: To jest kpina

Podczas dyskusji Krystyna Szumilas (KO) zwracała uwagę, że na podwyżkę płac nauczycieli od września 2020 w autopoprawce do ustawy budżetowej zapisano 100 mln zł.

"Tymczasem mamy 520 tys. nauczycieli. Jeśli podzielimy kwotę subwencji przez cztery miesiące otrzymamy na jednego nauczyciela 42,70 zł razem z kosztami pracodawcy, czyli nauczyciel dostałby brutto 30 zł. To jest kpina. Pytamy, ile ta podwyżka ma od września wynosić. Rząd proponuje taką samą praktykę, jak przy 'deformie edukacji' i podwyżkach w poprzednich latach" - oceniła.

Zapowiedziała, że - mimo odrzucenia jej poprawki na posiedzeniu połączonych komisji edukacji i samorządu terytorialnego - po raz kolejny wniesie o podwyższenie subwencji oświatowej o 1 mld zł.

Koszty stałe, brak rekompensat

Paulina Henning-Kloska (KO) podniosła kwestię wzrostu kosztów stałych związanych z utrzymaniem placówek oświatowych, takich jak wzrost cen energii. 

Mirosław Suchoń (KO) mówił, że rząd obniża podatki (PIT i CIT), ale nie przedstawia w zamian za to rekompensat dla samorządów.

"Najlepszy przykład niezrównoważenia budżetu"

Krzysztof Piątkowski (KO) podkreślił, że budżet państwa w punkcie dotyczącym subwencji oświatowej jest "najlepszym przykładem niezrównoważenia budżetu". Dodał, że autorzy dokumentu traktują od wielu lat samorządy jak bankomaty, a problem niedoszacowania subwencji oświatowej dotyczy także skutków ubiegłorocznej podwyżki płac nauczycieli. Podał przykłady dokładania z budżetu Łodzi do zadań oświatowych.

"Dziękuję za autopoprawkę zwiększającą subwencję oświatową o 100 mln zł, bo to pokazuje, jaki jest wasz stosunek do nauczycieli i samorządów" - stwierdził.

"Oświata kosztuje dużo"

Krystyna Skowrońska (KO) - przytoczyła przykłady kolejnych miast, w których - według niej - subwencja oświatowa pokrywa ok. 50 proc. wydatków na oświatę. Zwróciła uwagę, że obecnie kwota subwencji oświatowej jest niższa w stosunku do PKB niż było to podczas ośmiu lat rządów PO.

Przewodniczący komisji finansów Henryk Kowalczyk (PiS) odpowiedział, że zawsze brakowało pieniędzy z subwencji oświatowej, w różnym stopniu i w zależności od stopnia organizacji pracy samorządu. Wskazał też, że w wydatkach na oświatę samorządy bardzo często uwzględniają zadania własne. "Faktem jest, że oświata kosztuje dużo" - zauważył.

"Zabrakło pieniędzy dla nauczycieli"

Głos w dyskusji zabrała też Katarzyna Kretkowska (Lewica). Jak zaznaczyła, mimo że subwencja oświatowa na 2020 wzrosła, to jednocześnie 3,5-krotnie wzrosły wydatki na oświatę, w tym wydatki na zadania subwencjonowane. 

"W zeszłym roku, po raz pierwszy w historii samorządów, zabrakło pieniędzy na płace dla nauczycieli" - stwierdziła. Pytała też o liczbę nauczycieli zakładaną do wyliczenia subwencji na ten rok.

Z kolei Włodzimierz Tomaszewski (PiS) przypomniał, że subwencja oświatowa od początku jej powstania była niedoszacowana, a w 2006 r. Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnął, że nie musi ona pokrywać wszystkich wydatków samorządów na oświatę. Jego zdaniem należy rozważyć utworzenia minimum subwencji oświatowej pokrywającej wynagrodzenia nauczycieli, które by stabilizowało system.

Odpowiedź wiceministra edukacji

Odpowiadając na uwagi i pytania posłów opozycji, wiceminister edukacji Maciej Kopeć podkreślał, że nikt nie mówi, że subwencja pokrywa wszystkie wydatki oświatowe. Wskazywał też, że w samorządach rosną dochody z PIT i CIT, "więc trudno nie patrzeć na wydatki w kontekście tego, co samorządy w tym czasie uzyskały".

Wyjaśnił też, skąd się wzięła kwota 100 mln zł, zwiększająca - zgodnie z rządową autopoprawką - subwencję na ten rok. Jak mówił, rok 2019 był wyjątkowy ze względu na reformę.

"Zmieniła się relacja pomiędzy liczbą uczniów na poziomie gminy i na poziomie powiatu, czyli jeden rocznik pojawił się więcej na poziomie powiatów w szkołach ponadpodstawowych i zmniejszył w gminach, a więc w szkołach podstawowych" - tłumaczył.

Poza tym - jak wskazywał - do wyliczenia subwencji po raz pierwszy zastosowano nowy System Informacji Oświatowej. "Do tej pory, wyliczając subwencję, brano pod uwagę liczbę uczniów na 30 września z danego roku i zadania oświatowe z poprzedniego roku. W tym budżecie dane do subwencji zostały wzięte ze stycznia 2020 r., czyli te, które były bieżące" - poinformował.

Dodał, że wskutek tej różnicy w liczbie nauczycielskich etatów pojawiło się 740 mln zł oszczędności, które w połączeniu ze 100 mln zł zwiększonej subwencji daje 840 mln zł, czyli szacowany koszt podwyżki płac nauczycieli od września 2020 r.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje