Bulwersujące wątki ws. Szpitala Południowego. Lekarze przecierają oczy ze zdumienia
Lekarze są zadziwieni doniesieniami, że w Szpitalu Południowym mogło dojść do badania tomografem martwego pacjenta. - Nigdy się z czymś takim nie spotkalismy - mówią Interii. Na tapet bierzemy dwa bulwersujące wątki dotyczącego afery wokół warszawskiej placówki. I to w drugiej kwestii medycy mówią wprost o łamaniu prawa i skandalu.

Sprawa stołecznego Szpitala Południowego powinna zostać wyjaśniona "do spodu" - zapowiadają rządzący.
Po wywiadzie sygnalisty doktora Emila Jędrzejewskiego w Kanale Zero premier Donald Tusk zobowiązał prokuratora generalnego Waldemara Żurka, by osobiście nadzorował postępowania dotyczące placówki.
Dr Jędrzejewski stwierdził m.in, że "na SOR w Szpitalu Południowym giną ludzie, bo ktoś się uczy", a Dawid Kacprzyk "traktuje ludzi jak fantomy". - Jeśli fantom się popsuł, to zmienia dokumentację, że on już był popsuty - powiedział.
Tomografia w przypadku martwego pacjenta? "Metoda istnieje, ale…"
W sprawie mnożą się niejasności i znaki zapytania. Poruszenie wywołała kwestia domniemanej tomografii dla nieboszczyka.
- Z jakiegoś powodu pacjentowi martwemu wykonuje się tomografię - mówił u Krzysztofa Stanowskiego Emil Jędrzejewski, wskazując na nieprawidłowości w działaniu SOR-u w Szpitalu Południowym.
Medycy pytani przez Interię, czy sami spotkali się kiedykolwiek z wykonywaniem tomografii po śmierci, kręcą głowami.
- Powiem biurokratycznie: szpital takiego świadczenia by nie rozliczył, bo pacjent po zgonie przestaje być ubezpieczony. Jako lekarz z 10-letnim stażem nigdy się z czymś takim nie spotkałem - mówi nam rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej (NIL) Jakub Kosikowski.
- Tomografia jest świadczeniem leczniczym - zwraca z kolei uwagę Krystyna Ptok, szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.
- Rzeczywiście istnieje taka metoda diagnostyczna - potwierdza natomiast dr Michał Sutkowski z Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.
Ale dodaje: "wykonuje się ją niesłychanie rzadko. Choć teoretycznie jest to możliwe, w praktyce wydaje się mało prawdopodobne. Dlatego byłem zadziwiony tymi doniesieniami".
Sutkowski zaznacza, że w swojej karierze lekarskiej nigdy osobiście nie spotkał się z taką praktyką. - Pytanie, czy to się potwierdzi - podkreśla.
Czy taka procedura rzeczywiście miała miejsce i czy służyła fałszowaniu dokumentacji, by pokazać, że choć pacjent zmarł, to wcześniej zespół medyczny podejmował intensywne metody diagnostyczne? To ustali prokuratura.
Pełnomocnik Dawida Kacprzaka: Sytuacja taka była, ale…
Światło na ten wątek rzucił pełnomocnik Dawida Kacprzyka mec. Jacek Dubois.
- Sytuacja taka - mój mocodawca wie to z przekazu - była, natomiast absolutnie nie tak opisana jak przez pana Jędrzejewskiego, bo chyba dotyczyło to po prostu badań przyczyny śmierci. Miała miejsce, zanim mój klient był w ogóle zatrudniony w szpitalu, więc pan Jędrzejewski zarzuca mojemu mocodawcy zdarzenia, które mogły mieć miejsce w szpitalu, jeszcze przed podjęciem zatrudnienia przez mojego klienta - powiedział "Rzeczpospolitej" Dubois.
Lista niejasności - wraz z kolejnymi doniesieniami medialnymi - rośnie.
- Medialne zarzuty są bulwersujące. Dotyczą one nie tylko Dawida Kacprzyka, ale potencjalnie całego personelu lekarskiego oraz dyrekcji. Bo jeśli się potwierdzą, to niemożliwym jest, aby inne osoby pracujące w szpitalu nic nie widziały i nie wiedziały o działaniach podejmowanych w placówce - komentuje rzecznik NIL Jakub Kosikowski.
Donald Tusk o wiarygodności Emila Jędrzejewskiego
Głos w sprawie zabrał premier Donald Tusk. Jak stwierdził: "wiarygodność pana Emila Jędrzejewskiego i jego sensacyjnych wypowiedzi po próbie przesłuchania go przez prokuraturę wydaje się być wątpliwa". Lekarz stawił się, ale nie chciał odpowiadać na pytania bez pełnomocnika. Jego ponowne przesłuchanie ma odbyć się w poniedziałek.
Z kolei mecenas Jacek Dubois potwierdził w rozmowie z Interią, że szykowany jest pozew przeciwko Emilowi Jędrzejewskiemu w związku z jego wypowiedziami w Kanale Zero.
Wróćmy jednak do premiera. Tusk zapewnił, że prokuratura wyjaśni "każdy element tej sprawy, a odpowiedzialni za ewentualne nadużycia, zaniedbania lub pomówienia poniosą konsekwencje".
Na ustalenia prokuratury przyjdzie poczekać. - Nie mówimy tu o działaniach na gorąco, tylko o rozłożonych na kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt miesięcy - zaznaczył w rozmowie z Interią prok. Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Szefowa związku pielęgniarek: To skandaliczne
Choć w środowisku medycznym słyszymy, że wiele wątków w sprawie Szpitala Południowego budzi wątpliwości, co do jednego lekarze i pielęgniarki są zgodni.
