Reklama

Reklama

Budowa CPK. Mieszkańcy Baranowa protestują

Mieszkańcy gminy Baranów, na czele z liderem AgroUnii Michałem Kołodziejczakiem, zakłócili obrady Rady Społecznej Centralnego Portu Komunikacyjnego. Podczas spotkania doszło do awantury. Mieszkańcy domagają się informacji, ile pieniędzy dostaną za swoją ziemię i gdzie dokładnie powstanie inwestycja.

Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego, poinformował w czwartek, że planowany obszar nowego lotniska obejmie około 41 km kw. Wyliczył, że obecnie znajduje się na nim 520 budynków mieszkalnych, zamieszkałych przez ponad tysiąc osób.

Według danych państwowej spółki CPK, preferowana lokalizacja portu lotniczego "Solidarność" jest ograniczona od północy miejscowościami Szymanów i Kaski, od zachodu przebiega częściowo między miejscowościami Maurycew w Teresinie i Aleksandrów w Wiskitkach, na południu m.in. przez Janówek i Stary Drzewicz, a od wschodu granicą jest ul. Południowa w Starej Pułapinie.

Reklama

"Jak najmniej kolizji"

Horała zapewniał, że preferowana lokalizacja spełnia m.in. kryteria środowiskowe, wymogi techniczne i ekonomiczne. Mówił też, że ważnym czynnikiem przy wyborze tego terenu były względy społeczne.

- Żeby było jak najmniej kolizji z istniejącymi zabudowaniami, ważnymi obiektami kulturowymi, choćby cmentarzami. Ludzie, którzy pochowali swoich bliskich nie chcieliby, żeby teren cmentarza był przenoszony - stwierdził.

CPK w całości ma "wchłonąć" dziewięć wsi, a częściowo kilkanaście innych. Odpowiedzialni za inwestycje uściślili, iż ostateczna decyzja o lokalizacji Portu Solidarność zostanie określona w decyzji środowiskowej, a następnie w decyzji lokalizacyjnej.

Protest mieszkańców Baranowa

Również w czwartek w Baranowie - centralnej miejscowości gminy, na terenie której ma powstać Port Solidarność - obradowała Rada Społeczna CPK. W jej skład wchodzą przedstawiciele gmin Baranów, Teresin oraz Wiskitki. Na spotkaniu zjawili się też przedstawiciele spółki odpowiedzialnej za budowę lotniska.

Przed budynkiem, w którym zebrała się Rada, zorganizowano protest. Oprócz mieszkańców zjawił się na nim szef AgroUnii Michał Kołodziejczak. 

W pewnym momencie część uczestników demonstracji weszła na spotkanie Rady. Przynieśli ze sobą jajka, którymi rzucili na stół przygotowany pod obrady, a także przejęli niektóre mikrofony.



Protestujący zarzucali m.in., że członkowie Rady Społecznej nie reprezentują mieszkańców, lecz współpracują ze spółką CPK. Dodawali, że wykup ziemi pod inwestycję przebiegnie w niekorzystny dla nich sposób, czyli po zaniżonej cenie; z niezadowoleniem mówili o "pięciu złotych za metr". 

Skandowali też hasło "oszuści" i zarzucali przedstawicielom CPK, że zarabiają "po kilkanaście tysięcy złotych", a także, iż w inwestycję zaangażowano "kapitał koreański". Żądali też, by Marcin Horała oraz szef spółki Mikołaj Wild zjawili się w Baranowie.

"Ludzie chcą mieć jasne zasady"

W trakcie awantury do głosu próbowała dojść Katarzyna Dobrońska, dyrektor biura relacji z otoczeniem inwestycji w spółce CPK. Zapewniała, że czwartkowe spotkanie ma na celu "rozmowę z mieszkańcami" i przedstawić "plan na najbliższy czas".

- Pani brakuje najważniejszego pozwolenia: społecznego. Ludzie chcą to zrobić (pozwolić na budowę lotniska - red.), ale jednocześnie mieć jasne zasady. Nikt nie pozwoli w żaden sposób oszukać się i okraść. Pani zabrała mieszkańcom pewność siebie i nadzieję - przekonywał Michał Kołodziejczak.

- Spółka CPK okradła nas z poczucia bezpieczeństwa. Chce przejąć te tereny, rzucić nam ochłap, marne pieniądze, a później handlować gruntami za miliony. Chcę, aby rząd wycofał się raz na zawsze z tego beznadziejnego pomysłu - dodał inny demonstrant.

"Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na żadne pytania"

- W takiej atmosferze, jaka panuje, nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na żadne pytania. Tak, jak obiecywaliśmy, chcieliśmy poinformować mieszkańców. W środę rozwoziliśmy listy do państwa, aby szczegółów dowiedzieli się państwo od nas, a nie z mediów - odpowiadała Katarzyna Dobrońska.

Przyznała, że demonstranci "mają różne uczucia" związane z planowanym portem lotniczym. - Nie zgodzę się z tym, że się "chowamy", "boimy" (...). To monumentalna inwestycja, nieporównywalna z niczym w Polsce. Chciałabym żyć w kraju, w którym takie inwestycje dochodzą do skutku - stwierdziła.

Lider AgroUnii zwrócił się następnie do Marcela Klinowskiego z zespołu doradczego pełnomocnika rządu ds. CPK. - Robisz paskudną rzecz, oszukujesz tych ludzi. Powiedz im, ile pieniędzy dostaną za swoje grunty? Nie pracujesz za cukierki i obietnice, chociaż pewnie obiecują ci w partii lepsze fuchy. Nie wiesz, ile dostaną? To sp***rzaj stąd. Jak ci nie wstyd - wykrzyczał, na co protestujący zareagowali oklaskami. 

Obrzuceni obornikiem

Po spotkaniu doszło do pewnego incydentu. Wychodzący z budynku przedstawiciele Centralnego Portu Komunikacyjnego zostali obrzuceni przez protestujących obornikiem.

"Nie bierzemy jeńców! Tak skończyło się spotkanie pracowników CPK z ludźmi, których grunty mają być przeznaczone pod lotnisko" - napisał na Twitterze lider AgroUnii Michał Kołodziejczak.

"Nie ma zgody na nieuczciwe warunki wywłaszczenia!" - dodał.

Gdzie dokładnie powstanie CPK?

W środę jeden z rolników z gminy Baranów zasiadający w Radzie Społecznej opublikował mapę prezentującą, które ziemie zostaną zajęte przez Centralny Port Komunikacyjny. Na schemacie zaznaczono m.in. lokalizację terminali, linii kolejowych czy pasów startowych.

Centralny Port Komunikacyjny "Solidarność" to planowany, kolejowo-lotniczy węzeł przesiadkowy między Warszawą i Łodzią. W ramach tego projektu na ok. 3000 hektarów zostanie wybudowane lotnisko oraz stacja kolejowa. Zdaniem rządu, CPK w pierwszym etapie będzie mógł obsługiwać do 45 mln pasażerów rocznie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje