Reklama

Reklama

Broniarz w RMF FM: W pierwszej kolejności pracę stracą członkowie ZNP

"Na reformie edukacji przede wszystkim stracą dzieci, a w drugiej kolejności stracimy my, nauczyciele, przede wszystkim członkowie ZNP" - mówił w Porannej rozmowie w RMF FM Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. "Mamy sygnały z każdego województwa, że jest duża obawa o to, że nowy zaciąg dyrektorów może skutkować tym, że w pierwszej kolejności pracę stracą członkowie ZNP" - dodał. Broniarz podkreślił również, że jego zdaniem Anna Zalewska powinna zostać odwołana z funkcji ministra edukacji.

Robert Mazurek: Czy Anna Zalewska powinna zostać odwołana z funkcji ministra edukacji?

Sławomir Broniarz: Pytanie jest jednoznaczne i odpowiedź też jest bardzo prosta, aczkolwiek wydaje mi się, że byłoby prościej, gdyby Anna Zalewska po prostu nie została ministrem edukacji. Nie mielibyśmy dzisiaj tylu problemów.

W związku z tym pan uważa, że powinna zostać odwołana.

- Tak.

Ale wie pan, że nie będzie.

- Ubolewam nad tym.

Rozumiem, że głównym waszym zarzutem - teraz - jest planowana reforma edukacji sprowadzająca się w dużym stopniu do likwidacji gimnazjów.

- Tak, aczkolwiek tych uwag Związek ma dużo więcej, dlatego że pierwszym takim symptomem, dosyć niepokojącym, były działania pani minister w zakresie tak zwanych godzin karcianych, nie wchodząc w szczegóły...

Chodzi o kartę nauczyciela, nie żadne godziny karciane...

- Tak, dodatkowe godziny, które nauczyciele wykonywali. Jedna w liceum, dwie - w podstawówce i gimnazjum. Pani minister zlikwidowała te godziny, po czym wywołało to ogromny zamęt - tak w środowisk nauczycielskim, jak i samorządowym i rodzicielskim. To pokazało, że pani minister jakby nie do końca w ogóle czuje ten klimat i panuje nad tym, co się dzieje w edukacji.

Pan powołał się przed chwilą na opinie rodziców. 64 procent rodziców w badaniu, w którym wzięło 12 tysięcy osób, chce likwidacji gimnazjów.

- W 1919 roku, o ile dobrze pamiętam, rodzice pytani o to, czy ma być obowiązek szkolny zdecydowanie powiedzieli: "Nie".

Reklama

Czyli rozumiem, że skoro głupi rodzice chcą likwidacji gimnazjów, to one nie powinny być zlikwidowane, bo mądry Związek Nauczycielstwa Polskiego chce je zachować.

- Ja, broń Boże, nie chciałbym żadnego rodzica, sam nim jestem, tak określić, jak pan redaktor Mazurek to uczynił. Natomiast zwrócę tylko uwagę na fakt, że...

...że się nie znają...

- ...że niekoniecznie rodzice muszą rozumieć, czym jest istota edukacji, w tym przypadku funkcjonowanie gimnazjów.

Ale panie przewodniczący - nos dla tabakiery, czy tabakiera dla nosa? To znaczy kto - rozumiem, że to nauczyciele powinni decydować o szkole.

- W ogromnej mierze nauczyciele przy współpracy rodziców, a jeżeli byśmy pytali tylko i wyłącznie rodziców, to wielu z nich - idąc na skróty - bardzo chętnie nie posłałoby swojego dziecka w ogóle do szkoły, bo to wymaga czasu, nakładu, pieniędzy, współpracy itd.

Drodzy rodzice, w szkole wymarzonej przez Sławomira Broniarza nie macie nic do powiedzenia.

- Tak nie powiedziałem. Rodzice w szkole powinni współpracować z nauczycielami i do tego bardzo serdecznie rodziców zachęcam.

Jeżeli panu przeszkadzają rodzice, to ogół Polaków, 50 procent Polaków, także jest przeciwko istnieniu gimnazjów, chce ich likwidacji.