Bulwersująca jest sytuacja, w której młody lekarz w trakcie specjalizacji mógł działać bez nadzoru, zarobić 1,6 mln zł i jednocześnie wypracować w uśrednieniu po 11 godzin dziennie codziennie w warszawskim Szpitalu Południowym, pełniąc równolegle funkcję radnego i będąc zatrudnionym w innej placówce.
- Pan doktor Kacprzyk wedle uzyskanych przez nas informacji nie spełniał norm określonych w prawie jako lekarz systemu, więc nie mógł być samodzielnym pracownikiem SOR - informuje rzecznik prasowy NIL i lekarz Jakub Kosikowski.
- Wskazywanie tak młodego lekarza jako szefa SOR-u, choć nie spełnia on wymagań na to stanowisko, które wprost określają przepisy, jest skandaliczne - mówi Interii Krystyna Ptok szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.
W jej ocenie Kacprzyk, który niedawno ukończył staż i był na początku specjalizacji z anestezjologii, nie posiadał kwalifikacji na stanowisko koordynatora SOR-u.
Przewodnicząca związku podkreśla, że w całej swojej karierze nie spotkała się z sytuacją, kiedy lekarz w trakcie specjalizacji szefował odziałem. - Warunki konkursów dla wszystkich muszą być równe. Nie powinno być równych i równiejszych - uważa.
Co wolno lekarzowi w trakcie specjalizacji?
O tym, co wolno, a czego nie lekarzowi na pierwszym roku specjalizacji z anestezjologii opowiada dr Jerzy Gryglewicz, lekarz i specjalista Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia.
- Zasady są określone w "rozporządzeniach koszykowych" ministra zdrowia, które precyzują, po ilu latach danej specjalizacji lekarz może wykonywać świadczenia rozliczane przez NFZ. Jednak w przypadku anestezjologii i intensywnej terapii sytuacja jest bardziej rygorystyczna. Obok rozporządzeń koszykowych funkcjonują standardy anestezjologiczne z 1997 roku, które mają także status rozporządzenia. Zgodnie z nimi lekarz w trakcie specjalizacji musi wykonywać praktycznie wszystkie procedury medyczne pod nadzorem lekarza specjalisty z dziedziny anestezjologii i intensywnej terapii. Samodzielne działanie jest tutaj niezwykle zawężone - mówi Interii.
- Nieprzestrzeganie tych standardów stanowi bezpośrednie naruszenie prawa - dodaje.
Jak ustaliła Interia, po medialnym nagłośnieniu sprawy z Naczelną Izbą Lekarską skontaktowali się drogą nieformalną medycy, którzy potwierdzili, że Dawid Kacprzyk pracował samodzielnie i bez nadzoru bezpośrednio po ukończeniu stażu.
Zdaniem Gryglewicza stanowisko kierownicze powinna piastować osoba ze specjalizacją.
- Dlatego w ocenie potencjalnych nieprawidłowości w Szpitalu Południowym kluczowy jest zakres obowiązków, jaki miał tam koordynator SOR. Jeśli funkcja ta miała charakter czysto administracyjny czy organizacyjny, to moglibyśmy uznać to za rolę niemedyczną. Ale oczywiście ważne też, jak ta praca wyglądała w praktyce - wskazuje.
Zarobki Dawida Kacprzyka. "Nie znam drugiego takiego szpitala"
Oburzenie w środowisku budzą też zarobki dra Kacprzyka.
- Duża część pielęgniarek pracuje na umowy o pracę. I gdyby pan doktor Kacprzyk był zatrudniony na umowę o pracę, to jego zarobki nie przekroczyłyby 200 tys. zł rocznie - mówi szefowa związku pielęgniarek.
Od lekarza Jakuba Kosikowskiego słyszymy: Nie znam szpitala w Polsce, gdzie człowiek tuż po stażu wchodzi i dostaje tryb pozarezydencki i pensję na poziomie 1,6 mln zł rocznie.
Istnieją dwie ścieżki robienia specjalizacji przez lekarza. - Model rezydencki jest finansowany z budżetu państwa i są to określone ustawowo stawki, dziś około 12 tys. zł brutto przez pierwsze dwa lata, po dwóch latach niecały tysiąc złotych więcej. Druga droga to ścieżka pozarezydencka, gdzie lekarz zawiera umowę cywilno-prawną ze szpitalem. Analizując doniesienia o oświadczeniu majątkowym wspomnianego doktora, można wywnioskować, że nie mógł on być finansowany w ramach zwykłej rezydentury - mówi dr Gryglewicz.
Także i te wątki są dziś badane.
W Szpitalu Południowym trwa m.in. kontrola zlecona przez Ministra Zdrowia, którą przeprowadza wojewódzki konsultant w dziedzinie anestezjologii. - Będzie on analizował dokumentację medyczną, a prawo pozwala mu nawet na obserwację czynności medycznych, na przykład poprzez wgląd w monitoring szpitalny - wskazuje dr Gryglewicz.
Szpital Południowy wydał oświadczenie, zapewniając, że "dołoży wszelkich starań w wyjaśnianiu możliwych nieprawidłowości, do których miało dojść na jego terenie, o których jest mowa w przestrzeni publicznej".
Justyna Kaczmarczyk, Jolanta Kamińska
