- To pan redaktor powiedział, że mi przeszkadzają rodzice. Ja tak nie powiedziałem, wręcz przeciwnie - zachęcam rodziców do współpracy.

Słowo rodzice... Zostawmy na razie rodziców. Porozmawiajmy o ogóle Polaków. Ponad połowa Polaków albo połowa, to zależy od sondażu, chce likwidacji gimnazjów.

- Dlatego że, po pierwsze, żyją mediami, po drugie - znikomy odsetek z tych, którzy się wypowiadają, chodził do gimnazjów. Po trzecie - decyduje taki element sentymentalny. To, co było w przeszłości, wydaje nam się piękne, miłe, różowe, fantastyczne. Taką była ośmioletnia szkoła podstawowa, a niektórzy pamiętają także siedmioletnią szkołę podstawową.

Nie, panie przewodniczący, ale argument z tego, co ktoś pamięta, jest słaby, bo zawsze można dać argument na przykład dziecka, które teraz chodzi do gimnazjum i...

- ...większość dzieci chce chodzić do gimnazjów. Niedawno spotkałem się z grupą dzieci wiejskich i wszystkie dziewczynki powiedziały, bo to były tylko dziewczyny, że one chcą iść do gimnazjum, ale rodzice - tylko dwójka. Dlaczego? Dlatego że wolą mieć dziecko blisko domu, bo pomogą w gospodarstwie, bo będą za pół godziny w domu, a nie za 3 godziny - nie muszę ich dowozić itd.

Ale większość Polaków nie żyje na wsi, więc to chyba nie jest ten problem, ale zostawmy teraz to. "Gimnazja to nieudany eksperyment oświatowy. Przyczyniają się do kumulacji problemów wychowawczych" - to jest argument PiS-u.

- Tak, ale bardziej przekonują mnie argumenty profesora Dolaty, doktora Herczyńskiego, Mikołaja Herbsta, Jakubowskiego, bo to są ludzie, którzy po prostu wiedzą, co mówią.

Ten argument: "Gimnazja to nieudany eksperyment" - to jest program Zjednoczonej Lewicy. Pan się pod nim podpisał w październiku...

- ...nie...

...w październiku 2015 roku zawarł pan z nimi porozumienie.

- Ten problem jest wyjaśniany. Jeżeli państwo, pan redaktor, zechce sięgnąć na stronę internetową związku, ten dokument jest tam wyłożony i widać wyraźnie, że w sprawa gimnazjów nie jest w ogóle dotykana, co Zjednoczona Lewica zrobiła z tym porozumieniem, które nota bene było proponowane i PSL-owi, i PiS-owi, i Platformie Obywatelskiej. Wszystkie te dokumenty miały jednakową treść.

Panie przewodniczący, czy pan należał kiedykolwiek do jakiejś partii.

- Nigdy nie należałem do jakiejkolwiek partii.

No właśnie, a czy to wystarczy, żeby nie być politykiem? Bo pani minister Zalewska mówi, że pan jest politykiem, pikiety, prostaty to akcje zaplanowane wspólnie z KOD-em.

- Z tego, co wiem, że aby być członkiem KOD-u, to też chyba trzeba się zapisać do tego KOD-u - jakiejś deklaracje, legitymacje, etc. Nie jestem członkiem KOD-u, podobnie jak i ZNP. Natomiast jak się nie ma argumentów, to się komuś przypina łatkę polityka.

Bo pan na demonstracje KOD-u chodzi i to jest pan w pierwszym szeregu.

- Ale KOD chyba nie jest nielegalnie działającą organizacją. KOD mnie tylko pytał o to, czy zechcę wypowiedzieć się w sprawie edukacji. Jeżeli PiS zapyta się mnie, czy w sprawie edukacji zechcę wypowiedzieć się na kongresie PiS-u, to bardzo chętnie przyjmę takie zaproszenie.

Nie wiem, czy PiS skorzysta, natomiast pan rzeczywiście wybiera raczej przyjaciół po innej stronie niż PiS, stąd to dla mnie ta nerwowość minister Zalewskiej.

- Nie, ja wybieram te osoby, te instytucje, te organizacje, które mówią o szkole. Mówią o szkole, ponieważ moim zdaniem jest to najważniejsza dziedzina życia społecznego.

Tu akurat pewnie by się pan zgodził z minister Zalewską. Pytanie jest inne: kiedy pan mówi, że poszedł by pan na kongres PiS, dlaczego w takim razie pańskie stowarzyszenie - ZNP - zawierało porozumienia wyborcze z lewicą?

- Ale zawieraliśmy także z PiS.

Porozumienia wyborczego, koalicji wyborczej z nimi nie zawieraliście.

- Nie zawieraliśmy, ale proponowaliśmy taką koalicję w ramach Karty Nauczyciela i rozmawialiśmy także z obecną panią premier Beatą Szydło na ten temat. Rozmawialiśmy z wszystkimi partiami politycznymi. Przypomnę, że wybory - nie te ostatnie - tylko te przedostatnie, zawsze w nich rozmawialiśmy  z każdym na temat istoty dla nauczyciela bardzo ważnej, mianowicie bezpieczeństwa socjalnego, zawodowego, a ta opisana jest w Karcie Nauczyciela.

Pan uważa, że jednym z problemów będzie przy reformie edukacji to, że nauczyciele stracą miejsca pracy przy okazji likwidacji gimnazjów. Tak, dobrze to odczytuję?

- Przede wszystkim stracą dzieci, a w drugiej kolejności stracimy my, nauczyciele, przede wszystkim członkowie ZNP, bo takie obawy mamy. Mamy sygnały z każdego województwa, że jest duża obawa o to, że nowy zaciąg dyrektorów może skutkować tym, że w pierwszej kolejności pracę stracą członkowie ZNP.

Martwi się pan o likwidację miejsc pracy, tymczasem...

- Martwię się także o jakość edukacji, bo to jest rzecz najważniejsza.

Wyższa Szkoła Pedagogiczna, własność ZNP, została zlikwidowana. 32 osoby trafiły na bruk, a komitet obrony studentów i pracowników pod przewodnictwem profesora Henryka Bednarczyka skarżył się, że pan nawet nie chciał z nimi rozmawiać. Nie chciał pan ich przyjąć.

- Rozmawialiśmy z każdym ze studentów. Nikt ze studentów, który zwrócił się do nas o pomoc, nie został tej pomocy pozbawiony. Większość z nich wróciła do obecnej szkoły, która przejęła tę masę upadłościową po WSP ZNP, natomiast uczelnię WSP ZNP zlikwidował minister edukacji...

Na wasz wniosek, bo pan był...

- ...dlatego, że ta uczelnia po prostu nie była w stanie finansowo wydolić. Natomiast zwrócę uwagę na to, że jedynym prawem założyciela, jakim jest ZNP, było prawo zlikwidowania uczelni. Myśmy nawet nie mieli wpływu na rektora, dobór kadry, związek był pozbawiony wpływu w jakimkolwiek obszarze funkcjonowania tej uczelni, o czym mówi statut tej uczelni.

Profesor Bednarczyk twierdzi, że pan troszczy się o miejsca pracy nauczycieli, gdy oni są daleko, a blisko już nie. Blisko już pan likwiduje, jest pan drapieżnym kapitalistą.

- Nie, uczelnia nie miała pieniędzy na swoje funkcjonowanie. Chcę zwrócić uwagę na fakt, że żaden ze studentów nie został pozbawiony pomocy, rozmawialiśmy z wieloma uczelniami oferując także pomoc materialną. Każdy ze studentów to potwierdzi. Natomiast jest grono nauczycieli, którzy stracili pracę. Część z nich odwołała się do sądu pracy, czekamy na te rozprawy i chyba w dwóch czy trzech przypadkach sprawa ma posmak dosyć mało sympatyczny - dla samych nauczycieli.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne